05.07.2010, 21:06
Jeszcze nigdy wcześniej nie byłam na koncercie Marka. Decyzje o tym, żeby jechać podjęłam na tegorocznym Zlocie w Krakowie.
Bilety były już wyprzedane. Na moje szczęście, były osoby które nie dostały urlopu w pracy i udało mi się kupić bilet.
Przesyłka przyszła do mnie do pracy. zaczęłam skakać z radości na widok kuriera (musiało to wyglądać bardzo śmiesznie od strony klientów).
Kurier cieszył się, że przesyłka musi być rozpakowana przy nim, bo przynajmniej dowie się z czego ja tak się cieszę. Jak zobaczył bilet, zrozumiał moją reakcję
Teraz zostało już tylko oczekiwanie i odliczanie dni do koncertu.
Dzień przed koncertem nie mogłam spać, zastanawiałam się jak to będzie. Pociąg 5:35 z Filipem i Wojtkiem. Filip jest straszną gadułą. Udało mi się go uciszyć na moment, jak puściłam mu bajkę (i tu przypomniało mi się stwierdzenie Barta, że jestem zlotową mamą). We Wrocławiu rozstaliśmy się z Filipem i Wojtkiem. Zameldowałam się w hostelu. Zostało jeszcze sporo czasu do koncertu. Wykorzystałam go zwiedzanie i wypoczynek na Odrą pod drzewkiem (coś wspaniałego, nie musiałam nigdzie się spieszyć, niczym martwić, obserwowałam sobie pływające kaczki
pełen luz – nie pamiętam już takiej chwili jak tamta).
Potem przyjechał Mikołaj, obawiał się, że się gdzieś pogubi w tym wielkim mieście, więc wyszłam po niego na dworzec. Po drodze spotkałam Krzysia z Kasią (umówiliśmy się na spotkanie przed koncertem, jeszcze na rynku). Zaprowadziłam Mikołaja do hostelu. Dał mi wtedy koszulkę, żartując sobie ze mnie, że mogli by mnie nie wpuścić, a jego wszyscy już znają
Pozbieraliśmy się i poszliśmy na rynek spróbować nieznanego mi piwa Spiż (co prawda nie chciałam pić przed koncertem, ale ciekawość zwyciężyła – myślałam, że nie będę miała okazji po koncercie na spróbowanie tego trunku). Miło spędzony czas, niestety pojawiło się zmartwienie. Bart ma opóźniony pociąg – czy zdąży dojechać?? z czasem coraz gorzej, z 10 min opóźnienia zrobiło się 100 min.
Krzysiowi i Kasi nie udało się zebrać na spotkanie z nami. Więc ruszyliśmy z Mikołajem w kierunku Hali na piechotę z myślą: zobaczymy jak nam będzie się szło – po drodze złapiemy tramwaj. Moje mapki pomocnicze które wydrukowałam w nandu okazały się bardzo pomocne. Co prawda mieliśmy drobne kłopoty, ale wspólnymi siłami daliśmy radę
. Po drodze jeszcze lody gruszkowe (takie jakie kupowała nam babcia z dziadkiem, jak byłam jeszcze mała – odnalezione po latach we Wrocławiu
) Mikołaj okazał się być bardzo opiekuńczy, na każdym przejściu dla pieszych pilnował, żebym nie wpadła pod samochód. Czułam się jak małe dziecko. I w tym momencie Mikołaj został Forumowym Dziadkiem
(skoro ja jestem mamą :p).
Udało nam się dotrzeć przed Halę. Miło było zobaczyć znajome twarze jeszcze przed wejściem. Najpierw: Jambore, Wojtek z Asią, Andrzej, a potem co chwilę ktoś się pojawiał, Potrec, Tatiana, Józek, Wacek... ciężko spamiętać jak dokładnie było. Pogawędki przed wszystkim. I wreszcie wchodzimy.
