08.06.2010, 22:46
Nastepuja 2h niesamowitych przezyc. Nie czuje sie do konca kompetentny zeby oceniac akustyke RAH. Jak dla mnie był to najlepiej nagłośniony koncert na którym byłem (żeby było jasne nie zwiedziłem zbyt wielu sal koncertowych na swiecie). Dla mnie nie musi być super glosno. W koncu to nie AC/DC, Metallica, Iron Maiden, gdzie mam się wyszalec, wyskakac i wyjsc z koncertu w przemoczonej potem koszulce. Na kolana powalily mnie przede wszystkim niesamowite zakończenia Marbletown i Speedway at Nazareth. Przepieknie było usłyszeć moje najukochańsze numery tj. Romeo & Juliet i Telegraph Road. Widac było wiekszy niż zwykle luz w zachowaniu MK ( nie wiem czy związane to jest z tym ze gra „u siebie” czy generalnie większość z koncertow z tej trasy ma taka specyfike ze opowiada wiecej i czuje się swobodniej niż zwykle). Zajmowalem miejsce właściwie na samej gorze i koncu sali a miałem wrazenie jakbym słyszał wszystko bardzo wyraznie. Każdy instrument, dźwięk i wokal. Mam świadomość tego ze moje ucho w zadnym wypadku nie może być wyznacznikiem oceny akustyki Sali. Nie siedziałem tam zreszta wczesniej na zadnym innym miejscu na innym koncercie żeby zdobywac się na porównania. Mam również świadomość tego ze moje niezwykle emocjonalne pojmowanie muzyki, zwłaszcza DS/MK, ma to do siebie ze z każdego występu wychodze oczarowany i przeszczęśliwy. Na temat publiczności mogę powiedziec tyle, ze srednia wieku wydawala się być znacznie wyzsza od tej która miałem okazje zaobserwowac podczas dotychczasowych występów w Polsce. Koncert był „krzeselkowany” w związku z czym moje wrazenie było takie jakby ludzie przyszli bardziej na spektakl teatralny niż na wystep bądź co bądź gwiazdy muzyki z gatunku klasyki rocka. Żeby było jasne nie traktuje tego w żaden sposób jako zarzut. Powaga miejsca, klasa występującego artysty w pewien sposób wymuszaja takie zachowanie. Emocje jednak wzialy gore o ile mnie pamiec nie myli przy „So far awal” i pierwsze rzędy ruszyly pod scene. Przepiekny final ze wzruszającym „Piper to the end”. Jeśli mialbym na sile doszukiwac się jakis slabych punktow to mysle, ze zabraklo jak dla mnie motywu z filmu „Local Hero” pewnie w wersji „Wild Theme” która najlepiej pasowalaby do całokształtu koncertu i bylaby jego przepieknym zwieńczeniem.
To be continued…
To be continued…

