11.09.2007, 02:05
Sam w to wszystko nie wierze. Jestem w szoku. W Berlinie byłem o 14,10. Trafiłem bez problemu. Wszedłem do hallu głównego Meistersaal i usłyszałem sympatyczny głos pracownika:
"czym mogę służyć?"
Chciałem odebrać bilet na koncert Marka Knopflera - powiedziałem po niemiecku najbardziej jak potrafiłem.
- "Żadnych szans" - ułyszałem
Ale ja jestem specjalnym gociem z Polski i Mark włanie u Pana miał dla mnie ten bilet zostawić - zażartowałem ponownie po niemiecku najbardziej jak potrafiłem.
Jestem z Markiem od 28 lat, a właciwie z jego muzykš i nie ma takiej alternatywy, ażebym na tym koncercie nie był.
"Jestem przekonany, że tak będzie , ale ja nie jestem w stanie Panu pomóc"
W takim układzie muszę wejć po schodach do sali koncertowej i przypomnieć się Markowi, choć nie sšdzę ,ażeby zapomniał.(z sali dochodziły dzwieki nagłaniania perkusji).
"Doceniam Pański humor, ale na razie mogę Panu zaproponować kawę w kawiarni Meistersaal i po prostu poczekać" tyle zaprzyjażniony już i kupiony pracownik-ochroniarz. Jest dobrze pomylałem
Ulica przed budynkiem prezentowała się zarypiasto. Pełno wozów transmisyjnych i pracowników obługi. Czułem się bardzo osamotniony i zagubiony w tym potężnym miecie. Byłem sam i tylko zdany na siebie. Żadnych ziomków i przyjaciół. Zbierał się maleńki tłumek ale w całoci obcojęzyczny. O 16 z górnych pięter sali koncertowej popłyneły pierwsze dzwięki w wykonaniu całego zespołu. Zaliczam się do grona Forumowego ,który jeszcze nie skusił się na żaden numer z nowej płyty. Poszło nowe - Poszły ciary. Przed budynek wyszedł znany mi poniekšd pracownik - ochroniarz. Czarny garnitur, twarz solidnie podciemniona w solarium, ale umiechnięta. "Jeli ma Pan ochotę może Pan wejć na hall i chwilkę posłuchać".
Załapał się i oczekajšcy tłum. Godz 18. Jest pierwszy konik. Proponuję sprzedaż za 300,- EUR. Targuję się i proponuję 100. Godz.19,20 konik proponuje za stówę. I tu odnowiły się we mnie zdolnoci negocjacji. Dam 50 pasuje??????? nie mam więcej euro. Mogš być złotówki zagaduje konik i wskazuje widoczny bankomat. Nie mam karty przyjacielu , dawaj za 50 bo się zaraz zaczyna. Okazało się że konik ma bilet, który otrzymał w wyniku dzwonienia do radia. Bilet jest na imiennš osobę. Wraz z konikiem podszedłem na ochroniarza i zagadałem czy puci mnie ne ten bilet. Umiechnšł się serdecznie i kiwnšł głowš. W hallu głównym bilety z Radia musiały być potwierdzone z listy imiennej, ale znojomy ochroniarz chwycił mnie za ramiona i krzyknšł "links" dajšc drugiemu cynka, że ma mnie wpucić. Schody do góry i tu już pelna kultura. Kamery, lampka wina, panie w długich sukniach,dziennikarze muzyczni,wywiady i kameralna sala koncertowa w stylu Ludwika XVI.
Mark z ekipš wszedł na scene przez wšski szpaler publicznoci.Podawał ludziom ręce i był wybitnie zadowolony. Siedziałem w siódmym rzędzie.Niestety i nie było Richarda Benneta i Glenna Wollfa. Siedzšce obok mnie małżeńtwo nie mogło się nadziwić, że przyjachałem z Polski i jak to zrobiłem. Na wejcie owacja na stojšco. Nasz baner w górze. I włanie wtedy Deny Cummings uderzył głono w werbel, chcšc przywołać uwagę pozostałych członków zespołu. Wszyscy, prócz Marka odwrócili się w jego stronę i wtedy to włanie Deny pokazał ruchem swojej głowy na nasz baner i co za tym idzie i na mnie. Wszytkich to bardzo rozbawiło. Gay strzelił mały usmieszek do mnie.