Pierwsze co rzuciło się w oczy to ta „wielka czerwona plama”. Poszliśmy się przywitać. Wiem na pewno, że był tam Bet, Filip z Wojtkiem. Byłam już tak zakręcona, że sama nie wiem kto tam jeszcze był. Wrażenie robił na mnie również widok na sali – wszędzie widniały nasze koszulki.
W końcu dotarłam na moje miejsce. Ostatnie chwile przed rozpoczęciem spędziłam z obcymi ludźmi, którzy wypytywali o koszulkę i kim my w ogóle jesteśmy. Podobało im się nasze zorganizowanie i, że jest nas tak dużo.
Wreszcie zaczęło się. Pierwszy utwór faktycznie nie najlepiej, bardzo słabo słyszalny wokal. Jednak z każdą chwilą czułam jak powoli gdzieś odpływam. Niesamowite uczucie, którego się nie spodziewałam i z którym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. W pewnym momencie, znikło wszystko dookoła, zostałam tylko ja i muzyka. To było dziwne, ale fantastyczne Coś.
Do tej pory nie potrafię opisać dokładnie tego co tam się ze mną stało. Jakiś inny świat. Romeo i Julia – fantastycznie, nie wiem czemu - łzy w oczach. I w pewnym momencie również nie wiem czemu zaczęłam wyczekiwać Golden Heart. Wiedziałam, że to nie realne, ale do końca koncertu na to czekałam. Może to przez Done With Bonaparte. Były momenty, kiedy ciężko było mi usiedzieć spokojnie, niestety musiałam być grzeczna i ostrożna, gdyż koło mnie siedział pan z chorą nogą. Bałam się, że jak zrobię zbyt gwałtowny ruch to zrobię mu krzywdę. Z tego samego powodu nie ruszyłam pod scenę
. Ostatnie kawałki, a w moich myślach: „jeszcze... jeszcze... chcę więcej. Niech to się nie kończy. Jeszcze nie teraz...”.
Oczywiście kim była by Szpilka gdyby nie dokuczała
. Bezcenna mina Beta, gdy zapytał mnie jak wrażenia po moim pierwszym w życiu koncercie Marka, odpowiedziałam mu: bez rewelacji, zero wrażenia. Prawda jest zupełnie inna. To było największe przeżycie, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. Mam nadzieję, że nie ostatnie 
Spotkanie po koncercie „pod szpilą” - wspólne zdjęcie (mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedno zdjęcie na którym będzie lepiej nas wszystkich widać). Rewelacyjna impreza w Przekręcie. Wielkie brawa dla Maćka za organizację. Co prawda na początku bałam się, że będzie to wyglądało tak jak w zeszłym roku na zlocie w Krakowie (Podium). Zaczęły się robić grupki, szkoda było by znów na to narzekać. Ale jakoś wspólnymi siłami udało nam się tego uniknąć
. W pewnym sensie jesteśmy rodziną - przynajmniej ja tak Was wszystkich odbieram. Cieszę się ze wspólnego przeżywania tego wielkiego dla mnie wydarzenia, pogawędek, przepychanki z Mirkiem (może, jestem mała i słaba :p), z partyjki w piłkarzyki (tworzymy z Wackiem zgrany zespół, co prawda wypadało by poćwiczyć i nadal utrzymuję, że nie potrafię grać
). I tak pewnie najwięcej tego dnia i wieczoru przeżył Bart. Wiadomość o narodzeniu córeczki - Niny, to radość nie do opisania 
Bart jeszcze raz gratulacje!!!
Następnego dna też było przyjemnie. Co prawda upalnie, ale mieliśmy okazję spróbować innych smaków Spiżu, przy okazji spokojnie jeszcze pogawędzić i pożartować. Żegnaliśmy ubywających forumowiczów.
Cieszę się z naszej pierwszej pamiątki
http://lh3.ggpht.com/_fIcXXtA6vMA/TDIkkC...198199.jpg
i już staram się wykombinować jakiś fajny album, mam nadzieję, że razem stworzymy z tego coś fajnego.
