20.05.2010, 09:57
Dobry temat, Faf, można się polansować
Moja kolej.
Moje pierwsze muzyczne wspomnienie, które się zachowało, to "roboty" w tej fajnej piosence z telewizorami i tańczący wielki goryl oraz niezdarni sportowcy w innym skocznym kawałku. W dniu premiery BiA miałem osiem lat. Jeszcze przez długi czas miałem problem z wymówieniem nazwy "Daje Stres", ale już wiedziałem że to mój ulubiony zespół. No i tak zostało...
Czasy były od dzisiejszych nieporównanie ciekawsze. Kasety kupowało się na rynku z warzywami, były rozłożone na łóżkach polowych i kosztowały kilka tysięcy złotych (później, po wejściu ustawy o prawach autorskich ceny oryginałów osiągnęły kilkadziesiąt tysięcy). Nie było łatwo trafić na taką kasetę, która by odpowiadała listą piosenek którejś z oficjalnych płyt (a taka sama kolejność jak na oryginale to już naprawdę był biały kruk). Poza tym w epoce przedinternetowej nie było skąd czerpać wiedzy o dyskografii. Podstawową metodą decyzyjną po znalezieniu nowej kasety było więc przejrzenie listy utworów i zakup, jeśli ilość nieznanych piosenek przekraczała 30% ;]
Niestety większość moich pirackich kaset przepadła. Były tam takie kwiatki jak Alchemy na jednej kasecie (osiem utworów), Making Movies z inaczej ustawioną listą utworów na kasecie i na okładce (niezła zagwozdka: dlaczego w piosence "Les Boys" pan śpiewa o jakiejś "cośtam-girl"?). A o istnieniu "Fade to black" dowiedziałem się dopiero z Tylko Rocka w 1992 roku. Za to jaka była radość przy kupowaniu On Every Street - same nieznane kawałki!
Na szczęście nie byłem jeszcze wtedy na tyle wykształcony rockowo by sarkać na folkowe smaczki tej płyty (patrz: Skaradziński w książce Oldfielda) - po prostu słuchałem i słuchałem i słuchałem...
Dire Straits ukształtowało mój gust muzyczny. Tu właśnie zaczęła się moja rockowa edukacja. Knopfler przez długi czas był moim punktem odniesienia. Jestem chory na tą muzykę, uzależniony od niej. Mogę się zżymać na pewne dokonania solowego Marka, ale i tak kupię płytę, i tak będę ją znał na pamięć.
Wybór pomiędzy Knopflerem a Dire Straits jest dla mnie jednak na dzień dzisiejszy oczywisty (jeśli musiałbym takiego dokonać) - DS. Obudzony w środku nocy zanucę dowolny fragment
Z tekstami jest gorzej, ale tu jest ciekawy chyba powód. Wrastały one w moją głowę, kiedy jeszcze nie były drukowane na wkładkach. Stąd 12-latek podśpiewując wymyślał sobie słowa, które brzmiały w miarę podobnie do słyszanych w piosence. Do dziś, mimo że już potem doczytałem co trzeba, nucę podświadomie te właśnie dawne farmazony ;]
Kaset słucham bardzo często do dziś. W kuchni stoi kaseciak, więc kiedy sprzątam, zmywam czy gotuję, to leci DS lub inne starocie (ogółem pozostało mi ponad 100 kaset). Mam też czarną płytę Love Over Gold wydaną w Czechosłowacji. Na szczęście wersja bez dubbingu
Moja kolej.Moje pierwsze muzyczne wspomnienie, które się zachowało, to "roboty" w tej fajnej piosence z telewizorami i tańczący wielki goryl oraz niezdarni sportowcy w innym skocznym kawałku. W dniu premiery BiA miałem osiem lat. Jeszcze przez długi czas miałem problem z wymówieniem nazwy "Daje Stres", ale już wiedziałem że to mój ulubiony zespół. No i tak zostało...

Czasy były od dzisiejszych nieporównanie ciekawsze. Kasety kupowało się na rynku z warzywami, były rozłożone na łóżkach polowych i kosztowały kilka tysięcy złotych (później, po wejściu ustawy o prawach autorskich ceny oryginałów osiągnęły kilkadziesiąt tysięcy). Nie było łatwo trafić na taką kasetę, która by odpowiadała listą piosenek którejś z oficjalnych płyt (a taka sama kolejność jak na oryginale to już naprawdę był biały kruk). Poza tym w epoce przedinternetowej nie było skąd czerpać wiedzy o dyskografii. Podstawową metodą decyzyjną po znalezieniu nowej kasety było więc przejrzenie listy utworów i zakup, jeśli ilość nieznanych piosenek przekraczała 30% ;]
Niestety większość moich pirackich kaset przepadła. Były tam takie kwiatki jak Alchemy na jednej kasecie (osiem utworów), Making Movies z inaczej ustawioną listą utworów na kasecie i na okładce (niezła zagwozdka: dlaczego w piosence "Les Boys" pan śpiewa o jakiejś "cośtam-girl"?). A o istnieniu "Fade to black" dowiedziałem się dopiero z Tylko Rocka w 1992 roku. Za to jaka była radość przy kupowaniu On Every Street - same nieznane kawałki!
Na szczęście nie byłem jeszcze wtedy na tyle wykształcony rockowo by sarkać na folkowe smaczki tej płyty (patrz: Skaradziński w książce Oldfielda) - po prostu słuchałem i słuchałem i słuchałem...
Dire Straits ukształtowało mój gust muzyczny. Tu właśnie zaczęła się moja rockowa edukacja. Knopfler przez długi czas był moim punktem odniesienia. Jestem chory na tą muzykę, uzależniony od niej. Mogę się zżymać na pewne dokonania solowego Marka, ale i tak kupię płytę, i tak będę ją znał na pamięć.
Wybór pomiędzy Knopflerem a Dire Straits jest dla mnie jednak na dzień dzisiejszy oczywisty (jeśli musiałbym takiego dokonać) - DS. Obudzony w środku nocy zanucę dowolny fragment
Z tekstami jest gorzej, ale tu jest ciekawy chyba powód. Wrastały one w moją głowę, kiedy jeszcze nie były drukowane na wkładkach. Stąd 12-latek podśpiewując wymyślał sobie słowa, które brzmiały w miarę podobnie do słyszanych w piosence. Do dziś, mimo że już potem doczytałem co trzeba, nucę podświadomie te właśnie dawne farmazony ;]Kaset słucham bardzo często do dziś. W kuchni stoi kaseciak, więc kiedy sprzątam, zmywam czy gotuję, to leci DS lub inne starocie (ogółem pozostało mi ponad 100 kaset). Mam też czarną płytę Love Over Gold wydaną w Czechosłowacji. Na szczęście wersja bez dubbingu

