14.06.2010, 13:13
Korzystając z przerwy śniadaniowej (jakże ciężki jest powrót do rzeczywistości!) napiszę i ja parę słów 
Bezapelacyjnie był to najlepszy weekend tego roku i wątpię żeby cokolwiek to przebiło
Dla mnie był to najlepszy zlot od 2006 (byłem w 2006, 2008 i 2009). Było baaardzo markowo. Wydaje mi się, że zlotowo, jako społeczność wróciliśmy do dawnej formy 
Knajpa bardzo dobra, obsługa rewelacyjna i pomocna, akustyka świetna. Choć w tym roku nie tańczyłem, bardzo doceniam puszczenie naszej muzyki (żadnego umpa-umpa
). Piwko dobre i niedrogie, ceny drinków przystępne, kanapki wielgachne i smaczne. Proponuję zostać przy tej miejscówce w 2011 
A teraz, dla cierpliwych, moja mała relacja
Czwartek. Pobudka o szóstej, bieg do pracy z ciężką torbą, gitarą, plecaczkiem i torbą z kartonami na przyklejenie zdjęć. Nerwowe dokończanie zadań, żeby zdążyć przed 13:30 - pociąg o 14:08 ! Tuż przed 14:00 spotkanie na PKP z Misią i Mikołajem. Wsiadamy, jest miejsce - uff ;]
Przed nami 7 godzin przygody z PKP. Pierwszy problem: 2/3 z nas to palacze, a w całym składzie oczywiście zakaz palenia. Jedno z nas to namiętny piwosz, a w InterRegio zakaz spożywania alkoholu. Miko już sięgał po Niquitin, ale cóż - po zaborach, okupacji i socjalizmie Polak ma we krwi omijanie faszystowskich przepisów. Szybka obczajka: obok nas jedna toaleta, druga na końcu pociągu (model "kurnik"). Obok naszej niestety stali panowie bez szyi z koszulkami S.O.K., więc Misia (aka Monika) i Miko musieli się przedzierać na dymek przez cały pociąg. Kiedy szła Misia, robiłem za obstawę. Po paru godzinach ludzie w korytarzach zaczęli mi mówić "dzień dobry" ;]
Kiedy w Kępnie wysiedli ostatni sokiści, z radością pognaliśmy do tej bliższej toalety, jednak okazało się, iż owa szlachetna nazwa już do niej nie pasuje. Po komendzie "gaz, maski włóż!" wycofaliśmy się z całym dobytkiem na przedpola bastionu kloacznego numer dwa.
Ja miałem łatwiej, bo piwo trzymałem w plecaku, a Misia na szpicy i Miko na stanowisku obserwacyjnym w porę ostrzegali mnie o ruchach wrogiego zwiadu.
Pielęgnując swoje nałogi jakoś dotarliśmy do grodu Kraka. Miko udał się na kwaterę, my z Misią do hostelu. Ufni w sprawne działanie komunikacji miejskiej ruszyliśmy szukać przystanku. Roboty drogowe początkowo nas nie zaniepokoiły, jednak kiedy zostaliśmy zmuszeni skręcić w Długą (szliśmy na Aleje) i iść nią jeszcze dobre 10 minut, zaczęliśmy wydziwiać na temat jakichś ekstrawagancji typu tablica przed dworcem z informacją dla przyjezdnych.
Ostatecznie okazało się, że lepiej byłoby od początku iść na piechotę, niż iść na piechotę trasą autobusu
Potem Centrala - sympatyczne piwko z dziewczynami z Nandu, samym czcigodnym szefem Bartkiem, Misią i teamem Prowizorka. Umówiliśmy się na próbę na piątek, na sen zostało 3 godziny, ale było miodnie
W piątek z rana siedliśmy we czwórkę na Plantach. Ja, Filip i Miko wyciągnęliśmy gitary, a Misia robiła za grouppie i menedżera. Filip bowiem powiedział, że skoro już gramy, to czemu nie położyć pokrowca od gitary - a nuż się na piwo uzbiera. Misia na zachętę sypnęła grosze z własnego portfela, jednak przechodnie byli nieubłagani i zwinęliśmy interes z zerowym zyskiem.
Gwoździem programu był Howard, który przyszedł z werblem i miotełkami
Po tej wprawce kolejna wyprawa - tournee z Misią i Filipem po sklepach muzycznych w poszukiwaniu janczarów (nie chodzi o turecką gwardię) do Remembrance Day. Kiedy w trzecim sklepie zrezygnowany oglądałem tamburyny za 140 zł, Filip wyskoczył z konopii z jajkiem za 5 zł w ręce. Jajko okazało się godnym zastępstwem janczarów, co było słychać kiedy graliśmy na zlocie
Po południu w końcu próba z prawdziwego zdarzenia. Dzięki Martinezowi, który był uprzejmy czegoś tam zapomnieć (miał próbę po nas), mogliśmy łupać ponad trzy godziny. Wyszło parę kiksów, chłopcy przygotowali rewelacyjne wykonanie końcówki Sultansów, ja opanowałem w końcu harmonijkę
Reszta dnia upłynęła na sjeście i noszeniu sprzętu z Nandu do Centrali.
W sobotę od rana zaczęliśmy ostro. Najpierw odbiór identyfikatorów z jakiegoś totalnego zadupia, potem kolejna porcja noszenia sprzętu, a dalej ustawianie go i przygotowywanie sali. Zdjęcia, konkurs, muzyka, rzutnik... Zanim się zorientowałem, zrobiła się 17:00 i nawet zdążyłem zapomnieć, że tego dnia jadłem tylko śniadanie.
Zlot zaczął się niemal zgodnie z planem, bo tyko z godzinnym poślizgiem. Trzeba jednak przyznać, że o 17:00 nie było jeszcze zbyt wielu osób. Przyśpieszyliśmy za to występ Prowizorki, bo zaczęliśmy grać od razu po otwarciu. Otwarcie zaś zawierało wspominkowy teledysk z trzeciego zlotu, relację Wacka, oraz prezentację forumowiczów - nowi ludzie mogli się dowiedzieć kto jest kto, a wyjadacze - kto, jak i dlaczego trafił na forum. Sympatycznie było
No i koncert
Cudów nie ma, toteż bez wpadek się nie obyło, ale myślę że sprawiliśmy się nieźle
Filip malkontent narzeka że zjebaliśmy Pipera, lecz IMHO nie było źle. No i jestem autentycznie dumny z siebie, bo zaśpiewałem wszystko bez kartek ;] Dumę opłaciłem paroma pomyłkami, ale jakoś tam się wygrzebałem. No i jednak ten Mark to ma niskie tonacje, miejscami za niskie dla mnie 
