22.09.2007, 11:02
Witam
Przyznam szczerze, że po pierwszym odsłuchaniu całoci miałem ochotę zjechać tę płytę z góry na dół. Dobrze, że się powstrzymałem, gdyż jest ona jednak czego warta, choć potwornie nierówna. Trudno wystawić jednoznacznš ocenę. Utwory takie jak We can get wild, punish the monkey, behind with the rent sš wietne i jak dla mnie najlepsze na płycie. W ogole punish the monkey to jedyny utwór wskazujšcy na to że Mark Knopfler kiedy podobno był artystš grajšcym rocka... Jednak całoć jest poprzedzielana utworami, które moim zdaniem (pod względem muzycznym) nie powinny w ogóle wyjć poza tamy demo... Np secondary waltz. Nuda nuda i jeszcze raz nuda, w efekcje czego człowiek słuchajšc we can get wild myli sobie "oo to jest niezłe, w sumie dobra ta płyta", po czym zasypia przy secondary waltz. Poza tym na płycie nie ma ani jednej solówki z prawdziwego zdarzenia! Aż łezka mi się wczoraj zakręciła w oku, gdy posłuchałem sobie what it is... gdzie ten Knopfler???? Czyżby aż tak się zestarzał??
Nie będę opisywał każdego utworu, gdyż niektóre sš po prostu bezpłciowe, wymieniłem te dobre i ten jeden najsłabszy. Na plus mogłyby jeszcze się wybić takie kompozycje jak in the sky... czuć tam jakie emocje w piewie Marka. Można powiedzieć, że przyjemny jest też let it all go. Chciałbym do tych utworów dodać heart full of holes, którego miło się słucha, ale tylko przez jakie 3 - 4 minuty. Niestety ta piosenka cišgnie się jak pocišg towarowy gdy stoimy na przejedzie i jestemy spónieni... Ewidentnie bez pomysłu na jakie zakończenie...
Przyznam szczerze, że po pierwszym odsłuchaniu całoci miałem ochotę zjechać tę płytę z góry na dół. Dobrze, że się powstrzymałem, gdyż jest ona jednak czego warta, choć potwornie nierówna. Trudno wystawić jednoznacznš ocenę. Utwory takie jak We can get wild, punish the monkey, behind with the rent sš wietne i jak dla mnie najlepsze na płycie. W ogole punish the monkey to jedyny utwór wskazujšcy na to że Mark Knopfler kiedy podobno był artystš grajšcym rocka... Jednak całoć jest poprzedzielana utworami, które moim zdaniem (pod względem muzycznym) nie powinny w ogóle wyjć poza tamy demo... Np secondary waltz. Nuda nuda i jeszcze raz nuda, w efekcje czego człowiek słuchajšc we can get wild myli sobie "oo to jest niezłe, w sumie dobra ta płyta", po czym zasypia przy secondary waltz. Poza tym na płycie nie ma ani jednej solówki z prawdziwego zdarzenia! Aż łezka mi się wczoraj zakręciła w oku, gdy posłuchałem sobie what it is... gdzie ten Knopfler???? Czyżby aż tak się zestarzał??
Nie będę opisywał każdego utworu, gdyż niektóre sš po prostu bezpłciowe, wymieniłem te dobre i ten jeden najsłabszy. Na plus mogłyby jeszcze się wybić takie kompozycje jak in the sky... czuć tam jakie emocje w piewie Marka. Można powiedzieć, że przyjemny jest też let it all go. Chciałbym do tych utworów dodać heart full of holes, którego miło się słucha, ale tylko przez jakie 3 - 4 minuty. Niestety ta piosenka cišgnie się jak pocišg towarowy gdy stoimy na przejedzie i jestemy spónieni... Ewidentnie bez pomysłu na jakie zakończenie...

