05.04.2011, 21:41
Dziekuje za wspanialy weekend we Wroclawiu. Na początku Mackowi za to ze namowil mnie na koncert Fisha. Nie zagłębiałem nigdy specjalnie w twórczość Marillion. Solowe dokonania były dla mnie kompletna zagadka. Nie zaluje jednak ani jednej chwili spedzonej pamiętnego wieczoru 1 kwietnia w „Od zmierzchu do switu” we Wroclawiu. Swietna wedlug mnie dyspozycja Fisha rewelacyjni towrzyszacy gitarzysta i klawiszowiec oraz przesympatyczny, wyjatkowo kameralny klimat koncertu przejawiajacy się m.in. licznymi rozmowami z publicznością pomiedzy utworami, to wszystko sprawilo, ze koncert pewnie jeszcze na dlugo pozostanie w mojej pamieci. Przypominac mi o nim będzie zawsze podpisana przez Fisha plyta „Misplaced Childhood”.
Żeby nie było do konca az tak kolorowo to zdecydowanie na minus należy zaliczyc okrutna duchotę panujaca w klubie.
Nie minely jeszcze 24h od koncertu Fisha, emocje jeszcze nadal zywe, a przede mna na stole obok wielu znakomitych płyt lezy również DVD z koncertem Marillion z Loreley z 1987. Jest pare minut po godzinie 18 i w dobrze znanym mi miejscu przy ul. Kochanowskiego we Wroclawiu mam ogromna przyjemność widziec znajome forumowe (i nie tylko) twarze. Tak to jakos wszystko szczególnie się poukładało ze moglibyśmy się w skromnym gronie spotkac w ten sobotni wieczor. Nieco na przekor tradycji, bo od 2 lat w tym samym miejscu i niemal identycznym skladzie spotykamy się zazwyczaj na jasieni w ramach tzw. „Mini zlotu wrocławskiego”.
Radosc z tego ze mogliśmy się zobaczyc tym wieksza, ze wszystko zorganizowane było dosyc spontanicznie. Organizatorzy jednak (jak zwykle zreszta) nie zawiedli. Spora dawka znakomitej muzyki i niezliczone ilości rozmow na rozne tematy z muzycznymi na pierwszym planie. To naprawde bardzo mile, ze widujac się tak rzadko potrafimy rozmawiac jakby od ostatniego spotkania minelo zaledwie pare dni, podzielic radościami i smutkami. Ja przynajmniej wyjatkowo to sobie cenie.
Jeszcze raz wielkie slowa podziękowania dla Szkockiego Drwala (jak określił Fisha Piotr Kaczkowski w zapowiedzi trojkowego koncertu)i Was wszystkich, z którymi miałem przyjemność spotkac się w sobotni wieczor…
Do zobaczenia w maju w Krakowie! W.
Żeby nie było do konca az tak kolorowo to zdecydowanie na minus należy zaliczyc okrutna duchotę panujaca w klubie.
Nie minely jeszcze 24h od koncertu Fisha, emocje jeszcze nadal zywe, a przede mna na stole obok wielu znakomitych płyt lezy również DVD z koncertem Marillion z Loreley z 1987. Jest pare minut po godzinie 18 i w dobrze znanym mi miejscu przy ul. Kochanowskiego we Wroclawiu mam ogromna przyjemność widziec znajome forumowe (i nie tylko) twarze. Tak to jakos wszystko szczególnie się poukładało ze moglibyśmy się w skromnym gronie spotkac w ten sobotni wieczor. Nieco na przekor tradycji, bo od 2 lat w tym samym miejscu i niemal identycznym skladzie spotykamy się zazwyczaj na jasieni w ramach tzw. „Mini zlotu wrocławskiego”.
Radosc z tego ze mogliśmy się zobaczyc tym wieksza, ze wszystko zorganizowane było dosyc spontanicznie. Organizatorzy jednak (jak zwykle zreszta) nie zawiedli. Spora dawka znakomitej muzyki i niezliczone ilości rozmow na rozne tematy z muzycznymi na pierwszym planie. To naprawde bardzo mile, ze widujac się tak rzadko potrafimy rozmawiac jakby od ostatniego spotkania minelo zaledwie pare dni, podzielic radościami i smutkami. Ja przynajmniej wyjatkowo to sobie cenie.
Jeszcze raz wielkie slowa podziękowania dla Szkockiego Drwala (jak określił Fisha Piotr Kaczkowski w zapowiedzi trojkowego koncertu)i Was wszystkich, z którymi miałem przyjemność spotkac się w sobotni wieczor…
Do zobaczenia w maju w Krakowie! W.
"And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?
A bottle of whisky and a new set of lies
Blinds on the window and a pain behind the eyes..."
What have you got to take away?
A bottle of whisky and a new set of lies
Blinds on the window and a pain behind the eyes..."

