06.06.2008, 00:07
cdn
wlasnie wrocilem z koncertu z Manheim - the Police
ale teraz nie o tym
hala w Luxemburgu pelna, las glow i rak, j przyklejony do barierki
o 20,45 wchdzi druzyna Marka i zaczynaja wszyscy w bardzo dobrych humorach Mark pokrzykuje i zaczynaja, jak ja to mowie niby to samo al nir to samo,
publika byla nakrcona juz przed ale teraz robi sie jeszcze bardziej goraco i glosno z utworu na utwor , Mark oczywiscie w swojej koszulce w ciapki no i jak to mowi Jambore w jeansach "what is this" wtajemniczenie wiedza a nie wtajemniczonym mowie ze Mark na lewej nogawce jeansow mial jakas skaze. ( moze to tak jak z gitarami jeansy dla Marka specjalnie robione
na sali zaleznie od utworu wrzawa albo kompletna cisza i kontemplacja
bardzo ostro zagrane farmerski blus, marblatawn przecudownie improwizowane i wygibane przez Glena i Jasia jakby chlopcy sprezyny w nogach mieli.
wybuch na sultanach i tak juz zostalo
mala zmiana w programie , poniewaz poczta nawalila niedoszly pocztowki z paragwaju
speedway , myslaelm ze powiekszony National Dennego zaczepi ale nie zatrzymal sie w pore
telagraph - Mark znowu odlatywal
dlugie brava na bisy - bis podwojny jak w warszawie
i chlopaki byli wzruszenie i radosni
denny podszedl na skrawek sceny i z kims sie zlapal za reke
mark rowniez przybil piatke i dal szesliwcowi kostke to bylo po Shangri - La
ale mial nawtykanych a statyw kilka tych kostek wiec chyba nie zbiednial
na koniec going home mocno zagrane
i dlugie owacje
chociaz nogi mi prawie weszly taam gdzie koncza sie plecy to wytrwalem do konca, dobrze ze na pecherz nie cisnelo bo by czlowiek nie wyszedl tak bylo tloczno
po koncercie musialem czekac z 30 min by w ogole sie ruszyc i wyjechac, niechialo mi sie tak bym tu zostal jeszcze gdyby byl jeszcze raz koncert Marka
wracajac znowu zaczelo padac, to chyba jakas tradycja
i znowu brzmial telegraph road
ucieszony ale i zmeczony tylko to przeed 2.00 wstapilem w progi swojego pokoju
co to byl za dzien, co to byl za koncert
ciekawe kiedy Marka zobacze znow na zywo, mialem takie pyytanie
pozdrawiam
mialem zaczac nowy teat
ale tu naapisze , po tych kilku koncertach powiem ze t trasa podobala mi sie bardziej niz trasa Shangri-La
utwory bardziej zroznicowane, bogactwo dzwiekow aranzacji wystroj sceny i wszechstronnosc Marka
na tym koniec jutro napisze o the Police
wlasnie wrocilem z koncertu z Manheim - the Police
ale teraz nie o tym
hala w Luxemburgu pelna, las glow i rak, j przyklejony do barierki
o 20,45 wchdzi druzyna Marka i zaczynaja wszyscy w bardzo dobrych humorach Mark pokrzykuje i zaczynaja, jak ja to mowie niby to samo al nir to samo,
publika byla nakrcona juz przed ale teraz robi sie jeszcze bardziej goraco i glosno z utworu na utwor , Mark oczywiscie w swojej koszulce w ciapki no i jak to mowi Jambore w jeansach "what is this" wtajemniczenie wiedza a nie wtajemniczonym mowie ze Mark na lewej nogawce jeansow mial jakas skaze. ( moze to tak jak z gitarami jeansy dla Marka specjalnie robione
na sali zaleznie od utworu wrzawa albo kompletna cisza i kontemplacja
bardzo ostro zagrane farmerski blus, marblatawn przecudownie improwizowane i wygibane przez Glena i Jasia jakby chlopcy sprezyny w nogach mieli.
wybuch na sultanach i tak juz zostalo
mala zmiana w programie , poniewaz poczta nawalila niedoszly pocztowki z paragwaju
speedway , myslaelm ze powiekszony National Dennego zaczepi ale nie zatrzymal sie w pore
telagraph - Mark znowu odlatywal
dlugie brava na bisy - bis podwojny jak w warszawie
i chlopaki byli wzruszenie i radosni
denny podszedl na skrawek sceny i z kims sie zlapal za reke
mark rowniez przybil piatke i dal szesliwcowi kostke to bylo po Shangri - La
ale mial nawtykanych a statyw kilka tych kostek wiec chyba nie zbiednial
na koniec going home mocno zagrane
i dlugie owacje
chociaz nogi mi prawie weszly taam gdzie koncza sie plecy to wytrwalem do konca, dobrze ze na pecherz nie cisnelo bo by czlowiek nie wyszedl tak bylo tloczno
po koncercie musialem czekac z 30 min by w ogole sie ruszyc i wyjechac, niechialo mi sie tak bym tu zostal jeszcze gdyby byl jeszcze raz koncert Marka
wracajac znowu zaczelo padac, to chyba jakas tradycja
i znowu brzmial telegraph road
ucieszony ale i zmeczony tylko to przeed 2.00 wstapilem w progi swojego pokoju
co to byl za dzien, co to byl za koncert
ciekawe kiedy Marka zobacze znow na zywo, mialem takie pyytanie
pozdrawiam
mialem zaczac nowy teat
ale tu naapisze , po tych kilku koncertach powiem ze t trasa podobala mi sie bardziej niz trasa Shangri-La
utwory bardziej zroznicowane, bogactwo dzwiekow aranzacji wystroj sceny i wszechstronnosc Marka
na tym koniec jutro napisze o the Police

