Pieknie rozmowa nabiera rumieńców
Ale zagadnienie wcale nie jest takie proste i na pewno bardzo złożone.
Wydaje mi się że np. w latach 80 pojęcie komercji oznaczało coś zupełnie innego niż dziś. Ukazywały sie płyty które pod względem komercyjnym i artystycznym były na jednym poziomie. Tzn. pelne smaku i którch słuchanie sprawia przyjemność i dziś. Często chyba jest tak że kiedy myślimy o komercji (muzycznej) to mamy na uwadze monopol dwóch stacji radiowych które grają to samo w kółko i niczym się nie różnią tak naprawdę pod względem muzycznym od siebie. Wtedy niezbyt przychylnym okiem patrzymy na komercję. Zresztą to samo widzimy w TV. Jednak komercja nie jest tak do końca niczym złym i jeśli miałbym pokusić się o wybranie najbardziej komercyjnej płyty DS to będzie ta którą sam wywołałem. "Walk Of Life" "Money For Nothing" czy nawet "Your Latest Trick" utwory ograne w radiu do bólu więc cały czas gdzieś dla mnie radio ma wielki wplyw i jest wyznacznikiem kształotowania czy wyrabiania sobie opinii czy coś jest komercyjne czy nie. A więc poleganie na mądrosci dziennikarzy muzycznych? W pewnym sensie tak ale przede wszystkim na ich odwadze jesli mogą grać coś więcej niż monotonny format muzyczny. To wszystko jest skomplikowane. Celowo nie wymieniłem utworu "Brothers In Arms" z tejże płyty który też zawojował radio a trudno nazwać komercyjnym. Czysty artyzm prawda? Jednak prawdziwie artystycznym osiągnięciem nazwałbym album "Love Over Gold" Natomiast w roku 1985 dIRE sTRAITS za sprawą płyty "Brothers In Arms" najbardziej swoją stylistyką zbliżył się do repertuaru nieco innego ale tak cudownie wysmakowanego że niejeden twórca marzy aby nagrać taką płytę która ewentualnie może być najbliżej komercji i która będzie ponadczasowa. A wiec gdyby się uprzeć stwierdzenie: komercja może mieć charakter ponadczasowości. Tak jak twierdzi BET wszystko zależy coś się za tym terminem kryje i jak my do niego podchodzimy.
On Every Street też nie nazwałbym komercyjną a z kolei dorobek solowy Knopflera umyka się wszelkim sklasyfikacjom i mimo że bardzo często przypomina DS to jednak od takiego powszechnego rozumienia pojęcia komercja Markowi bardzo juz daleko. Owszem pojedyńcze utwory jak najbardziej ale całokształ to jak najbardziej osiągnięcie artystyczne które przekłada sie na czasy w jakich żyjemy. BET te trzy utwory przypadkowych 10 przechodniów widzę bardzo blado. Może jednej osobie by się udalo a to też o czymś świadczy. DS było bardziej rozpoznawalne bo cześciej grane w TV i w radiu. A dlaczego częściej? Bo kawałki były bardziej radiowe czy radio w Polsce inne? Widzę że zaczynam się kręcić wokół własnej osi dlatego kończę te wypociny

Ale zagadnienie wcale nie jest takie proste i na pewno bardzo złożone.
Wydaje mi się że np. w latach 80 pojęcie komercji oznaczało coś zupełnie innego niż dziś. Ukazywały sie płyty które pod względem komercyjnym i artystycznym były na jednym poziomie. Tzn. pelne smaku i którch słuchanie sprawia przyjemność i dziś. Często chyba jest tak że kiedy myślimy o komercji (muzycznej) to mamy na uwadze monopol dwóch stacji radiowych które grają to samo w kółko i niczym się nie różnią tak naprawdę pod względem muzycznym od siebie. Wtedy niezbyt przychylnym okiem patrzymy na komercję. Zresztą to samo widzimy w TV. Jednak komercja nie jest tak do końca niczym złym i jeśli miałbym pokusić się o wybranie najbardziej komercyjnej płyty DS to będzie ta którą sam wywołałem. "Walk Of Life" "Money For Nothing" czy nawet "Your Latest Trick" utwory ograne w radiu do bólu więc cały czas gdzieś dla mnie radio ma wielki wplyw i jest wyznacznikiem kształotowania czy wyrabiania sobie opinii czy coś jest komercyjne czy nie. A więc poleganie na mądrosci dziennikarzy muzycznych? W pewnym sensie tak ale przede wszystkim na ich odwadze jesli mogą grać coś więcej niż monotonny format muzyczny. To wszystko jest skomplikowane. Celowo nie wymieniłem utworu "Brothers In Arms" z tejże płyty który też zawojował radio a trudno nazwać komercyjnym. Czysty artyzm prawda? Jednak prawdziwie artystycznym osiągnięciem nazwałbym album "Love Over Gold" Natomiast w roku 1985 dIRE sTRAITS za sprawą płyty "Brothers In Arms" najbardziej swoją stylistyką zbliżył się do repertuaru nieco innego ale tak cudownie wysmakowanego że niejeden twórca marzy aby nagrać taką płytę która ewentualnie może być najbliżej komercji i która będzie ponadczasowa. A wiec gdyby się uprzeć stwierdzenie: komercja może mieć charakter ponadczasowości. Tak jak twierdzi BET wszystko zależy coś się za tym terminem kryje i jak my do niego podchodzimy.
On Every Street też nie nazwałbym komercyjną a z kolei dorobek solowy Knopflera umyka się wszelkim sklasyfikacjom i mimo że bardzo często przypomina DS to jednak od takiego powszechnego rozumienia pojęcia komercja Markowi bardzo juz daleko. Owszem pojedyńcze utwory jak najbardziej ale całokształ to jak najbardziej osiągnięcie artystyczne które przekłada sie na czasy w jakich żyjemy. BET te trzy utwory przypadkowych 10 przechodniów widzę bardzo blado. Może jednej osobie by się udalo a to też o czymś świadczy. DS było bardziej rozpoznawalne bo cześciej grane w TV i w radiu. A dlaczego częściej? Bo kawałki były bardziej radiowe czy radio w Polsce inne? Widzę że zaczynam się kręcić wokół własnej osi dlatego kończę te wypociny
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

