23.09.2007, 22:31
Dobra... nadszedl czas na podsumowanie pierwszych wrazen z nowej plyty. Tak jak wiekszosc z nas, czekalem na te plyte z utesknieniem, tak jak niektorzy z nas, liczylem na ten "pazur" z czasow DS. Ale....
1. Musze przyznac racje Koobie, ze plyta jest spojna. Na pewno nie bylo od czasow debiutu DS tak spojnej plyty.
2. Musze przyznac racje Robsonowi, ze Knopfler nie spiewal nigdy tak dobrze jak wlasnie na tej plycie.
3. Musze przychylic sie do opinii Andrzeja, ze ta plyta nie gra na mojej duszy jak i jemu....
Uzasadnienie:
Plyta ma momenty. Dla mnie od poczatku faworytem byla The Scaffolder's Wife i posluchawszy w calosci w dalszym ciagu nie zmienilem zdania. Swietny klimat z fletem i "zawodzaca" gitara marka jest bomba. Znakomicie przyjalem takze Let It All Go. I w zasadzie tyle. Po tygodniu sluchania w biurze, podszedl do mnie pracownik i poprosil abym wylaczyl te piosenki rodem z Robin Hooda, bo zaraz wszyscy posniemy. I niestety, przyznalem mu racje. Ta plyta niczym nie zaskakuje, jest rowna, ale nudna. Slucham jej z przyjemnoscia, ale nie z pasja. Jestem jednym z tych, ktorzy czekali nie na lepszy glos Knopflera, bo jak wiadomo zaden z niego Pavarotti, nie na wymyslne sola, bo juz takie zagral i udowodnil ze wielkim gitarzysta jest, ale na dobre dzielo, do ktorego przyzwyczajal mnie latami. I po raz kolejny od czasow Ragpickers dostalem za 90 zl 2 numery, do ktorych bede wracal. Mysle ze ta plyta - tu odpowiedz na jeden z punktow Andrzeja - nie przysporzy mu nowych fanow. Nie bedzie klasykiem, do ktorego bedzie sie wracalo za 20 lat w cyklu KLASYCZNE ALBUMY WIELKICH WYKONAWCOW. Ta plyta moze byc jedynie wielka dla fanow - lub fanatykow wrecz wlasnei MARKOWEGO grania. NIe kupi jej dwudziestolatek, zachecony TLWNF. Bo nei bedzie z tego przeboju. Knopfler nagral plyte z piosenkami, a ja wolalem, jak pisal UTWORY. Na dobra sprawe mozna bronic mojego ulubionego wykonawcy, ze ma swoje lata, robi co mu pasuje itd. I tak bedzie trzeba. Ale nie przyjmuje do wiadomosci ze jestem skazany na takie plyty w jego wykonaniu. Potrafil wszakze 7 lat temu zablysnac perelka What it is, potrafil wbic pazura A shot at glory, wiec mam nadzieje ze jeszcze nei powiedzial ostatniego slowa i zaskoczy mnie w przyszlosci. Opinia napisana po przesluchaniu plyty okolo 50 razy, wiec nie na goraco.
Na dzien dzisiejszy musze jednak przyznac ze i tak jest lepiej niz na Shangri, go ktorej wogole nie siegam. Czekam na 2 maja i na koncertowe szalenstwo, mam nadzieje ze mnie nie zawiedzie.
1. Musze przyznac racje Koobie, ze plyta jest spojna. Na pewno nie bylo od czasow debiutu DS tak spojnej plyty.
2. Musze przyznac racje Robsonowi, ze Knopfler nie spiewal nigdy tak dobrze jak wlasnie na tej plycie.
3. Musze przychylic sie do opinii Andrzeja, ze ta plyta nie gra na mojej duszy jak i jemu....
Uzasadnienie:
Plyta ma momenty. Dla mnie od poczatku faworytem byla The Scaffolder's Wife i posluchawszy w calosci w dalszym ciagu nie zmienilem zdania. Swietny klimat z fletem i "zawodzaca" gitara marka jest bomba. Znakomicie przyjalem takze Let It All Go. I w zasadzie tyle. Po tygodniu sluchania w biurze, podszedl do mnie pracownik i poprosil abym wylaczyl te piosenki rodem z Robin Hooda, bo zaraz wszyscy posniemy. I niestety, przyznalem mu racje. Ta plyta niczym nie zaskakuje, jest rowna, ale nudna. Slucham jej z przyjemnoscia, ale nie z pasja. Jestem jednym z tych, ktorzy czekali nie na lepszy glos Knopflera, bo jak wiadomo zaden z niego Pavarotti, nie na wymyslne sola, bo juz takie zagral i udowodnil ze wielkim gitarzysta jest, ale na dobre dzielo, do ktorego przyzwyczajal mnie latami. I po raz kolejny od czasow Ragpickers dostalem za 90 zl 2 numery, do ktorych bede wracal. Mysle ze ta plyta - tu odpowiedz na jeden z punktow Andrzeja - nie przysporzy mu nowych fanow. Nie bedzie klasykiem, do ktorego bedzie sie wracalo za 20 lat w cyklu KLASYCZNE ALBUMY WIELKICH WYKONAWCOW. Ta plyta moze byc jedynie wielka dla fanow - lub fanatykow wrecz wlasnei MARKOWEGO grania. NIe kupi jej dwudziestolatek, zachecony TLWNF. Bo nei bedzie z tego przeboju. Knopfler nagral plyte z piosenkami, a ja wolalem, jak pisal UTWORY. Na dobra sprawe mozna bronic mojego ulubionego wykonawcy, ze ma swoje lata, robi co mu pasuje itd. I tak bedzie trzeba. Ale nie przyjmuje do wiadomosci ze jestem skazany na takie plyty w jego wykonaniu. Potrafil wszakze 7 lat temu zablysnac perelka What it is, potrafil wbic pazura A shot at glory, wiec mam nadzieje ze jeszcze nei powiedzial ostatniego slowa i zaskoczy mnie w przyszlosci. Opinia napisana po przesluchaniu plyty okolo 50 razy, wiec nie na goraco.
Na dzien dzisiejszy musze jednak przyznac ze i tak jest lepiej niz na Shangri, go ktorej wogole nie siegam. Czekam na 2 maja i na koncertowe szalenstwo, mam nadzieje ze mnie nie zawiedzie.
and it's your face I'm looking for on every street...

