01.03.2008, 20:09
Ed Bicknell jest wyranie złoliwy i jakby troche rozgoryczony mimo upływajšcego czasu. Dokument mało obiektywny bardzo stronniczy. Od 1977 roku muzycy w DS przychodzili i odchodzili trochę się ich już uzbierało. I aby nie wyszlo że ja jestem mało obiektywny to lepiej od razu zaznaczę że na pewno Mark nie był łatwy we współpracy dla wszystkich którzy się przewinęli przez DS. Wiadomo Dawid mial swojš wizję Mark swojš to wiemy. Z pierwszego składu Pick Withers po pewnym czasie stwierdził że ma doć wyczerpujšcych tras koncertowych i taki tryb życia mu nie odpowiada. Nie mam czasu aby przeledzić losy wszystkich muzyków ale zmierzam do tego, że tak naprawdę Mark chyba nigdy nikogo nie wywalił z grupy. Odchodzili na własne żšdanie. Nie wiem jak do końca było z Alanem Clarkiem ale wišzało się to raczej z zakończeniem działalnoci DS podobnie z Johnem Illsley'em. Zresztš z tego co wiem sš przyjaciołmi. Np. Jack Sonni chyba pobił rekord i za dlugo nie zagrzał miejsca w DS bo zdaje się że się pożarli z Markiem
Wszystko chyba tak naprawdę sprowadza się do tego że musi być kto jeden decydujacy o ostatecznej całoci a reszta albo się z nim dogada albo nie. W dIRE sTRAITS mamy przykłady muzyków którzy się dogadywali ale i mamy że nie.
Wszystko chyba tak naprawdę sprowadza się do tego że musi być kto jeden decydujacy o ostatecznej całoci a reszta albo się z nim dogada albo nie. W dIRE sTRAITS mamy przykłady muzyków którzy się dogadywali ale i mamy że nie.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

