13.05.2008, 20:55
Witam wszystkich... Po długim czasie przerwy (nie wiem, czy jeszcze kto mnie pamięta
) muszę sie odezwać, bo przecież i ja tam byłem, miód i wino (czyt. muzykę) piłem...
Muszę powiedzieć, że z kilku powodów Praga wywarła na mnie OGROMNE wrażenie i nie mam tu na myli pięknego skšdinšd miasta...
Po pierwsze wiadomo, ze każdy koncert, każdy kontakt z muzykš Marka na żywo wywołuje lawinę zupełnie innych emocji, innych odczuć niż słuchanie jej z płyt, z czego każdy przecież doskonale zdaje sobie sprawę.
Po drugie... z różnych powodów nie miałem możliwoci widzieć koncertu w Warszawie a także, co szczególnie podniosło poziom odbioru, nie miałem możliwoci zaglšdania na Forum i ZUPEŁNIE nie miałem pojęcia jak wyglšdała setlista na pozostałych koncertach, jak to brzmiało, jacy muzycy będš towarzyszyć Markowi, jak wyglšda scena (!!! - tu WIELKA niespodzianka)... po prostu NIC! Wyobracie sobie jak musiał wyglšdać mój zachwyt i jak wyglšdał mój odbiór koncertu... Co niesamowitego... dreszcze co drugi utwór, co mogło grozić jakš permanentnš telepkš albo co, więc dobrze że dotrwałem cały i zdrowy do końca
Po trzecie... po raz pierwszy byłem na koncercie z żonš, więc sami wiecie jak bardzo chciałem jej pokazać czym jest muzyka Marka na żywo, jakie emocje towarzyszš takiemu wydarzeniu... No i kobita się zakochała
w muzyce Marka i... w Johnu McCuskerze
niele, niele...
Po czwarte... przyjechała ze mnš ekipa, która Marka zna... hmm... powiedzmy sobie z Walk Of Life lub Romeo & Juliet. Przynajmniej niektórzy z nich... I co? I rzec by można cud nawrócenia...
A tak poważnie... dawno nie widziałem takiego zdziwienia, szacunku dla tej muzyki, dla muzyków... ich słowa po koncercie: "głęboki ukłon dla artystów, którzy duszę poruszajš i nogi męczš...
" mówiš same za siebie...
Te wszystkie wrażenia spowodowały, że dzień ten od samego rana był wyjštkowy. Przyjechalimy do Pragi z żonš w sobotę. Z racji wykonywanego zawodu pisaczy przewodników spędzilimy na miecie wiele, wiele godzin i muszę powiedzieć, że dało się zauważyć delikatnš mgiełkę poruszenia zwišzanš z koncertem Marka... wydawać by się mogło, że w tak oblężonej twierdzy turystycznej trudno cokolwiek zauważyć, a jednak... liczne plakaty na miecie obwieszczajšce koncert, grupki ludzi z koszulkami (!!! tak, tak... były grupki fanów z Holandii i Czech, którzy też "umundorowali" się w koszulki
) a w okolicach Hotelu pod salš koncertowš już od soboty wieczora kręciły się grupki Rudigerów liczšc na łut szczęcia... być może niektórym sie udało.... Jednym zdaniem, jak się chce znaleć atmosferę koncertu, to nawet w tak zatłoczonej Pradze można zauważyć. Swojš droga ciekaw jestem, czy Mark z ekipš czasem wyjdš na miasto... popatrzeć chociaż na kilka sztandarowych miejsc? Mylę, że w takich miejscach jak Praga mogliby zaszyć się w tłumie niezauważeni.
To tak na goršco odnonie moich wrażeń z koncertu. Wkrótce zdjęcia, bo mimo wszystkich afer z tym zwišzanych kilka fajnych fotek udało mi się zrobić.
) muszę sie odezwać, bo przecież i ja tam byłem, miód i wino (czyt. muzykę) piłem...Muszę powiedzieć, że z kilku powodów Praga wywarła na mnie OGROMNE wrażenie i nie mam tu na myli pięknego skšdinšd miasta...
Po pierwsze wiadomo, ze każdy koncert, każdy kontakt z muzykš Marka na żywo wywołuje lawinę zupełnie innych emocji, innych odczuć niż słuchanie jej z płyt, z czego każdy przecież doskonale zdaje sobie sprawę.
Po drugie... z różnych powodów nie miałem możliwoci widzieć koncertu w Warszawie a także, co szczególnie podniosło poziom odbioru, nie miałem możliwoci zaglšdania na Forum i ZUPEŁNIE nie miałem pojęcia jak wyglšdała setlista na pozostałych koncertach, jak to brzmiało, jacy muzycy będš towarzyszyć Markowi, jak wyglšda scena (!!! - tu WIELKA niespodzianka)... po prostu NIC! Wyobracie sobie jak musiał wyglšdać mój zachwyt i jak wyglšdał mój odbiór koncertu... Co niesamowitego... dreszcze co drugi utwór, co mogło grozić jakš permanentnš telepkš albo co, więc dobrze że dotrwałem cały i zdrowy do końca
Po trzecie... po raz pierwszy byłem na koncercie z żonš, więc sami wiecie jak bardzo chciałem jej pokazać czym jest muzyka Marka na żywo, jakie emocje towarzyszš takiemu wydarzeniu... No i kobita się zakochała
w muzyce Marka i... w Johnu McCuskerze
niele, niele...Po czwarte... przyjechała ze mnš ekipa, która Marka zna... hmm... powiedzmy sobie z Walk Of Life lub Romeo & Juliet. Przynajmniej niektórzy z nich... I co? I rzec by można cud nawrócenia...
A tak poważnie... dawno nie widziałem takiego zdziwienia, szacunku dla tej muzyki, dla muzyków... ich słowa po koncercie: "głęboki ukłon dla artystów, którzy duszę poruszajš i nogi męczš...
" mówiš same za siebie...Te wszystkie wrażenia spowodowały, że dzień ten od samego rana był wyjštkowy. Przyjechalimy do Pragi z żonš w sobotę. Z racji wykonywanego zawodu pisaczy przewodników spędzilimy na miecie wiele, wiele godzin i muszę powiedzieć, że dało się zauważyć delikatnš mgiełkę poruszenia zwišzanš z koncertem Marka... wydawać by się mogło, że w tak oblężonej twierdzy turystycznej trudno cokolwiek zauważyć, a jednak... liczne plakaty na miecie obwieszczajšce koncert, grupki ludzi z koszulkami (!!! tak, tak... były grupki fanów z Holandii i Czech, którzy też "umundorowali" się w koszulki
) a w okolicach Hotelu pod salš koncertowš już od soboty wieczora kręciły się grupki Rudigerów liczšc na łut szczęcia... być może niektórym sie udało.... Jednym zdaniem, jak się chce znaleć atmosferę koncertu, to nawet w tak zatłoczonej Pradze można zauważyć. Swojš droga ciekaw jestem, czy Mark z ekipš czasem wyjdš na miasto... popatrzeć chociaż na kilka sztandarowych miejsc? Mylę, że w takich miejscach jak Praga mogliby zaszyć się w tłumie niezauważeni. To tak na goršco odnonie moich wrażeń z koncertu. Wkrótce zdjęcia, bo mimo wszystkich afer z tym zwišzanych kilka fajnych fotek udało mi się zrobić.
Sometimes you`re the windshield...
Sometimes you`re the bug...
Sometimes you`re the bug...

