17.06.2007, 22:36
Wiem ,że jestecie zmęczeni, ale przeczytajcie to i zrozumcie.
15.06.07(pištek) godz. 13.00 - Office Internationale Spedition Andrzej Jasiński
Dzwoni kolejny telefon. Tym razem moja żona(od 20 lat cały czas ta sama). Kochanie co spokowac Tobie do torby na wyjazd do Krakowa. Tradycyjny zestaw: mp3,szczoteczke do zebów , koszulkę z III Zlotu(niebieska) i drugš na zmiane z koncertu z Berlina(autorstwa Ptysi i Jamborego).
15.06.07. godz.18,30 - zjawia sie z trasy pierwszy kierowca. Wymiana dokumentów przewozowych,rozliczenie trasy, pieniadze i wytyczne na drogę.
15.06.07 godz.24,00 - ostatnia odprawa.......ufff chyba już wsystko podopinane.Teraz spokojnie mogę jechac na Zlot.
16.06.07 godz.1,30(w nocy) - prysznic w domu nieco dluższy niż nakazywała by przyzwoitoc. Zmycie wszystkich brudów goršczki dnia , równiez tych psychicznych.
16.06.07 godz. 2,00 łóżeczko i upragniona kołderka. Nie mogę zasnšc. Myslami jestem w Kraku.
16.06.07 godz. 6,00 niadanie i ......wciaz nie opuszczajšce mnie mysli, czy dam radę ze swoim stanem zdrowia przeżyć to jeszcze raz. Osiem godzin w pociagu, cała noc baletów i pózniej kolejne 11 godzin w pocišgu. Stargany operacjš kręgosłup tradycyjnie powiedział dzień dobry - jestem.
16.06.07 godz.6,15 - telefonuję do Pablosana. Dorać co stary - jestem przerażony czy dam rade. Pablosan obdarowuję mnie totalnym zrozumieniem i doskonale rozumie, że w tym przypadku spojrzenie człowieka z bólami jest nieco inne. On przemierza tš samš trasę co ja i wie że to wielki wyczyn.
ZAPADA DECYZJA - NIE DAM RADY - ZOSTAJE
16.06.07 godz. 7,00 - telefon od mojego kierowcy. Szefie co się dzieje , mam przecież Pana zawiesc na dworzec. Czekam pod domem. Odbój Panie Darku.
16.06.07 godz. 10,30 - Dzwoni Jambore. Jestem na granicy w Olszynie. Jadę po Ciebie do Słubic. Musisz być na Zlocie. Podróż autem to dopiero katastrofa. Poza tym bedziemy w Krakowie gdzie około 21.00 Zapada decyzja Samolot. Odbiorę Ciebie na lotnisku Kraków Balice.
16.06.07 godz. 10,35 - Strony internetowe lotniska Berlin Schonefeld. Nie ma i nigdy nie było lotów do Krakowa. Nastepna , lotnisko Berlin Tegel. Tutaj też nic. Lotnisko Poznań Ławica. Wszelkie nadzieje stracone.
16.06.07 godz.11,00 Ostatnie telefony do przedziału wagonu 11 na trasie Warszawa - Kraków pozdrowienia dla wszystkich Trissi,Pablosan,Bet,Ania i Ptysia - jestem jeszcze bardziej załamany. Inne spojrzenie niż rano, do cholery mogłem rano jechac. Zachowałem sie jak dzieciak.
16.06.07 godz. 15,00 - Obiad smakuje jak trawa. Żona twierdzi ,że jestem nie do zniesienia. Wyrzuty sumienia i obwinianie siebie i całego wiata. Coraz bardziej przykro. Przejażdżka samochodem po miecie z muzykš na Full Marka. Nic nie pomaga ............ reszty nie da sie opisać.
16.06.07 godz. 20,00 W "Gazecie Rodzinnej", ktorej redaktorem naczelnym jest moja 10-letnia Marcela czytam,cytuje: "W nastepnym numerze Gazety Rodzinnej relacja ze Zlotu MK z Krakowa autorstwa mojego Taty. Oj !!!! będzie czego poczytać. CISNEŁO W SERCU.
P.S. Wszystkim ,którzy wytrwali do konca tej relacji - dziekuję.