Nie wiem jak odebraliście konkurs
Z pewnością najlepiej bawiłem się na nim ja,w dalszej kolejności uczestnicy, ciężko jednak wyczuć czy było to atrakcyjne dla ludzi na sali. Pytania okazały się niełatwe, bo też tak wysokie mam mniemanie o waszej wiedzy, że wstyd mi było pytać o coś prostszego
Zaznaczam jednak, że wszystkie pytania dotyczące tekstów piosenek wziąłem z głowy 
Koncert Martineza. Mimo pewnych niedociągnięć świetna sprawa. Sax, dziewczyna na wokalu, bas (nam niestety zabrakło), dobry set z niegranymi wcześniej kawałkami. A pomyłki przy tak niewielu próbach muszą się zdarzać, myśmy też to mieli
No i spontan totalny, czyli jam session
Było mi niezwykle przyjemnie zaśpiewać i nawet spróbować zagrać z Wami - jesteście niesamowici jako instrumentaliści! Żałuję tylko, że już nigdy nie dobiję do porównywalnego poziomu 
Karaoke w tym roku było drogą przez mękę z powodu zbuntowanego Macintosha, jednakże ostatecznie były chyba trzy kawałki. A potem już zupełnie na luzie, zabawa i gadki.
Zmyłem się, zjebany jak koń po westernie, jakoś po pierwszej. Na drugi dzień już tylko wygaszanie emocji - poranna kawa (a dla mnie Żubr
) w Nandu, powrót do Poznania, piwko z Mikołajem w dworcowej spelunce i zjazd do boksu. Intensywny, niesamowity, magiczny weekend
Jestem przeszczęśliwy że tam byłem. Dziękuję Wam wszystkim a kilku osobom szczególnie:
Misia - za to że w ogóle przyjechałaś na zlot muzyczny z nieco innej parafii niż twoja
, za przemiłe towarzystwo, za zarażanie śmiechem, za "coffee and cigarettes"
, za wykonanie prawie całej pracy przy wieszaniu zdjęć, za nagrywanie naszego występu - wielkie, wielkie DZIĘKUJĘ! :* :* :*
Mikołaj - kurde chłopie, no nie wiem od czego zacząć
Za próby, za twoje podejście do muzyki i do ludzi, za wspólną drogę krzyżową w PKP, za twój spokój i wyrozumiałość, za teksty może nieczęste, ale ścinające z nóg
, za użyczenie gitary do Wish you were here... No za wszystko 
Filip - za szalone granie, uprzejme śmianie się z moich chamskich dowcipów, za Wish you were here, za blubranie na Plantach (długa historia
), za gryza kanapki, którego z zaskoczenia Ci wyrwałem, za podatność na namawianie na kolejne piwo 
Howard - za wytrzymałość! Nie każdy ma tyle pałera, by grać pięciogodzinną próbę, a potem powtórzyć to na zlocie. Za kiwanie się, które Misię wprawiało w stan ekstazy ;] , za rozmowę na zlocie, za talerze w Remembrance Day
Marek - Marka nie znacie. Nie jest (chyba) zarejestrowany na forum, ale od ojca otrzymał w genach miłość do swojego znanego imiennika
(na koncercie we Wrocławiu będzie obecny i senior, i junior). Dzięki za to, że przejechałeś motorem w upał ponad 400 km, by resztką sił pobawić się przez te parę godzin; za Romeo & Juliet odśpiewane wspólnie na karaoke, kiedy to poprawiałeś moje pomyłki w tekście
, za żywiołową reakcję na nasze granie, za to że zjechałeś do boksu dopiero kiedy już całkiem Ci się starły opony 
Martinez - za organizację, w tym roku dużo lepszą niż poprzednio
, za dużą ilość gadżetów, ich fajny design, za świetny koncert, za duży dystans do samego siebie i swoich pomyłek (nie każdy to ma!), za podejście typu "coś się wymyśli" 
macsa - za to żeś hopie przyjechoł
, zrobiłeś mi taką niespodziankę jak BET rok temu
No i za odważne wzięcie udziału w konkursie, gdzie co drugie pytanie podpowiadałeś Grzegorzowi, a ja udawałem że nie słyszę 
BET - za twoją gitarę, za perfekcjonizm, który niestety nie pozwolił Ci wystąpić z pełnym repertuarem, za udział w konkursie. Szkoda że nie zdążyliśmy dłużej pogadać, ale okazja się jeszcze nadarzy
Grzegorz - za konkurs i luz
jambore - za wytrwałość w walce ze złowrogim PKP, za nieocenioną pomoc w wieszaniu zdjęć, za rozmowy i refleksje, za wymiętą koszulę nad ranem i za "godne reprezentowanie starszyzny forum"
Bartek - za udział w zlocie pomimo perspektyw ciężkiego dnia, za niesamowite wirtuozerstwo gitarowe, za kombek
Szpilka - za bycie zlotową mamą
Dwa lata temu uratowałaś mnie od tułania się po Krakowie do rana, a teraz też było wiadomo, że jeśli czegoś potrzeba, to Szpilka temat ogarnie
Dziękuję :*
Józek - za opiekę techniczną i za dzielną walkę z "przyjaznym" Mac'iem
Krzychu - za wspólne jam session, wybacz że nie byłem godnym partnerem gitarowym
Agnieszka - za brawurową rolę sierotki podczas losowania gadżetów, za rzetelną pracę fotoreportera
Wacek - za rozwalające poczucie humoru
Kiedy podszedłem do Wacka aby podpisał identyfikator, ten spojrzał na mnie wzrokiem Jamesa Deana i nonszalancko zapytał: "dla kogo"? ;]
Grześ - za klawisze - w braku basu było to świetne wypełnienie naszej przestrzeni dźwiękowej
Piotrec - za udany debiutancki występ gitarowy
Czuję, że za rok zagościsz na scenie dłużej :>
madame genEva - za debiucik na zlocie i wyraźnie okazywany entuzjazm
Tak czy inaczej dziękuję wszystkim, wymienionym czy nie. Zapewniliście mi bardzo miły i niezapomniany weekend
Jak to pewien pan krzyknął na pewnym koncercie:
THANK YOOOOOUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!!!!!!!!

