03.11.2008, 20:54
Pomimo, że jestem fanem rocka progresywnego to pamiętam, że na zeszłoroczny koncert w Sopoćkowie nie nastawiałem się zbytnio a to z tego prostego powodu, że "Dżertosi" nie mieli (deilkatnie powiedziawszy) udanych ostatnich kilku płyt (tak na dobrą sprawę według mnie ostatnią dobrą była "A" z 1980 roku).
Na szczęście chłopaki pokazali się ze świetnej strony. Podejrzewam, że ze względu na "wiekowość" głosu Andersona większość utworów została rozbudowana instrumentalnie i dosyć odbiegała od orginałów studyjnych. Nie chcę aby ktoś z Was odebrał powyższe słowa, że jego głos brzmi gorzej; powiedziałbym bardziej, że brzmi dojrzalej.
Fakt pozostaje faktem, że zagrali świetnie. Bawiliśmy się rewelacyjnie. Warto było.
PS. Zagadką godną samego Sherlocka Holmesa pozostaje fakt, że nienajlepszy poziom ostatnich płyt rekompensuje... Anderson solo!!! Jego "Rupi's Dance" i "Secret Language of Birds" są po prostu powalające i śmiało możne je postawić na tej samej półce z najlepszymi dokonaniami JT z lat 70-tych.
Na szczęście chłopaki pokazali się ze świetnej strony. Podejrzewam, że ze względu na "wiekowość" głosu Andersona większość utworów została rozbudowana instrumentalnie i dosyć odbiegała od orginałów studyjnych. Nie chcę aby ktoś z Was odebrał powyższe słowa, że jego głos brzmi gorzej; powiedziałbym bardziej, że brzmi dojrzalej.
Fakt pozostaje faktem, że zagrali świetnie. Bawiliśmy się rewelacyjnie. Warto było.
PS. Zagadką godną samego Sherlocka Holmesa pozostaje fakt, że nienajlepszy poziom ostatnich płyt rekompensuje... Anderson solo!!! Jego "Rupi's Dance" i "Secret Language of Birds" są po prostu powalające i śmiało możne je postawić na tej samej półce z najlepszymi dokonaniami JT z lat 70-tych.

