09.06.2005, 19:34
Ach… ciąg dalszy to była BAJKA. :wub: Wiecie ta z tych, co oczywiście kończy się szczęśliwie, ale i zaczyna się szczęśliwie i trwa szczęśliwie przez cały czas ze swoim wzlotami i … kolejnymi wzlotami… Wpierw to otrząsnęłam się z odrętwienia fizycznego (i w ruch poszedł aparat
), ale natychmiast przeszłam w stan upojenia… Oto tu przede mną stał MK… to dla mnie grał… do mnie się uśmiechał i na mnie patrzył (Accchhhh… :wub
Tego po prostu nie da się opisać… W pamięci cały czas mam obraz, jak MK przymyka oczy i gra, gra, gra… Tak jak na Torwarze MK zagrał te same piosenki, ale i tak były inne… Po prostu cudo!
Przy Song for Sonny Liston (jednej z moich prywatnie ulubionych piosenek :wub
po raz kolejny poddałam się transowi. MK rytmicznie wybijał rytm, a ja rytmicznie pogrążałam się w muzyce… W Speedway At Nazareth ściana dźwięku (słowa Andrzeja
) otoczyła nas, a ja nie mogłam się napatrzyć na Danny’ego, który z nami po prostu rozmawiał! Ten utwór całościowo należał do niego!
Przepływając od piosenki do piosenki od samego początku moje ja wewnętrzne domagało się coraz więcej… Ja poproszę, aby MK grał całą noc… ja nalegam… ja muszę… ja nie mogę… i tak MK wszedł w pierwsze dźwięki Telegraph Road… :o Jak to? Już? Tak szybko? Przecież koncert dopiero się zaczął? Ale MK nie słuchał i grał dalej, a ja… poddałam się… Kiedy utwór się skończył, tak jak na innych koncertach, chłopcy wyszli, a publiczność oszalała (to nie byli ci sami Niemcy, którzy trochę z dystansem podeszli do pierwszych utworów, to był inny naród!
… a ja wiedziałam swoje... Zaraz ich zobaczę! :wub: I weszli… i zagrali… Brothers In Arms… Po raz kolejny łezka zakręciła się w oku, a las rąk z wyciągniętymi zapalniczkami (dobrze, że ochrona pozwoliła je wnieść!
pozostanie w mojej pamięci… Było pięknie… Następnie MK zaśpiewał Money For Nothing. Gdy utwór dobiegł końca, przyszedł czas na znaną już wszystkim naradę. Jambore krzyknął Local Hero, ja też chciałam (nawet nie wiem dlaczego nie krzyknęłam), ale i tak nic to nie dało (o czym przekonaliśmy się później)… Przyszedł czas na So Far Away. W tym momencie oddaje honor sobie (sic!
) i innym uczestnikom koncertu na Torwarze, którzy nie zorientowali się, że MK zaśpiewał już znamienne słowa „Here I am again In this Warsaw Town”…
W Berlinie chyba nikt nie zorientował się, że padło Berlin Town… oczywiście poza naszą trójką pod sceną
. Krzyknęłam, zaklaskałam, ale chyba MK nic nie słyszał, a jak nawet, to mógł pomyśleć, że po prostu po raz kolejny wyrażam swoje zadowolenie
. Shangri-La to miał być ostatni utwór… W tym momencie ogarnął mnie smutek. To już naprawdę koniec… Czy ja go kiedyś zobaczę, tak jak teraz stoi przede mną? Czy usłyszę jego gitarę na żywo? … nie wiem... Utwór się skończył, MK pomachał ręką, wreszcie z bliska mogłam zobaczyć Guya (którego zasłaniał MK
), Danny też podszedł wreszcie na wyciągnięcie ręki… postali chwilkę, pomachali i wyszli, a ja niestety wiedziałam swoje… już dzisiaj na pewno ich nie zobaczę.
Skończyło się.