W tym dziale tematu wymienilicie już wszystkie utwory, zatem nie piszę. Na żywo brzmiało to rewelacyjnie i ta atmosfera, rzekł bym królewska. Nowe utwory zdobędš status Shangri la. Ja już o tym wiem. Trzeba je przesłuchać ze 40-ci razy i wtedy uslyszy się ich piękno. Jako pierwszy byłem szczęciarzem usłyszeć je na żywo i warto było czekać. Odnosiło się wrażenie ,że Mark to królewski mistrz. Arystokrata muzyczny grajšcy dla Elit. To muzyka dla ludzi o poszerzonych horyzontach muzycznych, niestety nie dla mas.
No dobra.......ale w takim układzie co ja tam robiłem????. Ot czasami lubię posłuchać muzyki zaliczanej do jednych z najlepszych w dziejach ludzkoci.
No włanie.....a co z tym pazurem z dziejów DS.
Mark już gra inaczej. Czy gorzej???? jak twierdzš, co niektórzy na tym forum. Mylę, że zostawmy to ocenie historii i nie wypuszczajmy zbyt szybkich recenzji.
To mimo wszystko wietna i klasowa muzyka i nie ma bata ,że nie przejdzie do kanonów historii. Mark już jest trochę starszy i zapewne ma inne spojrzenie na wiat, a co za tym idzie i na muzykę, a nam .....a nam trochę żal, że to co było dotychczas wzorem muzyki - przechodzi lekko na bok, w imię nowych eksperymentów Marka, dla mnie również bardzo dojrzałych i profesionalnych.
Po koncercie rozpoczołem polowanie na Marka. Już wczeniej zlokalizowalem samochody.Czekałem sam na podwórzu Meistersaal w strugach ulewnego deszczu. I tu nieoczekiwanie zjawił się mój ochroniarz, jak zwykle umiechnięty i po raz kolejny przekrelił moje nadzieje na spotkanie z Markiem , mówišc
"niestety już odjechał, ale bilet Panu zostawił, bo przecież na koncercie Pan był, i to by było wszytko co Mark mógł dzisiaj dla Pana zrobić. Odjechał i wróci a Pan razem z nim"
Podalimy sobie ręcę.
P.S. Foto galeria już niebawem
"czym mogę służyć?"
Chciałem odebrać bilet na koncert Marka Knopflera - powiedziałem po niemiecku najbardziej jak potrafiłem.
- "Żadnych szans" - ułyszałem
Ale ja jestem specjalnym gociem z Polski i Mark włanie u Pana miał dla mnie ten bilet zostawić - zażartowałem ponownie po niemiecku najbardziej jak potrafiłem.
Jestem z Markiem od 28 lat, a właciwie z jego muzykš i nie ma takiej alternatywy, ażebym na tym koncercie nie był.
"Jestem przekonany, że tak będzie , ale ja nie jestem w stanie Panu pomóc"
W takim układzie muszę wejć po schodach do sali koncertowej i przypomnieć się Markowi, choć nie sšdzę ,ażeby zapomniał.(z sali dochodziły dzwieki nagłaniania perkusji).
"Doceniam Pański humor, ale na razie mogę Panu zaproponować kawę w kawiarni Meistersaal i po prostu poczekać" tyle zaprzyjażniony już i kupiony pracownik-ochroniarz. Jest dobrze pomylałem
Ulica przed budynkiem prezentowała się zarypiasto. Pełno wozów transmisyjnych i pracowników obługi. Czułem się bardzo osamotniony i zagubiony w tym potężnym miecie. Byłem sam i tylko zdany na siebie. Żadnych ziomków i przyjaciół. Zbierał się maleńki tłumek ale w całoci obcojęzyczny. O 16 z górnych pięter sali koncertowej popłyneły pierwsze dzwięki w wykonaniu całego zespołu. Zaliczam się do grona Forumowego ,który jeszcze nie skusił się na żaden numer z nowej płyty. Poszło nowe - Poszły ciary. Przed budynek wyszedł znany mi poniekšd pracownik - ochroniarz. Czarny garnitur, twarz solidnie podciemniona w solarium, ale umiechnięta. "Jeli ma Pan ochotę może Pan wejć na hall i chwilkę posłuchać".
