03.06.2010, 02:08
Ok, to teraz ja cos napisze. W innym watku wystawilem ocene 7/10, a teraz krotke uzasadnienie.
Byl to pierwszy koncert Marka na ktorym bylem (na pewno nie ostatni - Wroclaw
). Musze przyznac ze spodziewalem sie ciut wiecej i mowiac brutalnie - troche sie zawiodlem.
Po pierwsze - krzeselko. Tak, wiem - 60-tka na karku, ale Stingowi, Gilmourowi i innym to nie przeszkadza. Pozycja siedzaca przelozyla sie moim zdaniem na nie do konca udanych Sultanow - o ile wokalnie bylo ok, tak np. solo zupelnie bez mocy - zbyt wolne, a w jak Mark chcial przyspieszyc to nie trawial czysto w struny.
Po drugie, odnioslem wrazenie, ze to byl koncert zespolu, a nie solisty z muzykami sesyjnymi. I nie tylko dlatego, ze widac bylo, ze sa swietnie zgrani, ale dlatego tez, ze bylo troche malo Marka w tym wszystkim. Moze tu chodzi o jakas jego wrodzona skromnosc, albo o fakt, ze w niektorych utworach szarpanych bylo 5 intrumentow - nie wiem. Jednak dla mnie bylo zbyt malo jego mocnych akcentow gitarowych, a jak byly to tez czesto nieczyste.
Niewielki minus za brak Going home, ale jak Mark powiedzial - bylo wiele prosb co do utworow, a wszystkich zagrac niestety sie nie da.
Co zatem dobrego? Cala reszta, o ktorej pisaliscie wczesniej i o ktorej jeszcze napiszecie. Osobiscie bylem oszolomiony Romeo and Juliet (moj ulubiony utwor DS). Cieszy tez fakt, ze Mark pomimo olbrzymiego materialu solowego, wciaz gra hity DS.
Co do RAH to robi wrazenie, ale niestety tak samo jak nasza Kongesowka nie jest latwy do naglosnienia i wedlug mnie rowniez bylo 'tylko' dobrze.
Czy tez mieliscie wrazenie, ze pierwsze 1,5h koncertu minelo jakby 15 min? Patrze na zegarek 'jakby' po dwoch utworach, a tu prawie 1,5h koncertu. Coz - Wroclaw tuz tuz ;D
Byl to pierwszy koncert Marka na ktorym bylem (na pewno nie ostatni - Wroclaw
). Musze przyznac ze spodziewalem sie ciut wiecej i mowiac brutalnie - troche sie zawiodlem. Po pierwsze - krzeselko. Tak, wiem - 60-tka na karku, ale Stingowi, Gilmourowi i innym to nie przeszkadza. Pozycja siedzaca przelozyla sie moim zdaniem na nie do konca udanych Sultanow - o ile wokalnie bylo ok, tak np. solo zupelnie bez mocy - zbyt wolne, a w jak Mark chcial przyspieszyc to nie trawial czysto w struny.
Po drugie, odnioslem wrazenie, ze to byl koncert zespolu, a nie solisty z muzykami sesyjnymi. I nie tylko dlatego, ze widac bylo, ze sa swietnie zgrani, ale dlatego tez, ze bylo troche malo Marka w tym wszystkim. Moze tu chodzi o jakas jego wrodzona skromnosc, albo o fakt, ze w niektorych utworach szarpanych bylo 5 intrumentow - nie wiem. Jednak dla mnie bylo zbyt malo jego mocnych akcentow gitarowych, a jak byly to tez czesto nieczyste.
Niewielki minus za brak Going home, ale jak Mark powiedzial - bylo wiele prosb co do utworow, a wszystkich zagrac niestety sie nie da.
Co zatem dobrego? Cala reszta, o ktorej pisaliscie wczesniej i o ktorej jeszcze napiszecie. Osobiscie bylem oszolomiony Romeo and Juliet (moj ulubiony utwor DS). Cieszy tez fakt, ze Mark pomimo olbrzymiego materialu solowego, wciaz gra hity DS.
Co do RAH to robi wrazenie, ale niestety tak samo jak nasza Kongesowka nie jest latwy do naglosnienia i wedlug mnie rowniez bylo 'tylko' dobrze.
Czy tez mieliscie wrazenie, ze pierwsze 1,5h koncertu minelo jakby 15 min? Patrze na zegarek 'jakby' po dwoch utworach, a tu prawie 1,5h koncertu. Coz - Wroclaw tuz tuz ;D
Nottingham 11.10.2011

