08.05.2011, 22:15
A ja odkopię temat i napisze moje wrażenia z koncertu 
Po przybyciu w piątek około 12 w tym upale cudem zamówilismy z kolegą taksówkę do hotelu (nie znalismy adresu gdzie byliśmy, a nie mogliśmy dojrzeć zadnych tabliczek) jadąc taksówką zgadaliśy się z Panem Kierowcą (do ktorego ciale mam numer !
)że po koncercie nas odbierze, mamy tlyko zadzwonić na jego prywatny numer. Do koncertu wszystko spokojnie, jakieś zwiedzanie Wrocka etc. Przed wejśćiem na koncert spotkałem bardzo miłego Pana, z którym rozmawiałem z 10 minut, między innymi o koszuce i czy będzie spotkanie z Markiem po koncercie. O koncercie nie będę się rozpisywać, bo chyba klawisze by mi z klawiatury powypadały, poprostu był genialny i tyle
po koncercie tak jak sie umowilismy w 5 minut przyjechal po nas Taksówkarz ( w tym czasie odmówił 3 zlecenia, własnie pod hale, ponieważ umówił się z nami). Jego brawurowa jazda (140 pod tunelem, skrzyzowanie na czerwonym, "łyknięcie" z 40-50 samochodów torami tramwajowymi i na maxa radio, a w nim audycja Markowa. Bodajże So Far Away akurat leciało. Powrót w tempie ekspresowym do hotelu i wyjście na rynek, żeby coś przekąsić. Pierwsze 100 metrów przechodzimy i nagle spotykamy grupkę 5 kiboli Sląska. A że akurat kolega miał na sobie koszulkę Lechii ( z którą Sląsk trzyma) to odrazu "przyjaciele" się znaleźli. godzinne spławianie a później ucieczka przed nimi po jakiściemnych uliczkach i kolacja w pizzeri. Następnego dnia podczas przejażdzki zabytkowym tramwajem (której nigdy nie zapomnę) spotkanie na przejściu dla pieszych w/w dresów. Na szczęście ogłupieli i nic nie zrobili
W sumie we Wrocławiu byliśmy około 28 godzin, a oprócz koncertu Marka, wydarzyło się naprawde kilka ciekawych rzeczy

Po przybyciu w piątek około 12 w tym upale cudem zamówilismy z kolegą taksówkę do hotelu (nie znalismy adresu gdzie byliśmy, a nie mogliśmy dojrzeć zadnych tabliczek) jadąc taksówką zgadaliśy się z Panem Kierowcą (do ktorego ciale mam numer !
)że po koncercie nas odbierze, mamy tlyko zadzwonić na jego prywatny numer. Do koncertu wszystko spokojnie, jakieś zwiedzanie Wrocka etc. Przed wejśćiem na koncert spotkałem bardzo miłego Pana, z którym rozmawiałem z 10 minut, między innymi o koszuce i czy będzie spotkanie z Markiem po koncercie. O koncercie nie będę się rozpisywać, bo chyba klawisze by mi z klawiatury powypadały, poprostu był genialny i tyle
po koncercie tak jak sie umowilismy w 5 minut przyjechal po nas Taksówkarz ( w tym czasie odmówił 3 zlecenia, własnie pod hale, ponieważ umówił się z nami). Jego brawurowa jazda (140 pod tunelem, skrzyzowanie na czerwonym, "łyknięcie" z 40-50 samochodów torami tramwajowymi i na maxa radio, a w nim audycja Markowa. Bodajże So Far Away akurat leciało. Powrót w tempie ekspresowym do hotelu i wyjście na rynek, żeby coś przekąsić. Pierwsze 100 metrów przechodzimy i nagle spotykamy grupkę 5 kiboli Sląska. A że akurat kolega miał na sobie koszulkę Lechii ( z którą Sląsk trzyma) to odrazu "przyjaciele" się znaleźli. godzinne spławianie a później ucieczka przed nimi po jakiściemnych uliczkach i kolacja w pizzeri. Następnego dnia podczas przejażdzki zabytkowym tramwajem (której nigdy nie zapomnę) spotkanie na przejściu dla pieszych w/w dresów. Na szczęście ogłupieli i nic nie zrobili
W sumie we Wrocławiu byliśmy około 28 godzin, a oprócz koncertu Marka, wydarzyło się naprawde kilka ciekawych rzeczy
-I love Youuu !
-I love You too Madame, no matter married or not : )
-I love You too Madame, no matter married or not : )