JUŻ WIECIE CO CZUJĘ
15.06.07(pištek) godz. 13.00 - Office Internationale Spedition Andrzej Jasiński
Dzwoni kolejny telefon. Tym razem moja żona(od 20 lat cały czas ta sama). Kochanie co spokowac Tobie do torby na wyjazd do Krakowa. Tradycyjny zestaw: mp3,szczoteczke do zebów , koszulkę z III Zlotu(niebieska) i drugš na zmiane z koncertu z Berlina(autorstwa Ptysi i Jamborego).
15.06.07. godz.18,30 - zjawia sie z trasy pierwszy kierowca. Wymiana dokumentów przewozowych,rozliczenie trasy, pieniadze i wytyczne na drogę.
15.06.07 godz.24,00 - ostatnia odprawa.......ufff chyba już wsystko podopinane.Teraz spokojnie mogę jechac na Zlot.
16.06.07 godz.1,30(w nocy) - prysznic w domu nieco dluższy niż nakazywała by przyzwoitoc. Zmycie wszystkich brudów goršczki dnia , równiez tych psychicznych.
16.06.07 godz. 2,00 łóżeczko i upragniona kołderka. Nie mogę zasnšc. Myslami jestem w Kraku.
16.06.07 godz. 6,00 niadanie i ......wciaz nie opuszczajšce mnie mysli, czy dam radę ze swoim stanem zdrowia przeżyć to jeszcze raz. Osiem godzin w pociagu, cała noc baletów i pózniej kolejne 11 godzin w pocišgu. Stargany operacjš kręgosłup tradycyjnie powiedział dzień dobry - jestem.
16.06.07 godz.6,15 - telefonuję do Pablosana. Dorać co stary - jestem przerażony czy dam rade. Pablosan obdarowuję mnie totalnym zrozumieniem i doskonale rozumie, że w tym przypadku spojrzenie człowieka z bólami jest nieco inne. On przemierza tš samš trasę co ja i wie że to wielki wyczyn.
ZAPADA DECYZJA - NIE DAM RADY - ZOSTAJE
16.06.07 godz. 7,00 - telefon od mojego kierowcy. Szefie co się dzieje , mam przecież Pana zawiesc na dworzec. Czekam pod domem. Odbój Panie Darku.
16.06.07 godz. 10,30 - Dzwoni Jambore. Jestem na granicy w Olszynie. Jadę po Ciebie do Słubic. Musisz być na Zlocie. Podróż autem to dopiero katastrofa. Poza tym bedziemy w Krakowie gdzie około 21.00 Zapada decyzja Samolot. Odbiorę Ciebie na lotnisku Kraków Balice.
16.06.07 godz. 10,35 - Strony internetowe lotniska Berlin Schonefeld. Nie ma i nigdy nie było lotów do Krakowa. Nastepna , lotnisko Berlin Tegel. Tutaj też nic. Lotnisko Poznań Ławica. Wszelkie nadzieje stracone.
16.06.07 godz.11,00 Ostatnie telefony do przedziału wagonu 11 na trasie Warszawa - Kraków pozdrowienia dla wszystkich Trissi,Pablosan,Bet,Ania i Ptysia - jestem jeszcze bardziej załamany. Inne spojrzenie niż rano, do cholery mogłem rano jechac. Zachowałem sie jak dzieciak.
16.06.07 godz. 15,00 - Obiad smakuje jak trawa. Żona twierdzi ,że jestem nie do zniesienia. Wyrzuty sumienia i obwinianie siebie i całego wiata. Coraz bardziej przykro. Przejażdżka samochodem po miecie z muzykš na Full Marka. Nic nie pomaga ............ reszty nie da sie opisać.
16.06.07 godz. 20,00 W "Gazecie Rodzinnej", ktorej redaktorem naczelnym jest moja 10-letnia Marcela czytam,cytuje: "W nastepnym numerze Gazety Rodzinnej relacja ze Zlotu MK z Krakowa autorstwa mojego Taty. Oj !!!! będzie czego poczytać. CISNEŁO W SERCU.
P.S. Wszystkim ,którzy wytrwali do konca tej relacji - dziekuję.
JUŻ WIECIE CO CZUJĘ
We are the sultans of swing...

