03.07.2011, 23:37
Być może łatwiej byłoby wam zrozumieć moje podejście gdybyśmy przełożyli sytuację na 'knopflerowe' podłóże... Jak byście się czuli gdyby DS postanowiło się reaktywować, a przeddzień trasy Mark poważnie choruje. Reszta postanawia go olać i mimo wszystko ruszyć w trasę pod szyldem DS z fikcyjnym Ziutkiem - miernym gitarzystą podebranym z jakiegoś podrzędnego tribute bandu'? Co więcej, chcą wydać płytę, która i tak znajdzie spore grono nabywców skuszonych szyldem 'Dire Straits' na niej, nie zdając sobie do końca sprawę kim jest Mark, a kim Ziutek.
Porównanie jest może na wyrost, gdyż wkład Marka w twórczość jest większy niż Jona w Yes, ale zarówno gitara Knopflera jak i głos Andersona są jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) elementem stylu ich zespołów.
Szczerze powiedziawszy wolałbym aby 'Magnification' było ostatnią płytą w karierze Yes, wspaniałą codą ich twórczości, a jeśliby aktywność zespołu ograniczała się do rocznicowych trasy (40-lecie, 45-lecie, itp...) to by mi zupełnie nie wystarczyło.
Porównanie jest może na wyrost, gdyż wkład Marka w twórczość jest większy niż Jona w Yes, ale zarówno gitara Knopflera jak i głos Andersona są jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) elementem stylu ich zespołów.
Szczerze powiedziawszy wolałbym aby 'Magnification' było ostatnią płytą w karierze Yes, wspaniałą codą ich twórczości, a jeśliby aktywność zespołu ograniczała się do rocznicowych trasy (40-lecie, 45-lecie, itp...) to by mi zupełnie nie wystarczyło.

