19.05.2011, 20:52
Odpowiedz jest bardzo prosta. Zrobilbym wszystko zeby pogodzic ze soba obydwa koncerty. Jesli okazaloby sie to fizycznie niemozliwe, wtedy zadzwonilbym do Waldka jak temu zaradzic. Jesli (w co nie wierze) dowiedzialbym sie od niego, ze naprawde nie ma mozliwosci zeby pogodzic ze soba obydwa wydarzenia, wtedy stanąłbym przed ogromnym dylematem.
Z jednej strony
Ludzie ktorych bardzo cenie i szanuje, ktorych jeszcze nigdy nie widzialem na scenie, grajacy utwory ktore do dzisiaj uwazam za jedne z najwspanialszych jakie mialem okazje kiedykolwiek uslyszec (mam na mysli przede wszystkim "Private Investigations" i "Tunnel of love")
z drugiej strony czlowiek, ktory jest autorem wymienionych powyzej arcydziel, ktorego wystep mialem wielkie szczescie ogladac juz czterokrotnie, ktorego solowe dokonania choc wspaniale i chwytajace za serce na ogol nie budza juz we mnie az tak ogromnych emocji jak to bylo w czasach Dire Straits...
Pewnie po dluzszej chwili zastanowienia doszedlbym do prostego wniosku.
Wybralbym sie na koncert MARKA KNOPFLERA
dlaczego?
bo utwory (nawet te najwspanialsze z dokonan Dire Straits) traca wedlug mnie przynajmniej 70 uroku jesli brakuje w nich charyzmy, wokalu a przede wszystkim (tu brakuje mi okreslenia dla wyrazenia zachwytu) gitary MK.
bo "dzisiejszy" Knopfler to po prostu "Dire Straits XXI w." A brak pelnego zachwytu nad jego solowymi dokonaniami zwiazany jest pewnie u mnie do dzisiaj tylko i wylacznie z brakiem 100% akceptacji dla informacji, ktora dotarla do mnie w polowie lat 90-tych, a brzmiala "zespol Dire Straits juz nie istnieje".
Przynajmniej z kilkoma osobami z Forum rozmawialem kiedys czy brakuje mi zespolu Dire Straits. Dzisiaj jestem o kilkanascie lat starszy niz w momencie kiedy DS przestalo istniec.
Moj pogdlad na ten temat brzmial i do teraz jest niezmienny. Od momentu mojego pierwszego koncertu MK w Spodku w 2005 roku pogodzilem sie z brakiem istnienia DS. Stopniowo odkrywam geniusz solowych dokonan MK. "Dalbym jednak wszystko" zeby moc uslyszec na zywo w trakcie jego koncertow "Private Investigations" i "Tunnel of love".
Tylko, ze z gitara przy mikrofonie musi stac ON. W przeciwnym wypadku wszystko zaczyna traci swoja magie, ktora tak bardzo mnie porusza...
Z jednej strony
Ludzie ktorych bardzo cenie i szanuje, ktorych jeszcze nigdy nie widzialem na scenie, grajacy utwory ktore do dzisiaj uwazam za jedne z najwspanialszych jakie mialem okazje kiedykolwiek uslyszec (mam na mysli przede wszystkim "Private Investigations" i "Tunnel of love")
z drugiej strony czlowiek, ktory jest autorem wymienionych powyzej arcydziel, ktorego wystep mialem wielkie szczescie ogladac juz czterokrotnie, ktorego solowe dokonania choc wspaniale i chwytajace za serce na ogol nie budza juz we mnie az tak ogromnych emocji jak to bylo w czasach Dire Straits...
Pewnie po dluzszej chwili zastanowienia doszedlbym do prostego wniosku.
Wybralbym sie na koncert MARKA KNOPFLERA
dlaczego?
bo utwory (nawet te najwspanialsze z dokonan Dire Straits) traca wedlug mnie przynajmniej 70 uroku jesli brakuje w nich charyzmy, wokalu a przede wszystkim (tu brakuje mi okreslenia dla wyrazenia zachwytu) gitary MK.
bo "dzisiejszy" Knopfler to po prostu "Dire Straits XXI w." A brak pelnego zachwytu nad jego solowymi dokonaniami zwiazany jest pewnie u mnie do dzisiaj tylko i wylacznie z brakiem 100% akceptacji dla informacji, ktora dotarla do mnie w polowie lat 90-tych, a brzmiala "zespol Dire Straits juz nie istnieje".
Przynajmniej z kilkoma osobami z Forum rozmawialem kiedys czy brakuje mi zespolu Dire Straits. Dzisiaj jestem o kilkanascie lat starszy niz w momencie kiedy DS przestalo istniec.
Moj pogdlad na ten temat brzmial i do teraz jest niezmienny. Od momentu mojego pierwszego koncertu MK w Spodku w 2005 roku pogodzilem sie z brakiem istnienia DS. Stopniowo odkrywam geniusz solowych dokonan MK. "Dalbym jednak wszystko" zeby moc uslyszec na zywo w trakcie jego koncertow "Private Investigations" i "Tunnel of love".
Tylko, ze z gitara przy mikrofonie musi stac ON. W przeciwnym wypadku wszystko zaczyna traci swoja magie, ktora tak bardzo mnie porusza...
"And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?
A bottle of whisky and a new set of lies
Blinds on the window and a pain behind the eyes..."
What have you got to take away?
A bottle of whisky and a new set of lies
Blinds on the window and a pain behind the eyes..."

