06.06.2005, 14:33
Widzę, że rozgorzała "różowa dyskusja"
Fajnie. Dla mnie jeden z najw. zespołów. Nie będę sie tu rozpisywał a byłoby co pisać. Kiedy po płycie "The Final Cut" z zespołu odszedł Roger Waters (choć już ten album jest uważany za solowe dzieło RW) wielu wyrokowało koniec PF. A jednak nagrali dwie przepiękne płyty i tylko życzyłbym sobie aby taką muzykę tworzyli już zawsze. Szkoda, że są najbardziej leniwą grupą świata. Sam Roger Waters to zupełnia inna historia. Trzy jego albumy to mistrzostwo świata aczkolwiek trzy bardzo różne od siebie albumy. Kto by sie w ogóle spodziewał, że 20 lat temu RW nagra taką płytę jak "The Pros... niepodobną do tego co tworzył wcześniej. Albo "Radio KAOS" też zaskakująca propozycja. Dla mnie apogeum to album "Amused To Death" najbardziej "różowy" ze wszystkich i od początku do końca POWALAJĄCY. Koniec końców uważam, że Roger Waters nie potrzebuje Pink Floyd a Dave Gilmour owszem...
Fajnie. Dla mnie jeden z najw. zespołów. Nie będę sie tu rozpisywał a byłoby co pisać. Kiedy po płycie "The Final Cut" z zespołu odszedł Roger Waters (choć już ten album jest uważany za solowe dzieło RW) wielu wyrokowało koniec PF. A jednak nagrali dwie przepiękne płyty i tylko życzyłbym sobie aby taką muzykę tworzyli już zawsze. Szkoda, że są najbardziej leniwą grupą świata. Sam Roger Waters to zupełnia inna historia. Trzy jego albumy to mistrzostwo świata aczkolwiek trzy bardzo różne od siebie albumy. Kto by sie w ogóle spodziewał, że 20 lat temu RW nagra taką płytę jak "The Pros... niepodobną do tego co tworzył wcześniej. Albo "Radio KAOS" też zaskakująca propozycja. Dla mnie apogeum to album "Amused To Death" najbardziej "różowy" ze wszystkich i od początku do końca POWALAJĄCY. Koniec końców uważam, że Roger Waters nie potrzebuje Pink Floyd a Dave Gilmour owszem...
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

