05.06.2005, 19:44
Zgadzam się że Waters miał ogromny wpływ na płyty Pink Floyd, jednak powstały one w efekcie pracy zespołowej! To nie są tylko płyty Watersa (ani Gilmoura). W czasach Dark Side czy WYWH w zespole panowały dobre stosunki, co sprzyjało powstawaniu takich dzieł. Waters jednak doprowadził do zniszczenia tego (odsyłam do historii zespołu). Sytuację pogorszył jeszcze pewien makler (albo biznesmen), co zmusiło zespół do nagrania The Wall, która mimo iż jest (genialnym) dziełem Watersa, zmieniła się bardzo pod wpływem inwencji muzyków Pink Floyd. Podobno muzycznie była do kitu, Gilmour twierdził że nie dało się tego słuchać. Zresztą najlepszy kawałek (comfortably numb) jest jego. A Division Bell to arcydzieło, Momentary lapse of reason słabsza, ale Sorrow to muzyczny majstersztyk. A Waters? Na swoich płytach bardziej deklamuje niż śpiewa, a nawet w dobrych kawałkach (czy bardzo dobrych jak Amused to death) brakuje mi czegoś. A na DB czy MLOR Watersa nie brakuje wcale, podobnie jak na PULSE czy Delicate sound of thunder. Czegoś ci na nich brakuje?? chyba wiem o co ci chodzi, też tak miałem ale cóż to nie Pompeje.