A dalej:
Niech lepiej klepią termin na za rok
Ten skład zagrał drugi raz, a spotkaliśmy się rok temu na 3h i teraz też nie na długo. Tylko trzy piosenki powtórzyły się z poprzedniego roku. Ja bym jednak obstawał przy prowizorce
Jedynka rządzi
Nawet w tym roku przyszedłem najpierw w innej i założyłem tą klasyczną tuż przed rozpoczęciem 
Musimy w następnym roku wcześniej zadbać o promocję. Mnie się udało zamieścić notki na mmkrakow.pl i e-krakow.pl, wysłałem też maila do paru stacji radiowych; nie wiem z jakim skutkiem.
Jeśli chodzi o filmy ze zlotu, proponuję taki patent jak z Picasą - konto knopflerpl na youtube. Po hasło można się zgłaszać na PW. Jeśli wrzucacie filmik, niech w nazwie będzie "zlot knopfler.pl 2010" oraz tytuł utworu i nazwa zespołu lub nazwisko Marka. Fajnie, jeśli w szczegółach coś tam tez skrobniecie.
Na razie pusto, ale będzie się zapełniać
http://www.youtube.com/user/knopflerpl

Bezapelacyjnie był to najlepszy weekend tego roku i wątpię żeby cokolwiek to przebiło
Dla mnie był to najlepszy zlot od 2006 (byłem w 2006, 2008 i 2009). Było baaardzo markowo. Wydaje mi się, że zlotowo, jako społeczność wróciliśmy do dawnej formy 
Knajpa bardzo dobra, obsługa rewelacyjna i pomocna, akustyka świetna. Choć w tym roku nie tańczyłem, bardzo doceniam puszczenie naszej muzyki (żadnego umpa-umpa
). Piwko dobre i niedrogie, ceny drinków przystępne, kanapki wielgachne i smaczne. Proponuję zostać przy tej miejscówce w 2011 
A teraz, dla cierpliwych, moja mała relacja

