02.07.2011, 16:15
Sytuacja Yes jest trochę podobna to sytuacji King Crimson. Członkowie obu grup od wielu lat są ze sobą skłóceni, ale nadal nagrywają, mimo że są zawiłości personalne na poszczególnych płytach, różne konfiguracje, często pod innymi nazwami ale może dzięki temu mamy tyle różnorodnych i innych od siebie płyt, mające jednak jakiś pierwiastek wspólny dla danego zespołu. Może w tym jest też metoda? Tak byśmy narzekali, że ciągle grają ci sami i płyty są ciągle te same...
Nie gram z nut, gram z serca

