30.06.2005, 17:23
David Gilmour - dla mnie największy i najlepszy gitarzysta. Zaraz po nim byłby Mark Knopfler. Ja po prostu uwielbiam ich solówki!!!
Pozatym inni wielcy to Santana, Satriani, Clapton, Brian May (jak się zna tylko największe przeboje Queenów to można sądzić że nie jest on wirtuozem, wystarczy posłuchać np Brighton Rock i wszystko jasne, May jest doskonałym gitarzystą), Steve Lukather, Ritchie Blackmore, Jimmy Page no i oczywiście Hendrix (chociaż czytałem opinię znawców, że Hendrix nie był wirtuozem gdyż grał bardzo niedbale, mam jedną jego składankę i mi tam się jego gra podoba). Zeby było jasne - nie wymieniam tylko tych, których lubię, bo np. Satriani na dłuższą metę mnie nudzi i nie słucham go. Przypominam też o naszym podwórku - Marek Raduli, Apostolis Anthimos (pierwsza płyta SBB zagrana na totalnym przesterze, dla mnie magia dla niektórych zgrzytanie i przeraźliwy charkot, albo solo w Memencie z banalnym tryptykiem...), hmm kto jeszcze...dżemowy duet Otręba-Styczyński. Chyba o nikim nie zapomniałem...
Ano jednak zapomniałem - Waglewski.
Pozatym inni wielcy to Santana, Satriani, Clapton, Brian May (jak się zna tylko największe przeboje Queenów to można sądzić że nie jest on wirtuozem, wystarczy posłuchać np Brighton Rock i wszystko jasne, May jest doskonałym gitarzystą), Steve Lukather, Ritchie Blackmore, Jimmy Page no i oczywiście Hendrix (chociaż czytałem opinię znawców, że Hendrix nie był wirtuozem gdyż grał bardzo niedbale, mam jedną jego składankę i mi tam się jego gra podoba). Zeby było jasne - nie wymieniam tylko tych, których lubię, bo np. Satriani na dłuższą metę mnie nudzi i nie słucham go. Przypominam też o naszym podwórku - Marek Raduli, Apostolis Anthimos (pierwsza płyta SBB zagrana na totalnym przesterze, dla mnie magia dla niektórych zgrzytanie i przeraźliwy charkot, albo solo w Memencie z banalnym tryptykiem...), hmm kto jeszcze...dżemowy duet Otręba-Styczyński. Chyba o nikim nie zapomniałem...
Ano jednak zapomniałem - Waglewski.