Czwartek. Pobudka o szóstej, bieg do pracy z ciężką torbą, gitarą, plecaczkiem i torbą z kartonami na przyklejenie zdjęć. Nerwowe dokończanie zadań, żeby zdążyć przed 13:30 - pociąg o 14:08 ! Tuż przed 14:00 spotkanie na PKP z Misią i Mikołajem. Wsiadamy, jest miejsce - uff ;]
Przed nami 7 godzin przygody z PKP. Pierwszy problem: 2/3 z nas to palacze, a w całym składzie oczywiście zakaz palenia. Jedno z nas to namiętny piwosz, a w InterRegio zakaz spożywania alkoholu. Miko już sięgał po Niquitin, ale cóż - po zaborach, okupacji i socjalizmie Polak ma we krwi omijanie faszystowskich przepisów. Szybka obczajka: obok nas jedna toaleta, druga na końcu pociągu (model "kurnik"). Obok naszej niestety stali panowie bez szyi z koszulkami S.O.K., więc Misia (aka Monika) i Miko musieli się przedzierać na dymek przez cały pociąg. Kiedy szła Misia, robiłem za obstawę. Po paru godzinach ludzie w korytarzach zaczęli mi mówić "dzień dobry" ;]
Kiedy w Kępnie wysiedli ostatni sokiści, z radością pognaliśmy do tej bliższej toalety, jednak okazało się, iż owa szlachetna nazwa już do niej nie pasuje. Po komendzie "gaz, maski włóż!" wycofaliśmy się z całym dobytkiem na przedpola bastionu kloacznego numer dwa.
Ja miałem łatwiej, bo piwo trzymałem w plecaku, a Misia na szpicy i Miko na stanowisku obserwacyjnym w porę ostrzegali mnie o ruchach wrogiego zwiadu.
Pielęgnując swoje nałogi jakoś dotarliśmy do grodu Kraka. Miko udał się na kwaterę, my z Misią do hostelu. Ufni w sprawne działanie komunikacji miejskiej ruszyliśmy szukać przystanku. Roboty drogowe początkowo nas nie zaniepokoiły, jednak kiedy zostaliśmy zmuszeni skręcić w Długą (szliśmy na Aleje) i iść nią jeszcze dobre 10 minut, zaczęliśmy wydziwiać na temat jakichś ekstrawagancji typu tablica przed dworcem z informacją dla przyjezdnych.
Ostatecznie okazało się, że lepiej byłoby od początku iść na piechotę, niż iść na piechotę trasą autobusu

