14.09.2009, 11:19
Witam wszystkich. Wlasnie wczoraj wrocilem z Londynu. Koncert byl aranzowany przez organizatorow. Nie byl to koncert akustyczny. Ale po kolei. Weszlismy na teren Parku okolo 19-tej. Wlasciwie nikt nas nie sprawdzal. Nie bylo tych porabanych lysych lobuzow jak tu w Polsce. Na samej sali przyjeto nas szampanem, winem i kawalkami kurczaka na ostro.
W tle muzyki Dire Straits ludzie sobie popijali i pojadali. Sala podzielna na piec czesci. Srodkowa i dwie boczne z krzeslami oraz miejsca stojace po obu stronach sceny. Dla tych co stoja ustawiono dwa tele. Koncert prowadzil jeden z organizatorow, a calosc odbyla sie na zasadzie wywiadu z Markiem. On jak zwykle marudzil o swojej pierwszej gitarze, ktora dostal od ojca, o swojej technice, vibrato itd. Po kazdym pytaniu odpowiedz Marka i jakis utwor. Czasem cos zabawnego. Kooba podal liste utworow. Mark gral siedzac przez caly koncert. Nie jestem zachwycony, ale nie zaluje.
Na bis zagral BinA. Jednym slowem sie starzeje choc moim zdaniem lepiej wyglada niz w zeszlym roku.
W tle muzyki Dire Straits ludzie sobie popijali i pojadali. Sala podzielna na piec czesci. Srodkowa i dwie boczne z krzeslami oraz miejsca stojace po obu stronach sceny. Dla tych co stoja ustawiono dwa tele. Koncert prowadzil jeden z organizatorow, a calosc odbyla sie na zasadzie wywiadu z Markiem. On jak zwykle marudzil o swojej pierwszej gitarze, ktora dostal od ojca, o swojej technice, vibrato itd. Po kazdym pytaniu odpowiedz Marka i jakis utwor. Czasem cos zabawnego. Kooba podal liste utworow. Mark gral siedzac przez caly koncert. Nie jestem zachwycony, ale nie zaluje.
Na bis zagral BinA. Jednym slowem sie starzeje choc moim zdaniem lepiej wyglada niz w zeszlym roku.
