04.06.2010, 23:26
Londyńskie wspomnienia
Poniedziałek , 5:45 dzwoni budzik, zupełnie niepotrzebnie - nie śpię już od co najmniej pół godziny. Poranna toaleta, buty na nogi, kurtka, plecak i gotowy do przygody życia...
Autobus zajeżdża spóźniony, potem niespodziewane o tej porze korki, wynikiem czego jest szybki 300 metrowy sprint do linii biegnącej na lotnisko - ufff jestem o czasie, wsiadam. Typowo brytyjska pogoda - leje jak z cebra. Jakieś trzy przystanki i dosiada się Igor, jakoś bladziutko wygląda, od trzech dni na melisie i szałwii. Ostatni posiłek jadł wczoraj koło południa...
Docieramy na lotnisko kilka minut po siódmej - pierwsze emocje związane z legendarnymi korkami na Nowym Dworze opadają - pojazdy potrafią tu utknąć w ostatnim czasie nawet po 120 minut. Jesteśmy. Dzwoni Wacek - kończy przyrządzać jajecznicę, jeszcze śniadanie, poranna toaleta i będzie się zbierał na lotnisko - ten facet to ma nerwy ze stali !!! Kolejny telefon - Romek z Anetą widzą już tablicę Wrocław ale od godziny stoją w korku - skrzynia biegów wciąż na jedynce, tempo żółwie, jak to objechać ? Niestety mogę pomóc tylko trzymając kciuki - nie da się inną drogą...
Sprawdzamy wagę i wielkość naszych bagaży, zwiedzamy lotnisko, za godzinkę wpada Wacek, bez żadnych oznak stresu. Jeszcze fajeczka i ustawiamy się w kolejeczkę do odprawy, chłopaki muszą ściągać buty, mi zabierają wodę mineralną. Czekamy jeszcze sporą chwilę, jest jakieś 20 minut do odlotu - cały czas obserwuję koniec kolejki. Dzwoni telefon - Romek właśnie wysiada przy lotnisku - pomógł mu właściciel parkingu zabierając ich prosto z gigantycznego korka. Kierujemy ich bezpośrednio do odprawy - za moment charakterystyczna czerwona koszulka pojawia się na końcu kolejki ! Ufffff, emocje opadają - grupa wrocławska w komplecie.
Pakujemy się do Boeinga 737-800, pełna obsada, obok nas małżeństwo z pięciomiesięcznym dzieckiem. Kołujemy na pas startowy, silniki potężnej mocy wciskają nas w fotele, błędnik szaleją - kilka minut i pogoda zmienia się diametralnie. Piękne słoneczko świeci ponad kołderką z chmur...
Lądowanie i kilometry korytarzy, pierwszy kontakt z angielskim urzędnikiem przy kontroli dokumentów - pani wygląda sympatycznie i zaczyna rozmowę od "witamy na wyspach" po polsku - miała na imię Iwona...
Pod główną tablicą czeka już na nas Andrzej, powitania, uściski, fajeczka i pierwsze niepokojące informacje od Waldka...Jeszcze chwilka i wyląduje ekipa krakowska - Wacek wymyśla gag z kartką powitalną. I znów miłe chwile powitania - jest Ptysia z Grzegorzem, niestety nadal brak dobrych wieści od Waldka. Ptysia jedząc krakowskiego obwarzanka kupuje nam wszystkim bilety w tą i z powrotem - widać że język wyspiarzy wyssała z mlekiem matki...
Godzina piętnaście jesteśmy tuż obok muzeum Sherlocka Holmesa na Baker Street. Krótki spacer i wita nas okazały The Green Man oraz reszta załogi...cdn...
Fotki - set pierwszy:
http://users.finemedia.pl/macsa/London/London1/
Poniedziałek , 5:45 dzwoni budzik, zupełnie niepotrzebnie - nie śpię już od co najmniej pół godziny. Poranna toaleta, buty na nogi, kurtka, plecak i gotowy do przygody życia...
Autobus zajeżdża spóźniony, potem niespodziewane o tej porze korki, wynikiem czego jest szybki 300 metrowy sprint do linii biegnącej na lotnisko - ufff jestem o czasie, wsiadam. Typowo brytyjska pogoda - leje jak z cebra. Jakieś trzy przystanki i dosiada się Igor, jakoś bladziutko wygląda, od trzech dni na melisie i szałwii. Ostatni posiłek jadł wczoraj koło południa...
Docieramy na lotnisko kilka minut po siódmej - pierwsze emocje związane z legendarnymi korkami na Nowym Dworze opadają - pojazdy potrafią tu utknąć w ostatnim czasie nawet po 120 minut. Jesteśmy. Dzwoni Wacek - kończy przyrządzać jajecznicę, jeszcze śniadanie, poranna toaleta i będzie się zbierał na lotnisko - ten facet to ma nerwy ze stali !!! Kolejny telefon - Romek z Anetą widzą już tablicę Wrocław ale od godziny stoją w korku - skrzynia biegów wciąż na jedynce, tempo żółwie, jak to objechać ? Niestety mogę pomóc tylko trzymając kciuki - nie da się inną drogą...
Sprawdzamy wagę i wielkość naszych bagaży, zwiedzamy lotnisko, za godzinkę wpada Wacek, bez żadnych oznak stresu. Jeszcze fajeczka i ustawiamy się w kolejeczkę do odprawy, chłopaki muszą ściągać buty, mi zabierają wodę mineralną. Czekamy jeszcze sporą chwilę, jest jakieś 20 minut do odlotu - cały czas obserwuję koniec kolejki. Dzwoni telefon - Romek właśnie wysiada przy lotnisku - pomógł mu właściciel parkingu zabierając ich prosto z gigantycznego korka. Kierujemy ich bezpośrednio do odprawy - za moment charakterystyczna czerwona koszulka pojawia się na końcu kolejki ! Ufffff, emocje opadają - grupa wrocławska w komplecie.
Pakujemy się do Boeinga 737-800, pełna obsada, obok nas małżeństwo z pięciomiesięcznym dzieckiem. Kołujemy na pas startowy, silniki potężnej mocy wciskają nas w fotele, błędnik szaleją - kilka minut i pogoda zmienia się diametralnie. Piękne słoneczko świeci ponad kołderką z chmur...
Lądowanie i kilometry korytarzy, pierwszy kontakt z angielskim urzędnikiem przy kontroli dokumentów - pani wygląda sympatycznie i zaczyna rozmowę od "witamy na wyspach" po polsku - miała na imię Iwona...
Pod główną tablicą czeka już na nas Andrzej, powitania, uściski, fajeczka i pierwsze niepokojące informacje od Waldka...Jeszcze chwilka i wyląduje ekipa krakowska - Wacek wymyśla gag z kartką powitalną. I znów miłe chwile powitania - jest Ptysia z Grzegorzem, niestety nadal brak dobrych wieści od Waldka. Ptysia jedząc krakowskiego obwarzanka kupuje nam wszystkim bilety w tą i z powrotem - widać że język wyspiarzy wyssała z mlekiem matki...
Godzina piętnaście jesteśmy tuż obok muzeum Sherlocka Holmesa na Baker Street. Krótki spacer i wita nas okazały The Green Man oraz reszta załogi...cdn...
Fotki - set pierwszy:
http://users.finemedia.pl/macsa/London/London1/


![[Obrazek: macsa.gif]](http://images.chomikuj.pl/button/macsa.gif)