08.10.2007, 18:28
Witam po kilkutygodniowej przerwie.
Miało być wszystko inaczej. W dzień premiery do sklepu a potem słuchawki. Tak się jednak złożyło, że premiera dopadła mnie poza domem, a i z kupnem płyty też były kłopoty. W końcu jednak się udało, ale jedynym dostępnym odtwarzaczem był ten w samochodzie. Więc jedziłem żeby słuchać i moja premiera odbyła się w Beskidach (jest pięknie o tej porze roku). Pierwsze przesłuchanie - spore zaskoczenie - nie ma gitary Marka. Za każdym kolejnym razem było lepiej, do tego stopnia, że wysiadajšc z samochodu zaczynało mi czego brakować, po chwili wiedziałem, że chodzi o muzykę Marka.
Płyta inna niż wszystkie dotychczasowe. Czuć ten klimat lat 50-tych. W niedzielne poranki Wojtek Mann prezentuje w Trójce muzykę tamtych lat i faktycznie klimat bywa podobny.
Wokalnie Mark chyba sam się zadziwia - niesamowita lekkoć piewu, gitara jest ale odnoszę wrażenie, że nie jest wcale ważnym instrumentem na tej płycie. I tu mam żal, że nie ma na tej płycie czego w rodzaju "Diamentów" jak na płycie z Emmylou. Tym bardziej, że Mark wirtuozem gitary jest i nie ma fana, który by nie oczekiwał 'ostrzejszego pazura' choć przez chwilę. I tu rozumiem Andrzeja. Na tej płycie nie ma nic z Dire Straits prócz kilku znanych nazwisk. Może czuć się rozczarowany.
Doceniam tę płytę coraz bardziej, choć sš jeszcze kawałki które pomijam (i tak już może zostanie). Pięknie malowana muzyka ale i tekst jak widać również wymagajšcy. Korzystajšc z okazji dziękuję (i gratuluję) Robsonowi i Koobie za wietnš audycję przybliżajšcš zawartoć płyty zwłaszcza jeli idzie o teksty, a Macsie za zarejestrowanie i udostępnienie.
Już zawsze będę kojarzył tę płytę z miłymi wspomnieniami i drogami z ładnymi widokami. Ta płyta to wietny partner na podróż - droga mija jakby szybciej.
Andrzeju spróbuj może wybrać się z tš płytš w podróż - może się jeszcze do niej przekonasz, czego ci życzę.
Miało być wszystko inaczej. W dzień premiery do sklepu a potem słuchawki. Tak się jednak złożyło, że premiera dopadła mnie poza domem, a i z kupnem płyty też były kłopoty. W końcu jednak się udało, ale jedynym dostępnym odtwarzaczem był ten w samochodzie. Więc jedziłem żeby słuchać i moja premiera odbyła się w Beskidach (jest pięknie o tej porze roku). Pierwsze przesłuchanie - spore zaskoczenie - nie ma gitary Marka. Za każdym kolejnym razem było lepiej, do tego stopnia, że wysiadajšc z samochodu zaczynało mi czego brakować, po chwili wiedziałem, że chodzi o muzykę Marka.
Płyta inna niż wszystkie dotychczasowe. Czuć ten klimat lat 50-tych. W niedzielne poranki Wojtek Mann prezentuje w Trójce muzykę tamtych lat i faktycznie klimat bywa podobny.
Wokalnie Mark chyba sam się zadziwia - niesamowita lekkoć piewu, gitara jest ale odnoszę wrażenie, że nie jest wcale ważnym instrumentem na tej płycie. I tu mam żal, że nie ma na tej płycie czego w rodzaju "Diamentów" jak na płycie z Emmylou. Tym bardziej, że Mark wirtuozem gitary jest i nie ma fana, który by nie oczekiwał 'ostrzejszego pazura' choć przez chwilę. I tu rozumiem Andrzeja. Na tej płycie nie ma nic z Dire Straits prócz kilku znanych nazwisk. Może czuć się rozczarowany.
Doceniam tę płytę coraz bardziej, choć sš jeszcze kawałki które pomijam (i tak już może zostanie). Pięknie malowana muzyka ale i tekst jak widać również wymagajšcy. Korzystajšc z okazji dziękuję (i gratuluję) Robsonowi i Koobie za wietnš audycję przybliżajšcš zawartoć płyty zwłaszcza jeli idzie o teksty, a Macsie za zarejestrowanie i udostępnienie.
Już zawsze będę kojarzył tę płytę z miłymi wspomnieniami i drogami z ładnymi widokami. Ta płyta to wietny partner na podróż - droga mija jakby szybciej.
Andrzeju spróbuj może wybrać się z tš płytš w podróż - może się jeszcze do niej przekonasz, czego ci życzę.