Potem Centrala - sympatyczne piwko z dziewczynami z Nandu, samym czcigodnym szefem Bartkiem, Misią i teamem Prowizorka. Umówiliśmy się na próbę na piątek, na sen zostało 3 godziny, ale było miodnie

W piątek z rana siedliśmy we czwórkę na Plantach. Ja, Filip i Miko wyciągnęliśmy gitary, a Misia robiła za grouppie i menedżera. Filip bowiem powiedział, że skoro już gramy, to czemu nie położyć pokrowca od gitary - a nuż się na piwo uzbiera. Misia na zachętę sypnęła grosze z własnego portfela, jednak przechodnie byli nieubłagani i zwinęliśmy interes z zerowym zyskiem.
Gwoździem programu był Howard, który przyszedł z werblem i miotełkami

Po tej wprawce kolejna wyprawa - tournee z Misią i Filipem po sklepach muzycznych w poszukiwaniu janczarów (nie chodzi o turecką gwardię) do Remembrance Day. Kiedy w trzecim sklepie zrezygnowany oglądałem tamburyny za 140 zł, Filip wyskoczył z konopii z jajkiem za 5 zł w ręce. Jajko okazało się godnym zastępstwem janczarów, co było słychać kiedy graliśmy na zlocie

Po południu w końcu próba z prawdziwego zdarzenia. Dzięki Martinezowi, który był uprzejmy czegoś tam zapomnieć (miał próbę po nas), mogliśmy łupać ponad trzy godziny. Wyszło parę kiksów, chłopcy przygotowali rewelacyjne wykonanie końcówki Sultansów, ja opanowałem w końcu harmonijkę
Reszta dnia upłynęła na sjeście i noszeniu sprzętu z Nandu do Centrali.W sobotę od rana zaczęliśmy ostro. Najpierw odbiór identyfikatorów z jakiegoś totalnego zadupia, potem kolejna porcja noszenia sprzętu, a dalej ustawianie go i przygotowywanie sali. Zdjęcia, konkurs, muzyka, rzutnik... Zanim się zorientowałem, zrobiła się 17:00 i nawet zdążyłem zapomnieć, że tego dnia jadłem tylko śniadanie.
Zlot zaczął się niemal zgodnie z planem, bo tyko z godzinnym poślizgiem. Trzeba jednak przyznać, że o 17:00 nie było jeszcze zbyt wielu osób. Przyśpieszyliśmy za to występ Prowizorki, bo zaczęliśmy grać od razu po otwarciu. Otwarcie zaś zawierało wspominkowy teledysk z trzeciego zlotu, relację Wacka, oraz prezentację forumowiczów - nowi ludzie mogli się dowiedzieć kto jest kto, a wyjadacze - kto, jak i dlaczego trafił na forum. Sympatycznie było

