02.01.2008, 23:24
Ja się chyba zaliczam do starych dziadów
DS poznałem od LOG. Znajomy lekarz, pojechał na zachód i przywiózł płytę jakiego dziwnego zespołu co go nie znałem. Na poczštku to najbardziej podobała mi się okładka, jej zapch, smak (no może troche przesadzam, ale w tamtych czasach płyta z zachodu to była sprawa mistyczna). Potem odpalilimy to sobie na gramofonie Bernard marki niemeickiej podłšczonym do wzmacniacza Telefunken z tego samego kraju, który przesyłał sygnał na kultowe już wtedy Altusy. No i popłyneło, a że znajomy sam mieszkał w domu i jako lekarz miał dostęp do koniaczków, to słuchalismy muzyczki dosć głono a wrazenia odsłuchowe wzmacnialismy procentami .............. ehhhh jakie to piękne były czasy.
Jesli chodzi o BIA to najpierw poznałem częć płyty w radio, jako że na pierwszy ogień (tak mi sie zdaje) poszedł Brothers in Arms więc po taaaaaaaaakim utworze ta płyt mogła być tylko dobra. To były czasy, że płyta którš kto z zachodu przywoził po pół roku od premiery to była super nowoć. I gdzie tam po włanie 6 miesiacach ten sam lekarz znowu był na jakim sympozjum, oczywicie miał ode mnie zakaz powrotu bez BIA. A potem znowu Bernard, Telefunken i tym razem JVC (bo Altusy wczeniej spalilismy). Koniaczek też był a jakże
Jako ciekawostkę dodam, że ta płyta analogowa różniła się swojš zawartociš od Cd które teraz możemy kupić (a czym się różniła to niech będzie mini quizem dla młodszej częci Forumowiczów, bo starsza zapewne wie to dokłšdnie).
Na koniec może jeszcze jedna opowieć a właciwie jej poczštek, jak to mój znajomy lekarz w 1988 roku wysiadł na dworcu w Białymstoku z pocišgu po powrocie z Holandii i w jednym ręku miał swój bagaż podrózny a w drugim większš torbę z kartonem zawierajacym magicznš skrzynkę zwanš "odtwarzaczem cd" i mniejszš torebkę z bardzo maleńkš - w porównaniu do winyli - płytš CD Money For Nothing. To był poczštek ery kosmiecznej w moim wykonaniu
DS poznałem od LOG. Znajomy lekarz, pojechał na zachód i przywiózł płytę jakiego dziwnego zespołu co go nie znałem. Na poczštku to najbardziej podobała mi się okładka, jej zapch, smak (no może troche przesadzam, ale w tamtych czasach płyta z zachodu to była sprawa mistyczna). Potem odpalilimy to sobie na gramofonie Bernard marki niemeickiej podłšczonym do wzmacniacza Telefunken z tego samego kraju, który przesyłał sygnał na kultowe już wtedy Altusy. No i popłyneło, a że znajomy sam mieszkał w domu i jako lekarz miał dostęp do koniaczków, to słuchalismy muzyczki dosć głono a wrazenia odsłuchowe wzmacnialismy procentami .............. ehhhh jakie to piękne były czasy.
Jesli chodzi o BIA to najpierw poznałem częć płyty w radio, jako że na pierwszy ogień (tak mi sie zdaje) poszedł Brothers in Arms więc po taaaaaaaaakim utworze ta płyt mogła być tylko dobra. To były czasy, że płyta którš kto z zachodu przywoził po pół roku od premiery to była super nowoć. I gdzie tam po włanie 6 miesiacach ten sam lekarz znowu był na jakim sympozjum, oczywicie miał ode mnie zakaz powrotu bez BIA. A potem znowu Bernard, Telefunken i tym razem JVC (bo Altusy wczeniej spalilismy). Koniaczek też był a jakże
Jako ciekawostkę dodam, że ta płyta analogowa różniła się swojš zawartociš od Cd które teraz możemy kupić (a czym się różniła to niech będzie mini quizem dla młodszej częci Forumowiczów, bo starsza zapewne wie to dokłšdnie).
Na koniec może jeszcze jedna opowieć a właciwie jej poczštek, jak to mój znajomy lekarz w 1988 roku wysiadł na dworcu w Białymstoku z pocišgu po powrocie z Holandii i w jednym ręku miał swój bagaż podrózny a w drugim większš torbę z kartonem zawierajacym magicznš skrzynkę zwanš "odtwarzaczem cd" i mniejszš torebkę z bardzo maleńkš - w porównaniu do winyli - płytš CD Money For Nothing. To był poczštek ery kosmiecznej w moim wykonaniu

