28.11.2009, 17:53
Przepraszam za składnię, ale jestem zmordowany po pracy
28.10.2009 - jedna z z dat, która długo pozostanie w mojej pamięci ale od początku. Porcupine tree poznałem w połowie 2007 roku dzięki mojemu kumplowi, który zapomniał zabrać z jednej z imprez płytę jeżozwierzy. Była to Lightbulb Sun. Gdzieś po tygodniu przesłuchałem ją całą i nastąpiło coś podobnego gdy pierwszy raz usłyszałem DS. W ciągu miesiąca miałem już wszystkie płyty od Stupid Dream z 1999 do Fear Of A Blank Planet z 2007. Dodam że wszystkie płyty były w formacie DVD-AUDIO, które brzmią jak bajka. Niestety koncerty z trasy FOABP u nas już były, ale pomyślałem sobie że po wydaniu kolejnej płyty będe pilnował żeby nie przegapić Ich koncertu w Polsce. Początek kwietnia tego roku, wchodzę na stronę PP a tu info że zagrają u nas i to jeszcze we Wrocławiu
( na koncert miałem 5 minut jazdy autobusem ). W końcu nadszedł ten dzień środa 28 października. Koncert miał się zacząć o 20.00. Przed halą pojawiłem się około 18 i byłem gdzieś 20 w kolejce. Po godzinie wreszcie zaczeli wpuszczać ludzi do środka. Stanąłem prawie pod sceną i wyczekiwałem na support, którym miała być chyba nieznana nikomu Rose Kemp. 20.10 Pani Kemp wyszła wraz z muzykami na scenę i pograła z 50 minut. O 21.15 głos z głośników powiedział po angielsku, że w czasie koncertu nie wolno robić zdjeć i filmów nawet z telefonów
21.20 cała piątka PP wyszła na scenę i się ZACZĘŁO !!! Koncert był podzielony na dwie części. W pierwszej chłopaki grali wszystkie utwory z pierwszej płyty The Incident, po tym nastąpiła 10 minutowa przerwa. Później przez ponad godzinę grali utwory z poprzednich płyt, a najwięcej z mojej ulubionej In Absentia. Energia z jaką grali przeszła moje najśmielsze oczekiwania, a przecież jeże mają już swoje lata...2 i pół godziny pięknej muzyki.
28.10.2009 - jedna z z dat, która długo pozostanie w mojej pamięci ale od początku. Porcupine tree poznałem w połowie 2007 roku dzięki mojemu kumplowi, który zapomniał zabrać z jednej z imprez płytę jeżozwierzy. Była to Lightbulb Sun. Gdzieś po tygodniu przesłuchałem ją całą i nastąpiło coś podobnego gdy pierwszy raz usłyszałem DS. W ciągu miesiąca miałem już wszystkie płyty od Stupid Dream z 1999 do Fear Of A Blank Planet z 2007. Dodam że wszystkie płyty były w formacie DVD-AUDIO, które brzmią jak bajka. Niestety koncerty z trasy FOABP u nas już były, ale pomyślałem sobie że po wydaniu kolejnej płyty będe pilnował żeby nie przegapić Ich koncertu w Polsce. Początek kwietnia tego roku, wchodzę na stronę PP a tu info że zagrają u nas i to jeszcze we Wrocławiu
( na koncert miałem 5 minut jazdy autobusem ). W końcu nadszedł ten dzień środa 28 października. Koncert miał się zacząć o 20.00. Przed halą pojawiłem się około 18 i byłem gdzieś 20 w kolejce. Po godzinie wreszcie zaczeli wpuszczać ludzi do środka. Stanąłem prawie pod sceną i wyczekiwałem na support, którym miała być chyba nieznana nikomu Rose Kemp. 20.10 Pani Kemp wyszła wraz z muzykami na scenę i pograła z 50 minut. O 21.15 głos z głośników powiedział po angielsku, że w czasie koncertu nie wolno robić zdjeć i filmów nawet z telefonów
21.20 cała piątka PP wyszła na scenę i się ZACZĘŁO !!! Koncert był podzielony na dwie części. W pierwszej chłopaki grali wszystkie utwory z pierwszej płyty The Incident, po tym nastąpiła 10 minutowa przerwa. Później przez ponad godzinę grali utwory z poprzednich płyt, a najwięcej z mojej ulubionej In Absentia. Energia z jaką grali przeszła moje najśmielsze oczekiwania, a przecież jeże mają już swoje lata...2 i pół godziny pięknej muzyki.
tea

