09.06.2005, 08:58
Cytat:Originally posted by ptyś@Jun 8 2005, 07:42 PMhej, rewelacja, ciarki i czuje sie jakbym tam byl...
Z góry przepraszam za mało profesjonalny tekst, ale oblałam kurs eksternistyczny z dziennikarstwa zakupiony przez Andrzeja![]()
Zacznę od tego, że byliśmy pod bramą wejściową już o 16. Miejsce koncertu znajdowało się na końcu Berlina (konkretnie niedaleko stacji Pichelsberg). Jest to, jak już Andrzej wcześniej wspominał, opera leśna... Zatem temat pogody był dość dla nas ważny, a pogoda ewidentnie nam nie sprzyjała… Wizja ulewy przemykała mi przez myśl za każdym razem, jak zaczynało kropić. Jednak trochę było jeszcze do koncertu i aby jakoś przetrwać do 18 (wtedy mieli wpuszczać) musieliśmy sobie coś zorganizować. Inaczej ja na pewno bym oszalała na miejscu i w przypływie emocji bym się wdarła siłą na teren. Myśl, że już kwestia godzin dzieli od zobaczenia MK, może wpłynąć na człowieka w zaskakujący sposób… Pierwsze co zrobiliśmy, to poszliśmy się napić piwa… niemieckiego. Jakiś Niemiec, jak to usłyszał, rzucił za nami „German beer is chemical-free” Wiedzieliśmy, że jesteśmy wśród swoich
. Piwo było naprawdę dobre
… potem przyszedł czas, aby ustalić taktykę wniesienia sprzętu na teren. Żeby mieć pewność, że fani zgromadzeni pod bramą wiedzą, że nie należy wnosić sprzętu, wpierw na telebimie obok bramy pokazał się napis w języku niemieckim, a potem przez megafon powtórzono treść tego napisu (jakby ktoś nie umiał czytać)… ale my nie znamy niemieckiego
… w ogóle nie wiedzieliśmy o co im chodzi…
normalnie bez żadnych pytań i sprawiania problemów wnieśliśmy sprzęt, choć nie był on najmniejszy (z opóźnieniem weszliśmy około 18.20 - niemiecka precyzja zawiodła)! Oczywiście patrzyli do plecaków, ale na szczęście mają chyba problemy wzrokowo-czuciowe
Przyjęliśmy nawet 4 taktyki. Pierwsza jak wyżej, druga miała polegać na powołaniu się na inne koncerty, które już się odbyły. Trzecia zakładała tzw. polską perswazję (szczegóły innym razem
), czwarta to miało być wołanie o pomoc i widzenie się z MK
No… ale poszło bez problemów, choć widać było już na koncercie, że chyba były tylko 3 czy 4 aparaty na 20 tysięcy ludzi! Niemcy ewidentnie się wystraszyli i sprzętu nie wzięli… Po biegu przez las w dół ścieżki, potem po schodach dość stromych (także w dół
), ja i Jambore znaleźliśmy się w drugim rzędzie pod sceną (w odległości około 3,5m od mikrofonu :wub: ), a Andrzej z resztą ekipy na jednych z lepszych miejsc siedzących… Pozostały jeszcze tylko 2 godziny...
O dziwo, ludzie, którzy wchodzili przez pierwszą godzinę, siadali, a płyta (jeżeli można ją tak nazwać) była zajęta tylko w 20%. Nawet myślałam, że jak cały amfiteatr zapełni się w choć 1/3, to będzie dobrze… Jakoś z Jambore, hamując chęć rzucenia się na scenę i potem na jej tyły (które tak przy okazji są jednym wielkim bunkrem), zaczęliśmy przygotowywać sprzęt. W trakcie dołączyła do nas żona Andrzeja… i tak powstała z nas grupa
Gdy dzieliły nas tylko minuty (gdzieś tak 12
), obejrzałam się za siebie… i dosłownie osłupiałam… cały amfiteatr był zajęty, a na „płytę” już nie wpuszczali ludzie. Było nas tak z 20 tysięcy! Po prostu niesamowity widok… coś wspaniałego…
No i nadszedł ten moment… była 20…a MK nie było widać nigdzie! Potem była 20.01, 20.02, 20.03… a publiczność zaczynała już wykazywać pewne zniecierpliwienie (jeden facet tuż przy barierce na samym środku wołał MARK za każdym razem, jak wchodził ktokolwiek, nawet obsługa techniczna na scenę, aby zdjąć folie ze sprzętu… sic!…
Była chyba 20.15… kto w takim momencie patrzy się na zegarek?gdy wszedł ON i weszli ONI… i tak mnie zamurowało, nogi się pode mną ugięły, a o aparacie kompletnie zapomniałam… Na Torwarze miałam te same objawy, ale tam nie miałam aparatu!...Trwałam w tym osłupieniu tak z parę chwil, do momentu, gdy usłyszałam pierwsze dźwięki "Why Aye Man"… Tak… w taki sposób zaczął się koncert, który stał się jednym z moich ważniejszych momentów w życiu… :wub:
To chyba tyle na teraz… pierwsza partia zdjęć do obejrzenia pod tym adresem http://republika.pl/mk_berlin_070605/
Szybko stworzyłam tę stronkę… Nie jest idealna… Jest to pierwszy rzut zdjęć… Są one w owiele mniejszej rozdzielczości niż w rzeczywistości. Jak komuś spodoba się jakieś konkretne zdjęcie, to proszę o maila i prześlę go mu w odpowiednim rozmiarze ( gotowym już do wywołania)…
![]()
Zdjecia super!!!!!!!!!
az korci zeby opisac nasz (Dominiki i moj) koncert w Pradze
A long time ago came a man on a track...


. Myśl, że już kwestia godzin dzieli od zobaczenia MK, może wpłynąć na człowieka w zaskakujący sposób… Pierwsze co zrobiliśmy, to poszliśmy się napić piwa… niemieckiego. Jakiś Niemiec, jak to usłyszał, rzucił za nami „German beer is chemical-free” Wiedzieliśmy, że jesteśmy wśród swoich
… w ogóle nie wiedzieliśmy o co im chodzi…
No… ale poszło bez problemów, choć widać było już na koncercie, że chyba były tylko 3 czy 4 aparaty na 20 tysięcy ludzi! Niemcy ewidentnie się wystraszyli i sprzętu nie wzięli… Po biegu przez las w dół ścieżki, potem po schodach dość stromych (także w dół