Bet pieknie opisal caly pobyt, ja dodam cos od siebie, co mi jeszcze podpadlo pod zmysly. Po sniadaniu ruszamy na londyn, gdzies w tle zadaje sobie pytanie, czy Waldek dojedzie, mam nadzieje ze sie uda, bardzo chce by byl, bo on byl "spiritus movens" calej wyprawy i szkoda by bylo gdyby nie dojechal, caly czas martwie sie tym ale i ufam ze sie uda,
W centrum wchodzimy do dwoch sklepow z gitarami w jednym z nich Bet bierze za jedna i robi maly koncercik. Angellucci, Ronnie Scott, pozniej obiadzik we wloskiej restauracji ale bez wloskiej obslugi (pamietacie Pania z Litwy?) powrot do hostelu, krotki odpoczynek i metrem do RAH. Nie spieszymy sie z Andrzejem, Macsem na koncert, czekamy na zewnatrz na Waldka, dzwonie do niego mowi mi ze bedzie za 20 min, mowie mu spokojnie zdazysz bo jest support, mijaja 20 min decydujemy sie isc do sali i tam czekac na Jambiego. Pani Welsh konczy koncert, ekipy przestawiaja sprzet, stroja gitary itp itd. Denerwujemy sie czy aby Waldek zdazy, zapowiedz o zakazie fotografowania, koncert tuz tuz a Waldka nie ma.
I nagle ktos wpada na sale w nasze drzwi, widze Waldek, kamien z serca , radosc pelna, Waldek idzie do swojego sektoru. Jestesmy w komplecie, Waldek z corka dolecieli na 2 min przed koncertem. A koncert, znowu jestem w niebie, mysle ze w niebie bedzie podobnie
Koncert jesli moge porownac do poprzedniego dnia, znowu czysty , piekny wywazony, a jesli chodzi o Marka i zespol jeszcze lepiej zagrany, i jest Get Lucky , utwor ktory chcialem koniecznie uslyszec. Znowu sie rozplywam w dzwiekach i klimacie RAH. Mam apetyt na jeszcze ale trzeba jutro sie pakowac i wracac, na pocieszenie sa koncerty w Frankfurcie, Luxemburgu, Köln, Manheim i we Wroclawiu.
Powrot do hostelu , pogawedki przy piwie. O 5 zrywam sie i ruszam na lotnisko London City. Metro jeszcze zamkniete, wiec ide piesza dwie stacje do Baker Street, pozniej autobusem ma Oxford street a dalej juz metrem i kolejka na lotnisko. Jestem bardzo wczesnie. Wydaje reszte funkciakow na kanapke i kawe. Oczekujac na samolot slucham sobie koncertu Marka ze Stanow, wrocil wspomnien czar. Trzeba wracac do Dojczlandii a Londyn taki urzekajacy.
Dziekuje jeszcze raz za towarzystwo i wspaniala atmosfere. Do nastepnego...
W centrum wchodzimy do dwoch sklepow z gitarami w jednym z nich Bet bierze za jedna i robi maly koncercik. Angellucci, Ronnie Scott, pozniej obiadzik we wloskiej restauracji ale bez wloskiej obslugi (pamietacie Pania z Litwy?) powrot do hostelu, krotki odpoczynek i metrem do RAH. Nie spieszymy sie z Andrzejem, Macsem na koncert, czekamy na zewnatrz na Waldka, dzwonie do niego mowi mi ze bedzie za 20 min, mowie mu spokojnie zdazysz bo jest support, mijaja 20 min decydujemy sie isc do sali i tam czekac na Jambiego. Pani Welsh konczy koncert, ekipy przestawiaja sprzet, stroja gitary itp itd. Denerwujemy sie czy aby Waldek zdazy, zapowiedz o zakazie fotografowania, koncert tuz tuz a Waldka nie ma.
I nagle ktos wpada na sale w nasze drzwi, widze Waldek, kamien z serca , radosc pelna, Waldek idzie do swojego sektoru. Jestesmy w komplecie, Waldek z corka dolecieli na 2 min przed koncertem. A koncert, znowu jestem w niebie, mysle ze w niebie bedzie podobnie
Koncert jesli moge porownac do poprzedniego dnia, znowu czysty , piekny wywazony, a jesli chodzi o Marka i zespol jeszcze lepiej zagrany, i jest Get Lucky , utwor ktory chcialem koniecznie uslyszec. Znowu sie rozplywam w dzwiekach i klimacie RAH. Mam apetyt na jeszcze ale trzeba jutro sie pakowac i wracac, na pocieszenie sa koncerty w Frankfurcie, Luxemburgu, Köln, Manheim i we Wroclawiu.Powrot do hostelu , pogawedki przy piwie. O 5 zrywam sie i ruszam na lotnisko London City. Metro jeszcze zamkniete, wiec ide piesza dwie stacje do Baker Street, pozniej autobusem ma Oxford street a dalej juz metrem i kolejka na lotnisko. Jestem bardzo wczesnie. Wydaje reszte funkciakow na kanapke i kawe. Oczekujac na samolot slucham sobie koncertu Marka ze Stanow, wrocil wspomnien czar. Trzeba wracac do Dojczlandii a Londyn taki urzekajacy.
Dziekuje jeszcze raz za towarzystwo i wspaniala atmosfere. Do nastepnego...

