11.05.2008, 21:53
Włanie - co sšdzicie poruszaniu się panów z Dire Straits na scenie? Szczerze mówišc jak sobie oglšdam Alchemy czy Sydney trochę drażnie mnie to kołyszenie się przy żwawszych kawałkach i nieustanny umiech na twarzy. Zgoda - wietnie, że panowie czerpiš radoć z grania, ale momentami miać mi się chce z tego. Jakby nie mogli usiedzieć w jednym miejscu albo tak troszkę finezji dodać do sposobu poruszania się, elegancji... powagi... Moim zdaniem jest to jeden z (oczywicie niewielu) minusów wizualnych koncertów DS szczególnie z lat 80.
Nie gram z nut, gram z serca

