01.06.2008, 01:16
Owszem.
3 maja, dzień po koncercie na Torwarze, spakowałem się i w tempie ekspresowym przyjechałem do Berlina. Zostawiłem auto pod akademikiem, przebrałem się, ucałowałem dziewczynę, wzišłem bilet w garć i wybiegłem na autobus. Cel - Velodrom i drugie spotkanie z Markiem.
Pech chciał, że strajkowała komunikacja miejska, o czym nie miałem zielonego pojęcia. Widniejšce w planie autobusy nie kursowały, ale fartem udało się wskoczyć do jedynego żółtego, snujšcego się po okolicy. Po półgodzinnej jedzie wród spoconych i kaszlšcych ludzi czekała mnie przesiadka. Kolejnym rodkiem transportu miał być S-Bahn. Zegar tykał, a do mojego pocišgu zostało mi aż 13 długich minut. 10 minut... 7 minut.... 3 minuty.... I komunikat w głonikach-> "Pocišg S42 wypadł. Proszę czekać na nastepny, który nadjedzie za 13 minut" I znowu czekanie. Telefon do kolegi. On też ma problem z dojechaniem. Również będzie na styk. Póno. Dużo za póno żeby mieć miejsce przy scenie. Tyle moich starań miałoby pójć na marne? Misternie zaplanowany weekend miałby być zepsuty przez głupi strajk komunikacji miejskiej?!
Nadjechał w końcu długo oczekiwany pocišg. Ledwo wcisnšłem swoje zwłoki do rodka. Dojeżdżam na przystanek pod Velodromem, wybiegam czym prędzej z wagonu i szukam drogowskazu... Co chwila spoglšdam na zegarek. Póno już... Obym zdšżył! W tym samym momencie na moim mp3 playerze zabrzmiało "What it is"... Na myl przyszedł mi od razu teledysk Marka
Wiedziałem już, że cała sytuacja się zakończy dobrze. Musi się dobrze zakończyć.
I tak też się stało. Miejsce miałem znakomite. Kolega również zdšżył na czas i się bez problemu odnalelimy. Teraz zawsze jak się spieszę na autobus czy pocišg w głowie "włšcza" mi się ta piosenka. Gdy zbiegam ze schodów, a już jestem spóniony oraz gdy wszystko robię "na styk" B)
"It's What It Is Now..."
3 maja, dzień po koncercie na Torwarze, spakowałem się i w tempie ekspresowym przyjechałem do Berlina. Zostawiłem auto pod akademikiem, przebrałem się, ucałowałem dziewczynę, wzišłem bilet w garć i wybiegłem na autobus. Cel - Velodrom i drugie spotkanie z Markiem.
Pech chciał, że strajkowała komunikacja miejska, o czym nie miałem zielonego pojęcia. Widniejšce w planie autobusy nie kursowały, ale fartem udało się wskoczyć do jedynego żółtego, snujšcego się po okolicy. Po półgodzinnej jedzie wród spoconych i kaszlšcych ludzi czekała mnie przesiadka. Kolejnym rodkiem transportu miał być S-Bahn. Zegar tykał, a do mojego pocišgu zostało mi aż 13 długich minut. 10 minut... 7 minut.... 3 minuty.... I komunikat w głonikach-> "Pocišg S42 wypadł. Proszę czekać na nastepny, który nadjedzie za 13 minut" I znowu czekanie. Telefon do kolegi. On też ma problem z dojechaniem. Również będzie na styk. Póno. Dużo za póno żeby mieć miejsce przy scenie. Tyle moich starań miałoby pójć na marne? Misternie zaplanowany weekend miałby być zepsuty przez głupi strajk komunikacji miejskiej?!
Nadjechał w końcu długo oczekiwany pocišg. Ledwo wcisnšłem swoje zwłoki do rodka. Dojeżdżam na przystanek pod Velodromem, wybiegam czym prędzej z wagonu i szukam drogowskazu... Co chwila spoglšdam na zegarek. Póno już... Obym zdšżył! W tym samym momencie na moim mp3 playerze zabrzmiało "What it is"... Na myl przyszedł mi od razu teledysk Marka
Wiedziałem już, że cała sytuacja się zakończy dobrze. Musi się dobrze zakończyć. I tak też się stało. Miejsce miałem znakomite. Kolega również zdšżył na czas i się bez problemu odnalelimy. Teraz zawsze jak się spieszę na autobus czy pocišg w głowie "włšcza" mi się ta piosenka. Gdy zbiegam ze schodów, a już jestem spóniony oraz gdy wszystko robię "na styk" B)
"It's What It Is Now..."