Załapał się i oczekajšcy tłum. Godz 18. Jest pierwszy konik. Proponuję sprzedaż za 300,- EUR. Targuję się i proponuję 100. Godz.19,20 konik proponuje za stówę. I tu odnowiły się we mnie zdolnoci negocjacji. Dam 50 pasuje??????? nie mam więcej euro. Mogš być złotówki zagaduje konik i wskazuje widoczny bankomat. Nie mam karty przyjacielu , dawaj za 50 bo się zaraz zaczyna. Okazało się że konik ma bilet, który otrzymał w wyniku dzwonienia do radia. Bilet jest na imiennš osobę. Wraz z konikiem podszedłem na ochroniarza i zagadałem czy puci mnie ne ten bilet. Umiechnšł się serdecznie i kiwnšł głowš. W hallu głównym bilety z Radia musiały być potwierdzone z listy imiennej, ale znojomy ochroniarz chwycił mnie za ramiona i krzyknšł "links" dajšc drugiemu cynka, że ma mnie wpucić. Schody do góry i tu już pelna kultura. Kamery, lampka wina, panie w długich sukniach,dziennikarze muzyczni,wywiady i kameralna sala koncertowa w stylu Ludwika XVI.
Mark z ekipš wszedł na scene przez wšski szpaler publicznoci.Podawał ludziom ręce i był wybitnie zadowolony. Siedziałem w siódmym rzędzie.Niestety i nie było Richarda Benneta i Glenna Wollfa. Siedzšce obok mnie małżeńtwo nie mogło się nadziwić, że przyjachałem z Polski i jak to zrobiłem. Na wejcie owacja na stojšco. Nasz baner w górze. I włanie wtedy Deny Cummings uderzył głono w werbel, chcšc przywołać uwagę pozostałych członków zespołu. Wszyscy, prócz Marka odwrócili się w jego stronę i wtedy to włanie Deny pokazał ruchem swojej głowy na nasz baner i co za tym idzie i na mnie. Wszytkich to bardzo rozbawiło. Gay strzelił mały usmieszek do mnie.
W tym dziale tematu wymienilicie już wszystkie utwory, zatem nie piszę. Na żywo brzmiało to rewelacyjnie i ta atmosfera, rzekł bym królewska. Nowe utwory zdobędš status Shangri la. Ja już o tym wiem. Trzeba je przesłuchać ze 40-ci razy i wtedy uslyszy się ich piękno. Jako pierwszy byłem szczęciarzem usłyszeć je na żywo i warto było czekać. Odnosiło się wrażenie ,że Mark to królewski mistrz. Arystokrata muzyczny grajšcy dla Elit. To muzyka dla ludzi o poszerzonych horyzontach muzycznych, niestety nie dla mas.
No dobra.......ale w takim układzie co ja tam robiłem????. Ot czasami lubię posłuchać muzyki zaliczanej do jednych z najlepszych w dziejach ludzkoci.
No włanie.....a co z tym pazurem z dziejów DS.
Mark już gra inaczej. Czy gorzej???? jak twierdzš, co niektórzy na tym forum. Mylę, że zostawmy to ocenie historii i nie wypuszczajmy zbyt szybkich recenzji.
To mimo wszystko wietna i klasowa muzyka i nie ma bata ,że nie przejdzie do kanonów historii. Mark już jest trochę starszy i zapewne ma inne spojrzenie na wiat, a co za tym idzie i na muzykę, a nam .....a nam trochę żal, że to co było dotychczas wzorem muzyki - przechodzi lekko na bok, w imię nowych eksperymentów Marka, dla mnie również bardzo dojrzałych i profesionalnych.
Po koncercie rozpoczołem polowanie na Marka. Już wczeniej zlokalizowalem samochody.Czekałem sam na podwórzu Meistersaal w strugach ulewnego deszczu. I tu nieoczekiwanie zjawił się mój ochroniarz, jak zwykle umiechnięty i po raz kolejny przekrelił moje nadzieje na spotkanie z Markiem , mówišc
"niestety już odjechał, ale bilet Panu zostawił, bo przecież na koncercie Pan był, i to by było wszytko co Mark mógł dzisiaj dla Pana zrobić. Odjechał i wróci a Pan razem z nim"
Podalimy sobie ręcę.
P.S. Foto galeria już niebawem
We are the sultans of swing...

