01.07.2005, 23:19
W Audio z lipca pojawiła się recenzja tej płyty:
Dire Straits
Brothers in Arms
20 lat temu album ten pomógłwejść przebojem na rynek płycie CD. Teraz stał się jubileuszowym trzytysięcznym tytułem na liście płyt SACD wydanych na świecie. To prawdziwy majstersztyk kompozycyjny Marka Knopflera, mistrzowskie wykonanie Dire Straits i rewelacyjne nagranie cyfrowe pełne przestrzeni, pięknych brzmień akustycznych i elektrycznych, a także licznych smaczków. Idealne tworzywo do zremiksowania w systemie surround, a zokazji 20. rocznicy wydania albumu zremasterowano również wersję stereo.
Pieczę nad wydaniem hybrydowej płyty miał sam Knopfler, który doświadczenie w wykorzystaniu systemu DSD i SACD zdobył przy własnym albumie "Shangri-La". Efekt jest imponujący. Po prostu słucha się tego albumu na nowo. Wykreowana przestrzeń wokół słuchacza nie jest natarczywa, ale sporo się w niej dzieje. Większość elektronicznych plam przeniesiono na tył iboki, podobnie jak perkusyjne przeszkadzajki. Czasem gdzieś z boku zabrzmi niespodziewany gitarowy akord podnosząc poziom adrenaliny. Głos Stnga w "Money for Nothing" dociera jakby zza światów, a grzmiące bębny szaleją po całym pokoju. No i ta głębia! Rewelacja!
Marek Dusza.
Choć nie mam widoków na kupno nowego sprzętu tym bardziej wielokanałowgo to chyba kupię tę płytę. Niech czeka na lepsze czasy. Międzyczasie można iść do jakegoś salonu audio i podnieść sobie poziom adrenaliny słuchając tej płyty.
Dire Straits
Brothers in Arms
20 lat temu album ten pomógłwejść przebojem na rynek płycie CD. Teraz stał się jubileuszowym trzytysięcznym tytułem na liście płyt SACD wydanych na świecie. To prawdziwy majstersztyk kompozycyjny Marka Knopflera, mistrzowskie wykonanie Dire Straits i rewelacyjne nagranie cyfrowe pełne przestrzeni, pięknych brzmień akustycznych i elektrycznych, a także licznych smaczków. Idealne tworzywo do zremiksowania w systemie surround, a zokazji 20. rocznicy wydania albumu zremasterowano również wersję stereo.
Pieczę nad wydaniem hybrydowej płyty miał sam Knopfler, który doświadczenie w wykorzystaniu systemu DSD i SACD zdobył przy własnym albumie "Shangri-La". Efekt jest imponujący. Po prostu słucha się tego albumu na nowo. Wykreowana przestrzeń wokół słuchacza nie jest natarczywa, ale sporo się w niej dzieje. Większość elektronicznych plam przeniesiono na tył iboki, podobnie jak perkusyjne przeszkadzajki. Czasem gdzieś z boku zabrzmi niespodziewany gitarowy akord podnosząc poziom adrenaliny. Głos Stnga w "Money for Nothing" dociera jakby zza światów, a grzmiące bębny szaleją po całym pokoju. No i ta głębia! Rewelacja!
Marek Dusza.
Choć nie mam widoków na kupno nowego sprzętu tym bardziej wielokanałowgo to chyba kupię tę płytę. Niech czeka na lepsze czasy. Międzyczasie można iść do jakegoś salonu audio i podnieść sobie poziom adrenaliny słuchając tej płyty.

