05.06.2005, 09:34
Bet bardzo lubie "The Divioson Bell", ale "Amused to Death" Rogera przebija ta płyte o kilka milionów lat swietlnych
dla mnie. Też kiedys uwazalem ze Pink Floyd=Gilmour przede wszystkim, ale jak zaczalem czytac troche wiecej o Floydach na necie to okazalo sie ze bylem w bledzie i zrozumiałem, jak wiele Pink Floyd zawdzieczaja Rogerowi Watersowi, to on był "ojcem" m.in. TDSOTMoon", WYWHere", The Wall czy The Final Cut
. Bez jego geniusza twórczego nie było by legendy PF moim subiektywnym zdaniem.
dla mnie. Też kiedys uwazalem ze Pink Floyd=Gilmour przede wszystkim, ale jak zaczalem czytac troche wiecej o Floydach na necie to okazalo sie ze bylem w bledzie i zrozumiałem, jak wiele Pink Floyd zawdzieczaja Rogerowi Watersowi, to on był "ojcem" m.in. TDSOTMoon", WYWHere", The Wall czy The Final Cut
. Bez jego geniusza twórczego nie było by legendy PF moim subiektywnym zdaniem.
A long time ago came a man on a track...

