22.05.2008, 17:13
a teraz to telewizory 52 calowe, płyty BluRay oraz Mark, który tworzy katorge przez słuchawki mp3 
Ale Piotrze, to jak powstało CD i dorobiłes sie odtwarzacza to poznałes Marka na nowo, tak? Po kasetach SONY i słuchaniu na tym czym z tego linka, Dire Straits przeszło metamorfoze?Nagle można było odróżnić gitere od bandeonu, perkusje od od pokrywek w kuchni, a saksofon od dzwięku rury wodocišgowej?
Szczerze Wam powiem, ze mam takš swojš ulubiona kasete z koncertem Grzegorza Turnaua z 1993 roku "Turnau w Trójce". Nie bede wysyłał linków na czym tej kasety słuchałem, ale przyznam sie, ze czasami wsadzam jš do radiomagnetofonu i słucham z łzami w oczach (no może przerysowałem troche)
. Ten przyspieszony, albo zwolniony dzwiek miejscami, ten głosny wokal, albo jakie dziwne uszkodzenia tamy- to ma niepowtarzalny klimat. Pare lat temu kupiłem CD z tym koncertem i przyznam sie, ze wole sobie pucić jak mam okazje tš mojš starš, wymęczonš kasete. Nie chodzi tutaj o jakoć dzwieku, ale o sentyment do tych uchybień tamy. Do teraz jak słucham "Kawałek Cienia" to brakuje mi np. sekundowej przerwy w pierwszej zwrotce- taka mi się zrobila jak przez przypadek nadusiłem kiedys przycisk REC zamiast PLAY 
Dlatego bez względu na jakoć, najważniejsze sš przezycia zwišzane z muzyka jakiej słuchamy. Odbieramy uchem, ale dzwięk "obrabiamy" na własny sposób w głowie...Tak mi sie wydaje

Ale Piotrze, to jak powstało CD i dorobiłes sie odtwarzacza to poznałes Marka na nowo, tak? Po kasetach SONY i słuchaniu na tym czym z tego linka, Dire Straits przeszło metamorfoze?Nagle można było odróżnić gitere od bandeonu, perkusje od od pokrywek w kuchni, a saksofon od dzwięku rury wodocišgowej?
Szczerze Wam powiem, ze mam takš swojš ulubiona kasete z koncertem Grzegorza Turnaua z 1993 roku "Turnau w Trójce". Nie bede wysyłał linków na czym tej kasety słuchałem, ale przyznam sie, ze czasami wsadzam jš do radiomagnetofonu i słucham z łzami w oczach (no może przerysowałem troche)
. Ten przyspieszony, albo zwolniony dzwiek miejscami, ten głosny wokal, albo jakie dziwne uszkodzenia tamy- to ma niepowtarzalny klimat. Pare lat temu kupiłem CD z tym koncertem i przyznam sie, ze wole sobie pucić jak mam okazje tš mojš starš, wymęczonš kasete. Nie chodzi tutaj o jakoć dzwieku, ale o sentyment do tych uchybień tamy. Do teraz jak słucham "Kawałek Cienia" to brakuje mi np. sekundowej przerwy w pierwszej zwrotce- taka mi się zrobila jak przez przypadek nadusiłem kiedys przycisk REC zamiast PLAY 
Dlatego bez względu na jakoć, najważniejsze sš przezycia zwišzane z muzyka jakiej słuchamy. Odbieramy uchem, ale dzwięk "obrabiamy" na własny sposób w głowie...Tak mi sie wydaje

