31.12.2009, 16:40
Nassau, Bahama, nagrywanie płyty Communique
Pewnego dnia, John wcześniej niż pozostali wychodzi na plażę, by jak zawsze rano popływać.
Przychodzący po czasie koledzy widzą swego basistę stojącego po piersi w wodzie, zupełnie nieruchomo. Padają ironiczne komentarze: „wyspa w słońcu” „Yoga w wodzie, to powinien opatentować” Na pewno czeka na nimfy wodne!”. Kiedy po czasie John wychodzi z wody, blady jak ściana, nieskory bynajmniej do żartów pada na leżak Potem szybko dysząc opowiada: przez prawie dziesięć minut tuż wokół mnie pływało parę trzymetrowych rekinów...zaspokoiwszy swoją ciekawość, odpłynęły na pełne morze.
Luty 1979, Niemcy
W czasie trasy koncertowej nagrywają występ w rozgłośni radiowej (WDR) w Kolonii. Wieczorem kolacja w chińskiej restauracji. Podczas powrotu do nieopodal położonego hotelu.
spadają pierwsze płatki śniegu. Jest zima. Mróz.. Paul Cumming -Manager trasy zaczyna się niepokoić. Rano o dziewiątej planowany jest wyjazd na północ Niemiec. O drugiej w nocy telefon z Bremen: ekipa techniczna trasy jest już na miejscu. Sprzęt - dwie 30 tonowe ciężarówki jedzie osobno, wyjeżdża zwykle dwie godziny później. I ten czas będzie miał teraz decydujące znaczenie: Opady śniegu nasilają się, już pierwszy zjazd z autostrady Kolonia- Bremen jest nieprzejezdny. Samochody nie mogą więc opuścić miasta.W Bremen odwołanie koncertu zostanie przyjęte ze zrozumieniem. I.Paul Cumming budzi Marka, by poinformować go o podjętej już prawie decyzji.
„Nic z tego.Koncert się odbędzie”- odpowiada lider grupy.Telefon na stację kolejową: do
wieczora przesłanie sprzętu pociągiem towarowym jest niemożliwe. Prywatny samolot na rano i cały następny dzień na pewno nie otrzyma pozwolenia na lądowanie. Nowy komunikat: prawie wszystkie drogi nieprzejezdne. Około piątej Paul kontaktuje się z prywatną firmą dysponującą pługami śnieżnymi. Gdy ich właściciel dowiaduje się o długości trasy Kolonia – Bremen, o terminie (do godz.17) oraz, że to tylko dla dwu samochodów, rezygnuje.
Ostatecznie Paul dowiaduje się, że około siódmej jedzie pociąg osobowy z Koloni do Bremen.Od pewnego urzędnika kolejowego dostaje dyskretną radę: zarezerwować dwanaście biletów na pierwszą klasę, i cały sprzęt zabrać jako... bagaż podręczny. Podobno na stacji widząc 30 ton bagażu dyżurny kolejarz mdleje. Oczywiście wszyscy muzycy muszą zabrać się do ładowania, tak że pociąg odjeżdża z czterominutowym zaledwie opóźnieniem. W Bremen sprzęt zostaje załadowany na samochody do przewozu mebli i po przejechaniu paru kilometrów z radia płynie komunikat o całkowitym zakazie ruchu w mieście. Karawana toczy się jednak dalej. Policjant zatrzymujący konwój słyszy: „We don`t understand”. Na miejscu Mark żartuje: koszty tego transportu były wyższe, niż przeprowdzka wszystkich czterech, każdego z osobna z Deptford do Paraża!
Bremen rewanżuje się wypełnioną po brzegi salą (wszystkie środki komunikacji wstrzymane)
i niemilknącymi brawami.
Pewnego dnia, John wcześniej niż pozostali wychodzi na plażę, by jak zawsze rano popływać.
Przychodzący po czasie koledzy widzą swego basistę stojącego po piersi w wodzie, zupełnie nieruchomo. Padają ironiczne komentarze: „wyspa w słońcu” „Yoga w wodzie, to powinien opatentować” Na pewno czeka na nimfy wodne!”. Kiedy po czasie John wychodzi z wody, blady jak ściana, nieskory bynajmniej do żartów pada na leżak Potem szybko dysząc opowiada: przez prawie dziesięć minut tuż wokół mnie pływało parę trzymetrowych rekinów...zaspokoiwszy swoją ciekawość, odpłynęły na pełne morze.
Luty 1979, Niemcy
W czasie trasy koncertowej nagrywają występ w rozgłośni radiowej (WDR) w Kolonii. Wieczorem kolacja w chińskiej restauracji. Podczas powrotu do nieopodal położonego hotelu.
spadają pierwsze płatki śniegu. Jest zima. Mróz.. Paul Cumming -Manager trasy zaczyna się niepokoić. Rano o dziewiątej planowany jest wyjazd na północ Niemiec. O drugiej w nocy telefon z Bremen: ekipa techniczna trasy jest już na miejscu. Sprzęt - dwie 30 tonowe ciężarówki jedzie osobno, wyjeżdża zwykle dwie godziny później. I ten czas będzie miał teraz decydujące znaczenie: Opady śniegu nasilają się, już pierwszy zjazd z autostrady Kolonia- Bremen jest nieprzejezdny. Samochody nie mogą więc opuścić miasta.W Bremen odwołanie koncertu zostanie przyjęte ze zrozumieniem. I.Paul Cumming budzi Marka, by poinformować go o podjętej już prawie decyzji.
„Nic z tego.Koncert się odbędzie”- odpowiada lider grupy.Telefon na stację kolejową: do
wieczora przesłanie sprzętu pociągiem towarowym jest niemożliwe. Prywatny samolot na rano i cały następny dzień na pewno nie otrzyma pozwolenia na lądowanie. Nowy komunikat: prawie wszystkie drogi nieprzejezdne. Około piątej Paul kontaktuje się z prywatną firmą dysponującą pługami śnieżnymi. Gdy ich właściciel dowiaduje się o długości trasy Kolonia – Bremen, o terminie (do godz.17) oraz, że to tylko dla dwu samochodów, rezygnuje.
Ostatecznie Paul dowiaduje się, że około siódmej jedzie pociąg osobowy z Koloni do Bremen.Od pewnego urzędnika kolejowego dostaje dyskretną radę: zarezerwować dwanaście biletów na pierwszą klasę, i cały sprzęt zabrać jako... bagaż podręczny. Podobno na stacji widząc 30 ton bagażu dyżurny kolejarz mdleje. Oczywiście wszyscy muzycy muszą zabrać się do ładowania, tak że pociąg odjeżdża z czterominutowym zaledwie opóźnieniem. W Bremen sprzęt zostaje załadowany na samochody do przewozu mebli i po przejechaniu paru kilometrów z radia płynie komunikat o całkowitym zakazie ruchu w mieście. Karawana toczy się jednak dalej. Policjant zatrzymujący konwój słyszy: „We don`t understand”. Na miejscu Mark żartuje: koszty tego transportu były wyższe, niż przeprowdzka wszystkich czterech, każdego z osobna z Deptford do Paraża!
Bremen rewanżuje się wypełnioną po brzegi salą (wszystkie środki komunikacji wstrzymane)
i niemilknącymi brawami.