No i koncert
Cudów nie ma, toteż bez wpadek się nie obyło, ale myślę że sprawiliśmy się nieźle
Filip malkontent narzeka że zjebaliśmy Pipera, lecz IMHO nie było źle. No i jestem autentycznie dumny z siebie, bo zaśpiewałem wszystko bez kartek ;] Dumę opłaciłem paroma pomyłkami, ale jakoś tam się wygrzebałem. No i jednak ten Mark to ma niskie tonacje, miejscami za niskie dla mnie 
Nie wiem jak odebraliście konkurs
Z pewnością najlepiej bawiłem się na nim ja,w dalszej kolejności uczestnicy, ciężko jednak wyczuć czy było to atrakcyjne dla ludzi na sali. Pytania okazały się niełatwe, bo też tak wysokie mam mniemanie o waszej wiedzy, że wstyd mi było pytać o coś prostszego
Zaznaczam jednak, że wszystkie pytania dotyczące tekstów piosenek wziąłem z głowy 
Koncert Martineza. Mimo pewnych niedociągnięć świetna sprawa. Sax, dziewczyna na wokalu, bas (nam niestety zabrakło), dobry set z niegranymi wcześniej kawałkami. A pomyłki przy tak niewielu próbach muszą się zdarzać, myśmy też to mieli

No i spontan totalny, czyli jam session
Było mi niezwykle przyjemnie zaśpiewać i nawet spróbować zagrać z Wami - jesteście niesamowici jako instrumentaliści! Żałuję tylko, że już nigdy nie dobiję do porównywalnego poziomu 
Karaoke w tym roku było drogą przez mękę z powodu zbuntowanego Macintosha, jednakże ostatecznie były chyba trzy kawałki. A potem już zupełnie na luzie, zabawa i gadki.
Zmyłem się, zjebany jak koń po westernie, jakoś po pierwszej. Na drugi dzień już tylko wygaszanie emocji - poranna kawa (a dla mnie Żubr
) w Nandu, powrót do Poznania, piwko z Mikołajem w dworcowej spelunce i zjazd do boksu. Intensywny, niesamowity, magiczny weekend
Jestem przeszczęśliwy że tam byłem. Dziękuję Wam wszystkim a kilku osobom szczególnie:Misia - za to że w ogóle przyjechałaś na zlot muzyczny z nieco innej parafii niż twoja
, za przemiłe towarzystwo, za zarażanie śmiechem, za "coffee and cigarettes"
, za wykonanie prawie całej pracy przy wieszaniu zdjęć, za nagrywanie naszego występu - wielkie, wielkie DZIĘKUJĘ! :* :* :*Mikołaj - kurde chłopie, no nie wiem od czego zacząć
Za próby, za twoje podejście do muzyki i do ludzi, za wspólną drogę krzyżową w PKP, za twój spokój i wyrozumiałość, za teksty może nieczęste, ale ścinające z nóg
, za użyczenie gitary do Wish you were here... No za wszystko 
Filip - za szalone granie, uprzejme śmianie się z moich chamskich dowcipów, za Wish you were here, za blubranie na Plantach (długa historia
), za gryza kanapki, którego z zaskoczenia Ci wyrwałem, za podatność na namawianie na kolejne piwo 
Howard - za wytrzymałość! Nie każdy ma tyle pałera, by grać pięciogodzinną próbę, a potem powtórzyć to na zlocie. Za kiwanie się, które Misię wprawiało w stan ekstazy ;] , za rozmowę na zlocie, za talerze w Remembrance Day

Marek - Marka nie znacie. Nie jest (chyba) zarejestrowany na forum, ale od ojca otrzymał w genach miłość do swojego znanego imiennika
(na koncercie we Wrocławiu będzie obecny i senior, i junior). Dzięki za to, że przejechałeś motorem w upał ponad 400 km, by resztką sił pobawić się przez te parę godzin; za Romeo & Juliet odśpiewane wspólnie na karaoke, kiedy to poprawiałeś moje pomyłki w tekście
, za żywiołową reakcję na nasze granie, za to że zjechałeś do boksu dopiero kiedy już całkiem Ci się starły opony 
Martinez - za organizację, w tym roku dużo lepszą niż poprzednio
, za dużą ilość gadżetów, ich fajny design, za świetny koncert, za duży dystans do samego siebie i swoich pomyłek (nie każdy to ma!), za podejście typu "coś się wymyśli" 
macsa - za to żeś hopie przyjechoł
, zrobiłeś mi taką niespodziankę jak BET rok temu
No i za odważne wzięcie udziału w konkursie, gdzie co drugie pytanie podpowiadałeś Grzegorzowi, a ja udawałem że nie słyszę 
BET - za twoją gitarę, za perfekcjonizm, który niestety nie pozwolił Ci wystąpić z pełnym repertuarem, za udział w konkursie. Szkoda że nie zdążyliśmy dłużej pogadać, ale okazja się jeszcze nadarzy

