30.06.2005, 17:42
Hehe lukas, wiedzialem ze ktos powie Brighton Rock... Ale to jest praktycznie jeden (swietny zreszta) wyskok... Jak slysze, jak sobie na koncertach improwizowal np Blackmore, to mi ciarrrrrki po plecach przechodza... A koncertowe popisy Maya zawsze mnie nudzily (nawet, gdy mialem absolutnego fiola na punkcie Queen). May to dla mnie gitarzysta pokroju Trevora Rabina, dawnego (na szczescie) gitarzysty Yes - bardzo dobry, ale do miana wirtuoza brakuje Tego Czegos.
Poza tym nie wiem, czy miara wirtuozerii jest ilosc dzwiekow na sekunde... Jesli tak, to najlepszym gitarzysta swiata jest moj ojciec, jak tnie drewno pila mechaniczna
Nie chodzi przeciez o to w grze na gitarze, zeby oszolomic sluchacza "patrzcie jak ja super gram", tylko zeby cos w srodku sie ruszylo. I to moze byc jedna nuta, jeden dzwiek wstawiony w odpowiednie miejsce. Np dla mnie osobiscie jednym z najwspanialszych momentow w historii muzyki w ogole jest zakonczenie "Ritual" Yes, kiedy Steve Howe wchodzi z cudownym fragmentem granym na pedal steel. Ani to superszybkie, ani jezykiem nie gra, a czlowiek siedzi i nie moze uwierzyc, ze mozna tak zagrac. I o to chyba chodzi.
Poza tym nie wiem, czy miara wirtuozerii jest ilosc dzwiekow na sekunde... Jesli tak, to najlepszym gitarzysta swiata jest moj ojciec, jak tnie drewno pila mechaniczna
Nie chodzi przeciez o to w grze na gitarze, zeby oszolomic sluchacza "patrzcie jak ja super gram", tylko zeby cos w srodku sie ruszylo. I to moze byc jedna nuta, jeden dzwiek wstawiony w odpowiednie miejsce. Np dla mnie osobiscie jednym z najwspanialszych momentow w historii muzyki w ogole jest zakonczenie "Ritual" Yes, kiedy Steve Howe wchodzi z cudownym fragmentem granym na pedal steel. Ani to superszybkie, ani jezykiem nie gra, a czlowiek siedzi i nie moze uwierzyc, ze mozna tak zagrac. I o to chyba chodzi.

