09.06.2010, 15:21
Po koncercie przed RAH wyjatkowa atmosfera. Powoli zaczyna docierac do mnie ze to wszystko tj. ostatnie 2h wydarzylo się naprawde. Wyjatkowe 2h które nawet nie wiem kiedy minely. Emocje nadal w punkcie kulminacyjnym. Stoje otoczony grupa wspaniałych ludzi, tych samych którzy towarzyszyli mi od początku wyprawy. W koncu jest okazja żeby porozmawiac i wyściskać się z Waldkiem który obok Knopflera jest z cala pewnością druga najwieksza gwiazda wieczoru. Trwaja poszukiwania zaprzyjaźnionego z nami przez Forum lamento. Bez rezultatu. Dzieki władającemu wloskim Mirkowi poznajemy grupe wloskich fanow. Ich przedstawiciel zostaje obdarowany przez nas nasza fanklubowa koszulka. Radosc na jego twarzy ogromna (z pewnością pokazuja to zdjęcia Macka). Wspanialy przykład na to jak muzyka potrafi jednoczyc ludzi z calego swiata. Pamiatkowe zdjęcia calej naszej grupy przed RAH. Wielka przyjemnością będzie moc spojrzec na nie po latach i wrócić myslami do tych wspaniałych chwil.
Czas na droge powrotna do hostelu przez Hyde Park. Rozkoszowanie się widokami Londynu w nocy. Czlowiek spędził caly dzien na nogach, spacer z powrotem to ok. 45min ale senność jest jakos jakby poza mna. Niezwykle milo powymieniac się na goraco spostrzeżeniami po koncercie siedząc w naszym pubie. Dla niektórych sa to już ostatnie godziny w Londynie.
Ok. 3 nad ranem opuszczaja nas Waldek z corka i Ptysia. Chwile pozniej znika Mirek. Również Mr Jasinski nie daje nam się już dłużej nacieszyc swoja obecnością i wyjezdza na Stansted ok. 8 rano. Szczesliwie nam tj. Maciek, Igor, Grzesiu, Anron z malzonka i BET z wybranka pozostaje jeszcze prawie caly dzien na zwiedzanie Londynu.
Dzielimy się na 2 grupy. Trafiam do tej która wspolnie z Mackiem, Igorem i Grzesiem przez sklepy muzyczne na Oxford Street i Harrodsa dociera na stacje metra Tower Hill, gdzie ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu i radości spotykamy reszte naszej grupy. Zdjecia z Tower Bridge sa jednymi z ostatnich pamiątkowych w Londynie. Pogoda przepiekna, jakze rozna od tej typowo wyspiarskiej dzien wczesniej.
Docieramy już po raz ostatni do naszego „londynksiego domu” skad po 14 opuszcza nas Grzesiu udając się na lotnisko. Pozostaje już tylko ostatnia wizyta „u Allaha” - deal1 za 6 funtow, pozegnanie z „BET`ami” i wyjatkowo meczaca podroz easybusem na lotnisko Statnsted w trakcie ktorej nie wiem czy bardziej doskwieral mi upal czy wyjatkowo glosne rozmowy po niemiecku współpasażerów na ostatnich siedzeniach.
Zmeczeni, pozno wieczorem docieramy do zalanego deszczem Wroclawia. Zmeczeni, ale niezwykle szczesliwi, wdzieczni losowi ze udalo nam się tak wspaniale, wspolnie spędzić ostatnie 3 dni.
Pragne jeszcze raz szczerze i z serca podziękować wszystkim Wspoltowarzyszom wyjazdu do Londynu na koncert MK w RAH, jak również wszystkim tym którzy kibicowali nam z Polski i wszystkich innych miejsc na swiecie.
Chce żebyście wiedzieli ze jesteście i na zawsze pozostaniecie nieodlaczna czescia jednego z najwspanialszych przezyc jakie miałem okazje do tej pory doświadczyć.
THE END
Czas na droge powrotna do hostelu przez Hyde Park. Rozkoszowanie się widokami Londynu w nocy. Czlowiek spędził caly dzien na nogach, spacer z powrotem to ok. 45min ale senność jest jakos jakby poza mna. Niezwykle milo powymieniac się na goraco spostrzeżeniami po koncercie siedząc w naszym pubie. Dla niektórych sa to już ostatnie godziny w Londynie.
Ok. 3 nad ranem opuszczaja nas Waldek z corka i Ptysia. Chwile pozniej znika Mirek. Również Mr Jasinski nie daje nam się już dłużej nacieszyc swoja obecnością i wyjezdza na Stansted ok. 8 rano. Szczesliwie nam tj. Maciek, Igor, Grzesiu, Anron z malzonka i BET z wybranka pozostaje jeszcze prawie caly dzien na zwiedzanie Londynu.
Dzielimy się na 2 grupy. Trafiam do tej która wspolnie z Mackiem, Igorem i Grzesiem przez sklepy muzyczne na Oxford Street i Harrodsa dociera na stacje metra Tower Hill, gdzie ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu i radości spotykamy reszte naszej grupy. Zdjecia z Tower Bridge sa jednymi z ostatnich pamiątkowych w Londynie. Pogoda przepiekna, jakze rozna od tej typowo wyspiarskiej dzien wczesniej.
Docieramy już po raz ostatni do naszego „londynksiego domu” skad po 14 opuszcza nas Grzesiu udając się na lotnisko. Pozostaje już tylko ostatnia wizyta „u Allaha” - deal1 za 6 funtow, pozegnanie z „BET`ami” i wyjatkowo meczaca podroz easybusem na lotnisko Statnsted w trakcie ktorej nie wiem czy bardziej doskwieral mi upal czy wyjatkowo glosne rozmowy po niemiecku współpasażerów na ostatnich siedzeniach.
Zmeczeni, pozno wieczorem docieramy do zalanego deszczem Wroclawia. Zmeczeni, ale niezwykle szczesliwi, wdzieczni losowi ze udalo nam się tak wspaniale, wspolnie spędzić ostatnie 3 dni.
Pragne jeszcze raz szczerze i z serca podziękować wszystkim Wspoltowarzyszom wyjazdu do Londynu na koncert MK w RAH, jak również wszystkim tym którzy kibicowali nam z Polski i wszystkich innych miejsc na swiecie.
Chce żebyście wiedzieli ze jesteście i na zawsze pozostaniecie nieodlaczna czescia jednego z najwspanialszych przezyc jakie miałem okazje do tej pory doświadczyć.
THE END