Grzegorz - za konkurs i luz

jambore - za wytrwałość w walce ze złowrogim PKP, za nieocenioną pomoc w wieszaniu zdjęć, za rozmowy i refleksje, za wymiętą koszulę nad ranem i za "godne reprezentowanie starszyzny forum"

Bartek - za udział w zlocie pomimo perspektyw ciężkiego dnia, za niesamowite wirtuozerstwo gitarowe, za kombek

Szpilka - za bycie zlotową mamą
Dwa lata temu uratowałaś mnie od tułania się po Krakowie do rana, a teraz też było wiadomo, że jeśli czegoś potrzeba, to Szpilka temat ogarnie
Dziękuję :*Józek - za opiekę techniczną i za dzielną walkę z "przyjaznym" Mac'iem

Krzychu - za wspólne jam session, wybacz że nie byłem godnym partnerem gitarowym

Agnieszka - za brawurową rolę sierotki podczas losowania gadżetów, za rzetelną pracę fotoreportera

Wacek - za rozwalające poczucie humoru
Kiedy podszedłem do Wacka aby podpisał identyfikator, ten spojrzał na mnie wzrokiem Jamesa Deana i nonszalancko zapytał: "dla kogo"? ;]Grześ - za klawisze - w braku basu było to świetne wypełnienie naszej przestrzeni dźwiękowej

Piotrec - za udany debiutancki występ gitarowy
Czuję, że za rok zagościsz na scenie dłużej :>madame genEva - za debiucik na zlocie i wyraźnie okazywany entuzjazm

Tak czy inaczej dziękuję wszystkim, wymienionym czy nie. Zapewniliście mi bardzo miły i niezapomniany weekend
Jak to pewien pan krzyknął na pewnym koncercie:THANK YOOOOOUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!!!!!!!!

A dalej:
Andrzej napisał(a):Tacy jak ja , czyli ci , których tam nie ma - niech już żałują
Niech lepiej klepią termin na za rok

SmokEustachy napisał(a):Jakiej znowu prowizorki? Oni to grają już 7 rok co najmniej
Ten skład zagrał drugi raz, a spotkaliśmy się rok temu na 3h i teraz też nie na długo. Tylko trzy piosenki powtórzyły się z poprzedniego roku. Ja bym jednak obstawał przy prowizorce

Robson napisał(a):Piotrec i Tatiana a skąd wytrzasneliście takie koszulki? Własnej roboty? Bart Ty ze swoją Jedynką jesteś na każdym zlocie
Jedynka rządzi
Nawet w tym roku przyszedłem najpierw w innej i założyłem tą klasyczną tuż przed rozpoczęciem 
SmokEustachy napisał(a):Otóż wczoraj w 1 Programie reżimowego radia we wiadomościach słyszę, że zlot fanów Cześka Niemena. Paredziesiąt osób bierze udział. I ot z tego co słyszałem budżetowa impra była. A czemu o nas nikt nie powie?
Musimy w następnym roku wcześniej zadbać o promocję. Mnie się udało zamieścić notki na mmkrakow.pl i e-krakow.pl, wysłałem też maila do paru stacji radiowych; nie wiem z jakim skutkiem.
Jeśli chodzi o filmy ze zlotu, proponuję taki patent jak z Picasą - konto knopflerpl na youtube. Po hasło można się zgłaszać na PW. Jeśli wrzucacie filmik, niech w nazwie będzie "zlot knopfler.pl 2010" oraz tytuł utworu i nazwa zespołu lub nazwisko Marka. Fajnie, jeśli w szczegółach coś tam tez skrobniecie.
Na razie pusto, ale będzie się zapełniać

http://www.youtube.com/user/knopflerpl

