To juz tydzien po koncercie.....
i wciąż świeże emocje, gorące wrażenia i muzyka wypełniająca kazdą chwilę... nie tylko moją...
Zabrałem na koncert do Wrocławia ze sobą 3 biernych słuchaczy Marka,
czyli moją żonę i dwójkę naszych dzieci.
Moja euforia po koncercie nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, ziściły się moje ukryte marzenia, natomiast ich reakcja spowodowała to, że mogę z czystym sercem powiedzieć, że wrócili do domu zakochani w tej muzyce jak ja.
Dostałem dzisiaj opiernicz od żony za to, że wyciągnłem z jej samochodu płytę z zapisem tego koncertu...
Moj syn (11 lat)zagrał mi z słuchu na gitarze refren STP,
moja córka (lat 9) domaga się BR, i chce się uczyć grać na flecie...
Od tygodnia emocje żyją i nie gasną i ciągle widze gitarę Marka położoną po ostatnim utworze na krzesełku, jako taki znak, że zaraz do niej wróci i popłyną charakterystyczne dżwieki...
Koncert wyśmienity, całą rodziną w 5 rzędzie.
Najpierw dwa utwory, które pozwoliły mi dojść do siebie i stwierdzić tak to ja, to tu i to On...
STP- unoszę sie gdzieś pod dachem Hali Stulecia, świadomość wraca chłone każdy dzwięk, szczegół, gdzieś mnie ponosi nadrealność muzyki mojej obecności, chwili zostałem w tym letargu do R&J nagle opamiętanie to juz ten utwór... za szybko...
Po drodze zadowolona twarz mojej żony, głosy moich dzieci, które z "tato nie krzycz" z poczatku koncertu, zmieniają się w bardziej przyjazne:
Janek -"tato, ale wymiatają", Zosia -"Chcę się uczyc grać na flecie"
Obok mnie duzo starszy fan, wyraznie się ożywił zaczął nucić dość głośno utwory Dire Straits, grał razem z zespólem "Sułtanów".
Z drugiej strony sympatyczny starszy człowiek euforycznie potrząsał uśmiechniętą od ucha do ucha twarzą, z niemodnie zaczesaną na bok grzywką...
Urzekły mnię też skupione twarze młodych ludzi
Nieziemskiej muzyce, dorównywała nieziemsko subtelna reakcja publiki...
Cudownie delikatne wyważone brawa w trakcie utworów, szybko wyciszane gdy tylko trzeba było zrobić miejsce na wokal, lub delikatny śpiew któregoś z delikatniejszych instrumentów, gromkie gdy utwór dobiegł końca...efektowne nabijanie...
to wszystko słychać ... oficjalny pendrive jest tego dowodem, wszyscy aktorzy tego spektaklu byli w mega galaktycznej formie...
szkoda, że to juz za nami
żona zapowiedziała, że obowiązkowo jedziemy na następny koncert Marka w Polsce, że jest to muzyka, której powinno słuchać się na żywo.
Zosia powiedziała, krótko "Mark jest super".
...a ja wciąż słucham tego koncertu, czuję ten kawałek nieba, który gdzies tam mnie 2 lipca otoczył ( Mirek ma rację tak graja w niebie),
i widzę tą leżącą na krzesełku gitarę, która mowi mi, że z Markiem spotkamy się niebawem....
P.S Nie wiem czy też tak macie, ale ja od tygodnia nie potrafię słuchać niczego innego.
i wciąż świeże emocje, gorące wrażenia i muzyka wypełniająca kazdą chwilę... nie tylko moją...
Zabrałem na koncert do Wrocławia ze sobą 3 biernych słuchaczy Marka,
czyli moją żonę i dwójkę naszych dzieci.
Moja euforia po koncercie nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, ziściły się moje ukryte marzenia, natomiast ich reakcja spowodowała to, że mogę z czystym sercem powiedzieć, że wrócili do domu zakochani w tej muzyce jak ja.
Dostałem dzisiaj opiernicz od żony za to, że wyciągnłem z jej samochodu płytę z zapisem tego koncertu...
Moj syn (11 lat)zagrał mi z słuchu na gitarze refren STP,
moja córka (lat 9) domaga się BR, i chce się uczyć grać na flecie...
Od tygodnia emocje żyją i nie gasną i ciągle widze gitarę Marka położoną po ostatnim utworze na krzesełku, jako taki znak, że zaraz do niej wróci i popłyną charakterystyczne dżwieki...
Koncert wyśmienity, całą rodziną w 5 rzędzie.
Najpierw dwa utwory, które pozwoliły mi dojść do siebie i stwierdzić tak to ja, to tu i to On...
STP- unoszę sie gdzieś pod dachem Hali Stulecia, świadomość wraca chłone każdy dzwięk, szczegół, gdzieś mnie ponosi nadrealność muzyki mojej obecności, chwili zostałem w tym letargu do R&J nagle opamiętanie to juz ten utwór... za szybko...
Po drodze zadowolona twarz mojej żony, głosy moich dzieci, które z "tato nie krzycz" z poczatku koncertu, zmieniają się w bardziej przyjazne:
Janek -"tato, ale wymiatają", Zosia -"Chcę się uczyc grać na flecie"
Obok mnie duzo starszy fan, wyraznie się ożywił zaczął nucić dość głośno utwory Dire Straits, grał razem z zespólem "Sułtanów".
Z drugiej strony sympatyczny starszy człowiek euforycznie potrząsał uśmiechniętą od ucha do ucha twarzą, z niemodnie zaczesaną na bok grzywką...
Urzekły mnię też skupione twarze młodych ludzi
Nieziemskiej muzyce, dorównywała nieziemsko subtelna reakcja publiki...
Cudownie delikatne wyważone brawa w trakcie utworów, szybko wyciszane gdy tylko trzeba było zrobić miejsce na wokal, lub delikatny śpiew któregoś z delikatniejszych instrumentów, gromkie gdy utwór dobiegł końca...efektowne nabijanie...
to wszystko słychać ... oficjalny pendrive jest tego dowodem, wszyscy aktorzy tego spektaklu byli w mega galaktycznej formie...
szkoda, że to juz za nami
żona zapowiedziała, że obowiązkowo jedziemy na następny koncert Marka w Polsce, że jest to muzyka, której powinno słuchać się na żywo.
Zosia powiedziała, krótko "Mark jest super".
...a ja wciąż słucham tego koncertu, czuję ten kawałek nieba, który gdzies tam mnie 2 lipca otoczył ( Mirek ma rację tak graja w niebie),
i widzę tą leżącą na krzesełku gitarę, która mowi mi, że z Markiem spotkamy się niebawem....
P.S Nie wiem czy też tak macie, ale ja od tygodnia nie potrafię słuchać niczego innego.