Dziękuję Wszystkim, za wspaniale spędzone chwile – oby było ich jak najwięcej
przepraszam za rozmiar postu i jego formę ;p
Bilety były już wyprzedane. Na moje szczęście, były osoby które nie dostały urlopu w pracy i udało mi się kupić bilet.
Przesyłka przyszła do mnie do pracy. zaczęłam skakać z radości na widok kuriera (musiało to wyglądać bardzo śmiesznie od strony klientów).
Kurier cieszył się, że przesyłka musi być rozpakowana przy nim, bo przynajmniej dowie się z czego ja tak się cieszę. Jak zobaczył bilet, zrozumiał moją reakcję

Teraz zostało już tylko oczekiwanie i odliczanie dni do koncertu.
Dzień przed koncertem nie mogłam spać, zastanawiałam się jak to będzie. Pociąg 5:35 z Filipem i Wojtkiem. Filip jest straszną gadułą. Udało mi się go uciszyć na moment, jak puściłam mu bajkę (i tu przypomniało mi się stwierdzenie Barta, że jestem zlotową mamą). We Wrocławiu rozstaliśmy się z Filipem i Wojtkiem. Zameldowałam się w hostelu. Zostało jeszcze sporo czasu do koncertu. Wykorzystałam go zwiedzanie i wypoczynek na Odrą pod drzewkiem (coś wspaniałego, nie musiałam nigdzie się spieszyć, niczym martwić, obserwowałam sobie pływające kaczki
pełen luz – nie pamiętam już takiej chwili jak tamta). Potem przyjechał Mikołaj, obawiał się, że się gdzieś pogubi w tym wielkim mieście, więc wyszłam po niego na dworzec. Po drodze spotkałam Krzysia z Kasią (umówiliśmy się na spotkanie przed koncertem, jeszcze na rynku). Zaprowadziłam Mikołaja do hostelu. Dał mi wtedy koszulkę, żartując sobie ze mnie, że mogli by mnie nie wpuścić, a jego wszyscy już znają
Pozbieraliśmy się i poszliśmy na rynek spróbować nieznanego mi piwa Spiż (co prawda nie chciałam pić przed koncertem, ale ciekawość zwyciężyła – myślałam, że nie będę miała okazji po koncercie na spróbowanie tego trunku). Miło spędzony czas, niestety pojawiło się zmartwienie. Bart ma opóźniony pociąg – czy zdąży dojechać?? z czasem coraz gorzej, z 10 min opóźnienia zrobiło się 100 min.
Krzysiowi i Kasi nie udało się zebrać na spotkanie z nami. Więc ruszyliśmy z Mikołajem w kierunku Hali na piechotę z myślą: zobaczymy jak nam będzie się szło – po drodze złapiemy tramwaj. Moje mapki pomocnicze które wydrukowałam w nandu okazały się bardzo pomocne. Co prawda mieliśmy drobne kłopoty, ale wspólnymi siłami daliśmy radę
. Po drodze jeszcze lody gruszkowe (takie jakie kupowała nam babcia z dziadkiem, jak byłam jeszcze mała – odnalezione po latach we Wrocławiu
) Mikołaj okazał się być bardzo opiekuńczy, na każdym przejściu dla pieszych pilnował, żebym nie wpadła pod samochód. Czułam się jak małe dziecko. I w tym momencie Mikołaj został Forumowym Dziadkiem
(skoro ja jestem mamą :p).Udało nam się dotrzeć przed Halę. Miło było zobaczyć znajome twarze jeszcze przed wejściem. Najpierw: Jambore, Wojtek z Asią, Andrzej, a potem co chwilę ktoś się pojawiał, Potrec, Tatiana, Józek, Wacek... ciężko spamiętać jak dokładnie było. Pogawędki przed wszystkim. I wreszcie wchodzimy.
Pierwsze co rzuciło się w oczy to ta „wielka czerwona plama”. Poszliśmy się przywitać. Wiem na pewno, że był tam Bet, Filip z Wojtkiem. Byłam już tak zakręcona, że sama nie wiem kto tam jeszcze był. Wrażenie robił na mnie również widok na sali – wszędzie widniały nasze koszulki.
