06.09.2008, 10:19
Pamiętam już kiedyś mieliśmy tutaj na forum podobną dyskusję (kontynuowaną zresztą na mini zlocie w Sopocie dwa lata temu) i od tamtego czasu moje zdanie się nie zmieniło: płyta Gilmoura jest przerażająco słaba i to było jednym z powodów dla których nie wybrałem się na jego występ w Gdańsku (słuchanie na stojąco w całości gniotów z OAI wyraźnie nie zachęcało do przyjścia...) i jakoś nie ciągnie mnie do zakupu DVD z Gdańska. Moim zdaniem Gilmour się najzwyczajniej w świecie wypalił (stąd brak reaktywacji Pink Floyd). Rozumiem że koleś jest już po 60-tce i tworzenie muzyki nie jest już dla niego tak ważne jak kiedyś (zwłaszcza, że latka i wena twórcza już nie jest ta sama), ale śmieszy mnie troszkę takie niemal ślepe zapatrzenie w geniusz Gilmoura i brak obiektywizmu u wielu ortodoksyjnych fanów PF (a miałem wąptliwą przyjemność polemizowania na ten temat z kilkoma z nich).

