23.06.2011, 20:33
Stach napisał(a):Posłuchaj, ja nie mam obmyślonego ścisłego zdania, definicji, którego się kurczowo trzymam, to nie matematyka, wtedy dyskusja staje się jałowa.
B: tzn ze co, zmieniasz zdanie jak wiatr zawieje? wtedy dopiero dyskusja robi sie jalowa.
"On Every Street" ma inny klimat niż pozostałe płyty, sam o tym wiesz. Najbliżej mu do "BIA" ("Heavy Fuel", "You And Your Friend") troszeczkę do "LOG" ("Planet Of The New Orleans", "On Every Street"), a reszta to zupełnie nowa jakość w ich twórczości.
Ale ja nic nie pisałem o tym, że singlowe hity z "BIA" nie są ambitne.
B: napisales o BiA ze zostala zrobiona pod biznes - idac tym tropem moje rozumowanie jest raczej logiczne, nieprawdaz? chyba nie zaprzeczysz, ze wartosciujesz BiA nizej (chyba sam o tym pisales) min. z tego powodu. Rozumiem teraz, ze niefajne jest ze na BiA sa singlowe hity a nie to, ze te hity nie sa ambitne (bo sa) - ok, zatem dlaczego obecnosc singlowych hitow obniza wartosc plyty?
Ani słowa o tym nie napisałem, bo to oczywiste, że są, tzn. są to hity klasowe, na poziomie, bez grama sztampy lwiej większości współczesnych hitów. Tu mamy najlepszy przykład połączenia najwyższego poziomu artystycznego z osiągnięciem wielkiego sukcesu komercyjnego, co w dzisiejszych czasach już bardzo rzadko się zdarza.
B: ale mimo to BiA w Twoim rankingu wypada gorzej niz np jedynka![]()
A dlaczego nierówna walka?
B: ilosciowo nierowna, po prostu. 4 lp vs 2. Ale ok, to faktycznie mniej istotne, chodzi o jakosc a nie ilosc przeciez.
Może dla Ciebie. Nie rozumiem Cię tutaj, w takim razie nie mógłbym trzymając się Twojego zdania w ogóle porównywać dwóch wskazanych wcześniej przeze mnie okresów w działalności DS. Nie róbmy z tego matematyki.
B: kazde porownanie to matematyka
Pisząc wirtuoz gitary mam na myśli biegłego technicznie wykonawcę umiejącego grać zarówno karkołomne solówki, ale też nie popisującego się techniką, lecz potrafiącego zagrać mniej efektownie technicznie, ale wolniej i bardziej emocjonalnie. Na pewno do takich zaliczam Knopflera, Johna Petrucciego, Andrew Latimera, Jana Akkermana, Steve'a Howe'a czy XVII/XVIII-wiecznych gitarzystów klasycznych. Gilmour - mieści w czołówce gitarzystów rockowych świata - uwielbiam go i wykorzystuję oryginalną technikę, ale biegłym, wszechstronnym gitarzystą niestety nie jest, gra raczej wolno, klimatycznie, podobnie The Edge - też ma oryginalne brzmienie, ale wirtuozem gitary nie jest, co nie znaczy, że nie mieście się w panteonie największych gitarzystów rockowych.
B: mamy inne definicje gitarowego wirtuozerstwa zatem.
Kunszt Marka jest widoczny na wszystkich płytach DS/MK, ale korzysta on z różnych środków wyrazu.
B: i tak trzeba bylo od razu
pablosan: ja uwazam ze nie.
You do what you want to
You go your own sweet way...
You go your own sweet way...


