18.05.2010, 19:52
Odpowiadając na prośby forumowiczów, opiszę swoje przeżycia dotyczące pewnego artysty, którego nazwisko widzimy właśnie w adresie przeglądarki.
Jako głupi 14 latek (byłem pewnie jeszcze bardziej denerwujący niż teraz) zetknąłem sie przez przypadek z piosenką On every Street. Gdzieś w radiu, gdzieś w jakimś dziwnym miejscu- tak naprawdę przez przypadek. Poczułem trwogę. Serce przystało i zachwyciłem się. Wtedy może, nie aż tak szczegółami, tesktem czy melodią, ale bardziej uczuciowo- kiedyś jako dziecko jeszcze mniejsze niż 14 letnie, musiałem usłyszeć ten niesamowity motyw na saksofonie z On Every Street. Nie wiem czy ktoś tez tak miał jak ja, ale kiedy słyszy sie melodie, o ktorej się juz dawno zapomniało, to usłyszenie jej po wielu latach i skojarzenie z wczesnym dzieciństwem, które dla człowieka jest jak jakiś bardzo odległy sen, staje się doznaniem niesamowitym- wspaniałym a zarazem wzruszającym. Zakochałem się w tej giatrze, w tym markowym popłynięciu zaraz po zakończeniu wokalu w tej piosence. Pojawiła się nazwa Dire Straits, którą zacząłem się intereować. Zaraz okazało się, że znam wiele piosenek, których wcześniej nie przypisywałem do nikogo. Od Sultans of Swing, przez Money for Nothing, Your Latest Trick, Brothers in Arms aż po Private Investigations i Tunnel of Love. Część z poznawanych na nowo piosenek przybierała przy słuchaniu formę umilającego dreszcza, któy działał natej samej zasadzie co On Every Street.
Trudno...wtedy musiałem zakochać się w Marku, poznawałem twórczość solową, zacząłem korzystać ze zdobyczy XXI wieku (tzw Internetu) i zachwycać się kolejnymi piosenkami, ale także historią ich powstawania. Od rana do wieczora w głowie miałem kamerlane wejście klawiszy uderzanych przez Alana, w Telegraph Road, a później szarpanie struny, która gładko zaraz ubogaca melodię w wykonaniu Marka. Muzyka szybko mnie ogarnęła, wzrastała ilość poznanych piosenek, albumów, wzrastała też głośność słuchania i doszukiwania się najmniejszych niuansów w każdym utworze.
Sama postać Marka Knopflera- człowieka, który nie wygląda jak gwiazdor, nie mówi jak gwiazdor, nie obnosi się ze swoimi osiągnięciami i przekonuje do siebie swoją przesadną skromnością, zaczeła mnie fascynować. Okazuje się, że jest człowiek na tej ziemi, który zaczyna tworzyć muzykę, która wychodzi prosto z jego wnętrza, który nie zwraca uwagi na modę, na przykazania obecnoego świata, który nie szkolił się w żaden sposób muzycznie zachowując przez to swój niepowtarzalny styl i charakter. Zadziwiło mnie, jak można nie śpiewać, tylko "recytować" w trakcie koncertu a i tak zachwycać swoim "śpiewem". Kolejne nowe płyty i kolejna odsłona Marka, który ewoluuje, szuka nowych inspiracji i tworzy nową-starą jakość. Dlatego zacząłem go cenić, zacząłem lubić, a muzykę którą tworzy i wykonuje- kochać.
Mówiąc banalnie- stał się moim idolem. Zacząłem zaglądać na forum i wiele kwestii, wiele pytań i wiele wątpliwości to forum zawsze rozwiewało.
Odnośnie każdej piosenki, z poszczególnych albumów, mam swoje zdanie i swoje przeżycia, teraz jednak i tak napisałem już tyle, że w tym momencie każdy przestałby czytać bo pachniałoby to już nudą
To takie moje wewnetrzne przeżycia związane z Markiem i jego twórczością.
Jako głupi 14 latek (byłem pewnie jeszcze bardziej denerwujący niż teraz) zetknąłem sie przez przypadek z piosenką On every Street. Gdzieś w radiu, gdzieś w jakimś dziwnym miejscu- tak naprawdę przez przypadek. Poczułem trwogę. Serce przystało i zachwyciłem się. Wtedy może, nie aż tak szczegółami, tesktem czy melodią, ale bardziej uczuciowo- kiedyś jako dziecko jeszcze mniejsze niż 14 letnie, musiałem usłyszeć ten niesamowity motyw na saksofonie z On Every Street. Nie wiem czy ktoś tez tak miał jak ja, ale kiedy słyszy sie melodie, o ktorej się juz dawno zapomniało, to usłyszenie jej po wielu latach i skojarzenie z wczesnym dzieciństwem, które dla człowieka jest jak jakiś bardzo odległy sen, staje się doznaniem niesamowitym- wspaniałym a zarazem wzruszającym. Zakochałem się w tej giatrze, w tym markowym popłynięciu zaraz po zakończeniu wokalu w tej piosence. Pojawiła się nazwa Dire Straits, którą zacząłem się intereować. Zaraz okazało się, że znam wiele piosenek, których wcześniej nie przypisywałem do nikogo. Od Sultans of Swing, przez Money for Nothing, Your Latest Trick, Brothers in Arms aż po Private Investigations i Tunnel of Love. Część z poznawanych na nowo piosenek przybierała przy słuchaniu formę umilającego dreszcza, któy działał natej samej zasadzie co On Every Street.
Trudno...wtedy musiałem zakochać się w Marku, poznawałem twórczość solową, zacząłem korzystać ze zdobyczy XXI wieku (tzw Internetu) i zachwycać się kolejnymi piosenkami, ale także historią ich powstawania. Od rana do wieczora w głowie miałem kamerlane wejście klawiszy uderzanych przez Alana, w Telegraph Road, a później szarpanie struny, która gładko zaraz ubogaca melodię w wykonaniu Marka. Muzyka szybko mnie ogarnęła, wzrastała ilość poznanych piosenek, albumów, wzrastała też głośność słuchania i doszukiwania się najmniejszych niuansów w każdym utworze.
Sama postać Marka Knopflera- człowieka, który nie wygląda jak gwiazdor, nie mówi jak gwiazdor, nie obnosi się ze swoimi osiągnięciami i przekonuje do siebie swoją przesadną skromnością, zaczeła mnie fascynować. Okazuje się, że jest człowiek na tej ziemi, który zaczyna tworzyć muzykę, która wychodzi prosto z jego wnętrza, który nie zwraca uwagi na modę, na przykazania obecnoego świata, który nie szkolił się w żaden sposób muzycznie zachowując przez to swój niepowtarzalny styl i charakter. Zadziwiło mnie, jak można nie śpiewać, tylko "recytować" w trakcie koncertu a i tak zachwycać swoim "śpiewem". Kolejne nowe płyty i kolejna odsłona Marka, który ewoluuje, szuka nowych inspiracji i tworzy nową-starą jakość. Dlatego zacząłem go cenić, zacząłem lubić, a muzykę którą tworzy i wykonuje- kochać.
Mówiąc banalnie- stał się moim idolem. Zacząłem zaglądać na forum i wiele kwestii, wiele pytań i wiele wątpliwości to forum zawsze rozwiewało.
Odnośnie każdej piosenki, z poszczególnych albumów, mam swoje zdanie i swoje przeżycia, teraz jednak i tak napisałem już tyle, że w tym momencie każdy przestałby czytać bo pachniałoby to już nudą

To takie moje wewnetrzne przeżycia związane z Markiem i jego twórczością.

