04.10.2007, 00:14
Witam
Tradycyjnie płytę mistrza kupiłem w ciemno. Tym razem nie zdecydowałem się na wersję z DVD. Nie żałuję. Po pierwsze nie żałuję, że zakupiłem wersję bez DVD. Moim skromnym zdaniem wersja "limitowana", czy jak to zwał powinna przycišgać czym więcej niż wywiadem, którego na dodatek nikomu nie chciało się przetłumaczyć i dodać napisów.
Nie żałuję, że w ogóle kupiłem płytę. Jako osoba uzależniona od twórczoci pana Marka nie wyobrażam sobie nie mieć jego płyty. Tym bardziej, że zawartoć muzyczna raczej odpowiada moim gustom. Włanie, raczej - czyli jest dobrze ale bez zachwytów. Szczerze mówišc spodziewałem się czego "specjalizowanego", albo w kierunku country, do czego mistrz powoli zaczšł przyzwyczajać (już od On Every Street) albo bliżej bluesa czy rocka. Tymczasem, po kilku przesłuchaniach odnoszę wrażenie, że kilka utworów na wyczekiwanej płycie to pozycje, które nie zmieciły się na Shangri-la, a reszta, co prawda pisane na nowy album ale z pomysłem nie różnišcym się od poprzedniego.
Nie powiem, że jestem zawiedziony, co to to nie. Mógłbym natomiast być bardziej oczarowany. Brakuje mi na tej płycie odrobiny szaleństwa, humoru i może aranżacyjnego geniuszu pana Marka. Jednak mimo to jest to twór na współczesne czasy niemal wyjštkowy. Niemal, ponieważ jak się okazuje sš artyci, którzy podobnie jak starszy z braci Knopflerów starajš się osišgnšć sukces nie krzykiem, a treciš i dopasowanš do niej formš.
Nie żałowałem 29 zł. na M. Knopflera i nie będę żałował blisko 60-ciu na nowš płytę Katie Melua. Co prawda tej drugiej nie kupię w ciemno (znam już zawartoć) ale nie wiem czy nie będę pod większym wrażeniem niż w przypadku "Kill to Get Crimson".
Knopfler solo kontra Dire Straits - dla jasnoci przyznam się, że dla mnie ten temat nie istnieje. To dwa różne wiaty i nawet nie próbuję ich porównywać.
Pozdrawiam
Tradycyjnie płytę mistrza kupiłem w ciemno. Tym razem nie zdecydowałem się na wersję z DVD. Nie żałuję. Po pierwsze nie żałuję, że zakupiłem wersję bez DVD. Moim skromnym zdaniem wersja "limitowana", czy jak to zwał powinna przycišgać czym więcej niż wywiadem, którego na dodatek nikomu nie chciało się przetłumaczyć i dodać napisów.
Nie żałuję, że w ogóle kupiłem płytę. Jako osoba uzależniona od twórczoci pana Marka nie wyobrażam sobie nie mieć jego płyty. Tym bardziej, że zawartoć muzyczna raczej odpowiada moim gustom. Włanie, raczej - czyli jest dobrze ale bez zachwytów. Szczerze mówišc spodziewałem się czego "specjalizowanego", albo w kierunku country, do czego mistrz powoli zaczšł przyzwyczajać (już od On Every Street) albo bliżej bluesa czy rocka. Tymczasem, po kilku przesłuchaniach odnoszę wrażenie, że kilka utworów na wyczekiwanej płycie to pozycje, które nie zmieciły się na Shangri-la, a reszta, co prawda pisane na nowy album ale z pomysłem nie różnišcym się od poprzedniego.
Nie powiem, że jestem zawiedziony, co to to nie. Mógłbym natomiast być bardziej oczarowany. Brakuje mi na tej płycie odrobiny szaleństwa, humoru i może aranżacyjnego geniuszu pana Marka. Jednak mimo to jest to twór na współczesne czasy niemal wyjštkowy. Niemal, ponieważ jak się okazuje sš artyci, którzy podobnie jak starszy z braci Knopflerów starajš się osišgnšć sukces nie krzykiem, a treciš i dopasowanš do niej formš.
Nie żałowałem 29 zł. na M. Knopflera i nie będę żałował blisko 60-ciu na nowš płytę Katie Melua. Co prawda tej drugiej nie kupię w ciemno (znam już zawartoć) ale nie wiem czy nie będę pod większym wrażeniem niż w przypadku "Kill to Get Crimson".
Knopfler solo kontra Dire Straits - dla jasnoci przyznam się, że dla mnie ten temat nie istnieje. To dwa różne wiaty i nawet nie próbuję ich porównywać.
Pozdrawiam