W końcu dotarłam na moje miejsce. Ostatnie chwile przed rozpoczęciem spędziłam z obcymi ludźmi, którzy wypytywali o koszulkę i kim my w ogóle jesteśmy. Podobało im się nasze zorganizowanie i, że jest nas tak dużo.
Wreszcie zaczęło się. Pierwszy utwór faktycznie nie najlepiej, bardzo słabo słyszalny wokal. Jednak z każdą chwilą czułam jak powoli gdzieś odpływam. Niesamowite uczucie, którego się nie spodziewałam i z którym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. W pewnym momencie, znikło wszystko dookoła, zostałam tylko ja i muzyka. To było dziwne, ale fantastyczne Coś.
Do tej pory nie potrafię opisać dokładnie tego co tam się ze mną stało. Jakiś inny świat. Romeo i Julia – fantastycznie, nie wiem czemu - łzy w oczach. I w pewnym momencie również nie wiem czemu zaczęłam wyczekiwać Golden Heart. Wiedziałam, że to nie realne, ale do końca koncertu na to czekałam. Może to przez Done With Bonaparte. Były momenty, kiedy ciężko było mi usiedzieć spokojnie, niestety musiałam być grzeczna i ostrożna, gdyż koło mnie siedział pan z chorą nogą. Bałam się, że jak zrobię zbyt gwałtowny ruch to zrobię mu krzywdę. Z tego samego powodu nie ruszyłam pod scenę
. Ostatnie kawałki, a w moich myślach: „jeszcze... jeszcze... chcę więcej. Niech to się nie kończy. Jeszcze nie teraz...”. Oczywiście kim była by Szpilka gdyby nie dokuczała
. Bezcenna mina Beta, gdy zapytał mnie jak wrażenia po moim pierwszym w życiu koncercie Marka, odpowiedziałam mu: bez rewelacji, zero wrażenia. Prawda jest zupełnie inna. To było największe przeżycie, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. Mam nadzieję, że nie ostatnie 
Spotkanie po koncercie „pod szpilą” - wspólne zdjęcie (mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedno zdjęcie na którym będzie lepiej nas wszystkich widać). Rewelacyjna impreza w Przekręcie. Wielkie brawa dla Maćka za organizację. Co prawda na początku bałam się, że będzie to wyglądało tak jak w zeszłym roku na zlocie w Krakowie (Podium). Zaczęły się robić grupki, szkoda było by znów na to narzekać. Ale jakoś wspólnymi siłami udało nam się tego uniknąć
. W pewnym sensie jesteśmy rodziną - przynajmniej ja tak Was wszystkich odbieram. Cieszę się ze wspólnego przeżywania tego wielkiego dla mnie wydarzenia, pogawędek, przepychanki z Mirkiem (może, jestem mała i słaba :p), z partyjki w piłkarzyki (tworzymy z Wackiem zgrany zespół, co prawda wypadało by poćwiczyć i nadal utrzymuję, że nie potrafię grać
). I tak pewnie najwięcej tego dnia i wieczoru przeżył Bart. Wiadomość o narodzeniu córeczki - Niny, to radość nie do opisania 
Bart jeszcze raz gratulacje!!!
Następnego dna też było przyjemnie. Co prawda upalnie, ale mieliśmy okazję spróbować innych smaków Spiżu, przy okazji spokojnie jeszcze pogawędzić i pożartować. Żegnaliśmy ubywających forumowiczów.
Cieszę się z naszej pierwszej pamiątki

http://lh3.ggpht.com/_fIcXXtA6vMA/TDIkkC...198199.jpg
i już staram się wykombinować jakiś fajny album, mam nadzieję, że razem stworzymy z tego coś fajnego.
Dziękuję Wszystkim, za wspaniale spędzone chwile – oby było ich jak najwięcej

przepraszam za rozmiar postu i jego formę ;p