Staliśmy w odrętwieniu i upojeniu tak jeszcze przez chwilkę. Podszedł do nas Andrzej z resztą i obowiązkowo musieliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie pod sceną. Tylko jakoś nie chciało nam to wyjść, bo jak znalazłam osobę do zrobienia zdjęcia, to ochrona podeszła i poprosiła nas o odsunięcie się od barierki. Gdy się odsunęliśmy tak o 4 metry i ustawiliśmy się do zdjęcia, znowu podeszli! Ale za trzecim razem już nam się udało! … powoli zaczęliśmy się zbierać… weszliśmy tymi samymi schodami, co zlatywaliśmy (dosłownie i w przenośni) na dół na samym początku. Ostatni raz obejrzeliśmy się za siebie na samej górze. Co to był za widok
(zdjęcie pojawi się w ostatniej partii)!
Z takich ciekawostek, to dodam, że kropelka wody mi na głowę nie zleciała podczas koncertu (pogoda też poddała się muzyce MK!
), a MK był taki zadowolony i rozgadany… chyba ilość ludzi tak na niego wpłynęła
.
Pozostałą część historii, jak spędziliśmy resztę nocy, co działo się na granicy itp. znacie już z opowiadań moich poprzedników, więc to chyba koniec mojej krótkiej relacji!
Dziś kolejny rzut zdjęć http://republika.pl/mk_berlin_070605/partia2.html Pablosan, ten sam pomysł zaświtał mi z rana (nie ma jak więcej niż 2 godziny snu!
. Oczywiście, że przywiozę na płytce zdjęcia na zlot. Jak ktoś będzie chciał je przegrać, to proszę bardzo. One nadają się jak najbardziej do wywołania. Dam nawet te nieostre, aby każdy mógł przeprowadzić swoją własną selekcję!
A propos jutro, pojutrze, popojutrze … będę puszczać kolejne zdjęcia (tak po 10). Trochę tych zdjęć jednak jest!
Ze smutnych wiadomości to niestety mp3 do niczego się nie nadają, choć jeszcze nad nimi spróbuję popracować.
Pablosan, czekam na relację z Pragi!!!! Koniecznie, bo moje ja wewnętrzne przejdzie do czynów
!
), ale natychmiast przeszłam w stan upojenia… Oto tu przede mną stał MK… to dla mnie grał… do mnie się uśmiechał i na mnie patrzył (Accchhhh… :wub
Tego po prostu nie da się opisać… W pamięci cały czas mam obraz, jak MK przymyka oczy i gra, gra, gra… Tak jak na Torwarze MK zagrał te same piosenki, ale i tak były inne… Po prostu cudo!
Przy Song for Sonny Liston (jednej z moich prywatnie ulubionych piosenek :wub
po raz kolejny poddałam się transowi. MK rytmicznie wybijał rytm, a ja rytmicznie pogrążałam się w muzyce… W Speedway At Nazareth ściana dźwięku (słowa Andrzeja
) otoczyła nas, a ja nie mogłam się napatrzyć na Danny’ego, który z nami po prostu rozmawiał! Ten utwór całościowo należał do niego! Przepływając od piosenki do piosenki od samego początku moje ja wewnętrzne domagało się coraz więcej… Ja poproszę, aby MK grał całą noc… ja nalegam… ja muszę… ja nie mogę… i tak MK wszedł w pierwsze dźwięki Telegraph Road… :o Jak to? Już? Tak szybko? Przecież koncert dopiero się zaczął? Ale MK nie słuchał i grał dalej, a ja… poddałam się… Kiedy utwór się skończył, tak jak na innych koncertach, chłopcy wyszli, a publiczność oszalała (to nie byli ci sami Niemcy, którzy trochę z dystansem podeszli do pierwszych utworów, to był inny naród!
… a ja wiedziałam swoje... Zaraz ich zobaczę! :wub: I weszli… i zagrali… Brothers In Arms… Po raz kolejny łezka zakręciła się w oku, a las rąk z wyciągniętymi zapalniczkami (dobrze, że ochrona pozwoliła je wnieść!
pozostanie w mojej pamięci… Było pięknie… Następnie MK zaśpiewał Money For Nothing. Gdy utwór dobiegł końca, przyszedł czas na znaną już wszystkim naradę. Jambore krzyknął Local Hero, ja też chciałam (nawet nie wiem dlaczego nie krzyknęłam), ale i tak nic to nie dało (o czym przekonaliśmy się później)… Przyszedł czas na So Far Away. W tym momencie oddaje honor sobie (sic!
) i innym uczestnikom koncertu na Torwarze, którzy nie zorientowali się, że MK zaśpiewał już znamienne słowa „Here I am again In this Warsaw Town”…
W Berlinie chyba nikt nie zorientował się, że padło Berlin Town… oczywiście poza naszą trójką pod sceną
. Krzyknęłam, zaklaskałam, ale chyba MK nic nie słyszał, a jak nawet, to mógł pomyśleć, że po prostu po raz kolejny wyrażam swoje zadowolenie
. Shangri-La to miał być ostatni utwór… W tym momencie ogarnął mnie smutek. To już naprawdę koniec… Czy ja go kiedyś zobaczę, tak jak teraz stoi przede mną? Czy usłyszę jego gitarę na żywo? … nie wiem... Utwór się skończył, MK pomachał ręką, wreszcie z bliska mogłam zobaczyć Guya (którego zasłaniał MK
), Danny też podszedł wreszcie na wyciągnięcie ręki… postali chwilkę, pomachali i wyszli, a ja niestety wiedziałam swoje… już dzisiaj na pewno ich nie zobaczę.Skończyło się.

Staliśmy w odrętwieniu i upojeniu tak jeszcze przez chwilkę. Podszedł do nas Andrzej z resztą i obowiązkowo musieliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie pod sceną. Tylko jakoś nie chciało nam to wyjść, bo jak znalazłam osobę do zrobienia zdjęcia, to ochrona podeszła i poprosiła nas o odsunięcie się od barierki. Gdy się odsunęliśmy tak o 4 metry i ustawiliśmy się do zdjęcia, znowu podeszli! Ale za trzecim razem już nam się udało! … powoli zaczęliśmy się zbierać… weszliśmy tymi samymi schodami, co zlatywaliśmy (dosłownie i w przenośni) na dół na samym początku. Ostatni raz obejrzeliśmy się za siebie na samej górze. Co to był za widok
(zdjęcie pojawi się w ostatniej partii)!Z takich ciekawostek, to dodam, że kropelka wody mi na głowę nie zleciała podczas koncertu (pogoda też poddała się muzyce MK!
), a MK był taki zadowolony i rozgadany… chyba ilość ludzi tak na niego wpłynęła
.Pozostałą część historii, jak spędziliśmy resztę nocy, co działo się na granicy itp. znacie już z opowiadań moich poprzedników, więc to chyba koniec mojej krótkiej relacji!
Dziś kolejny rzut zdjęć http://republika.pl/mk_berlin_070605/partia2.html Pablosan, ten sam pomysł zaświtał mi z rana (nie ma jak więcej niż 2 godziny snu!
. Oczywiście, że przywiozę na płytce zdjęcia na zlot. Jak ktoś będzie chciał je przegrać, to proszę bardzo. One nadają się jak najbardziej do wywołania. Dam nawet te nieostre, aby każdy mógł przeprowadzić swoją własną selekcję!A propos jutro, pojutrze, popojutrze … będę puszczać kolejne zdjęcia (tak po 10). Trochę tych zdjęć jednak jest!
Ze smutnych wiadomości to niestety mp3 do niczego się nie nadają, choć jeszcze nad nimi spróbuję popracować.
Pablosan, czekam na relację z Pragi!!!! Koniecznie, bo moje ja wewnętrzne przejdzie do czynów
!

