16.03.2007, 11:11
5. Być jak Rory Gallagher (15-03-07)
Chciałbym Wam opowiedzieć o pewnym zdarzeniu sprzed kilkunastu dni. Dało mi ono sporo do mylenia...
Przypadkowo w irlandzkiej telewizji natrafiłem na fragment archiwalnego występu Rory'ego Gallaghera. Rzecz miała miejsce na jazzowym festiwalu w Montreaux w 1974 albo 1975 roku. Na scenę wyszedł facet o szczenięcej twarzy, ubrany dżinswe spodnie i dżinsowš katanę. Ukłonił się. Był pogodny, usmiechnięty, zapowiedział "Tatto'd Lady" i zaczšł grać. Po tym facecie było widać jaki jest rozelektryzowany wiadomociš, że za chwilę zagra, że zapewne gdyby kamera pokazała zbliżenie jego twarzy moznabyłoby dostrzec błysk w jego oczach. Od razu wyobraziłem sobie go jako dzieciaka, który nie oglšda się za dziewczynami tylko żyje muzykš, a gd nie ma gitary przy sobie to nie wie co ma zrobić z rękami.
Pomylałem wtedy o sobie i zrobiło mi się le na sercu. Mógłbym być tak sam. Problem ze mnš polegał na tym, że od wczesnych lat szkolnych żyłem ograniczeniami, w dużej mierze narzucanych przez rodziców. To oni bez konsultacji ze mnš wybrali mi szkołę redniš, kierunek studiów także obrany był pod ich oczekiwania. Wiem, że mieli oni dobre zamiary i na swój sposób chcieli mnie chronić i pomóc, ale póniej zdałem sobie sprawę, że nie tędy droga. Sam też jestem sobie winny, bo po pierwsze: nie miałem na tyle wiary wiary w siebie, aby postawić na swoim, a po drugie: rodzice specjalnie mi w tym nie pomagali i nie "popychali" do twórczego i samodzielnego rozwoju. Prosty przykład: pierwszy kierunek na który się dostałem to była histora. Wówczas interesowałem się tym i wiem, że studia te byłyby bardziej pozytywnym wyzwaniem niż męczarniš. Riposta mojego ojca polegała na stwierdzeniu: "i co po tej historii będziesz miał?" i pod naciskiem zmiękłem wbirajšc ostatecznie administrację. Szkoda, bo wiem że na historii byłbym jednym z lepszych na roku, a ojcu mógłbym odpowiedzieć na jego pytanie: "satysfakcję"
Prwdopodobnie zbyt póno zaczšłem urzeczywistniać mylenie po swojemu. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Wyprowadziłem się od rodziców, (można powiedzieć że) założyłem dom, wyjechałem do Irlandii. Cieszę się, że samemu potrafię sobie poradzić. Powoli spełniam dawne marzenia. Czuję, że idę do przodu.
Postawiłem sobie za punkt honoru skończenie mojej powieci i nawet jeli żaden wydawca nie będzie chciał na niš nawet spojrzeć to i tak będę dumny z tego, że jš ukończyłem. Że zrobiłem co co chciałem zrobić. Co własnego.
Aha, i jeszcze jedno. Wiem, że kiedy kiedy będę już ojcem to będę pomagał swoim dzieciakom poszukiwać. Nawet jeli będš popełniać błędy i stwierdzš że to jednak nie jest to i ich to nie pasjnonuję to wiem, że będę je wspierał w dalszych poszukiwaniach. Niech w końcu znajdš swojš drogę. Będę wówczas przy nich i one będš o tym wiedziały. Tylko to mi będzie wystarczyło.
PS. Trochę się naszukałem w interenecie rzeczonego występu Rory'ego Gallaghera, aby pokazać am co miałem na myli. Miłego oglšdania:
http://www.youtube.com/watch?v=iCNWdEznhls
(Ballyconnell, 15-03-07)
Chciałbym Wam opowiedzieć o pewnym zdarzeniu sprzed kilkunastu dni. Dało mi ono sporo do mylenia...
Przypadkowo w irlandzkiej telewizji natrafiłem na fragment archiwalnego występu Rory'ego Gallaghera. Rzecz miała miejsce na jazzowym festiwalu w Montreaux w 1974 albo 1975 roku. Na scenę wyszedł facet o szczenięcej twarzy, ubrany dżinswe spodnie i dżinsowš katanę. Ukłonił się. Był pogodny, usmiechnięty, zapowiedział "Tatto'd Lady" i zaczšł grać. Po tym facecie było widać jaki jest rozelektryzowany wiadomociš, że za chwilę zagra, że zapewne gdyby kamera pokazała zbliżenie jego twarzy moznabyłoby dostrzec błysk w jego oczach. Od razu wyobraziłem sobie go jako dzieciaka, który nie oglšda się za dziewczynami tylko żyje muzykš, a gd nie ma gitary przy sobie to nie wie co ma zrobić z rękami.
Pomylałem wtedy o sobie i zrobiło mi się le na sercu. Mógłbym być tak sam. Problem ze mnš polegał na tym, że od wczesnych lat szkolnych żyłem ograniczeniami, w dużej mierze narzucanych przez rodziców. To oni bez konsultacji ze mnš wybrali mi szkołę redniš, kierunek studiów także obrany był pod ich oczekiwania. Wiem, że mieli oni dobre zamiary i na swój sposób chcieli mnie chronić i pomóc, ale póniej zdałem sobie sprawę, że nie tędy droga. Sam też jestem sobie winny, bo po pierwsze: nie miałem na tyle wiary wiary w siebie, aby postawić na swoim, a po drugie: rodzice specjalnie mi w tym nie pomagali i nie "popychali" do twórczego i samodzielnego rozwoju. Prosty przykład: pierwszy kierunek na który się dostałem to była histora. Wówczas interesowałem się tym i wiem, że studia te byłyby bardziej pozytywnym wyzwaniem niż męczarniš. Riposta mojego ojca polegała na stwierdzeniu: "i co po tej historii będziesz miał?" i pod naciskiem zmiękłem wbirajšc ostatecznie administrację. Szkoda, bo wiem że na historii byłbym jednym z lepszych na roku, a ojcu mógłbym odpowiedzieć na jego pytanie: "satysfakcję"
Prwdopodobnie zbyt póno zaczšłem urzeczywistniać mylenie po swojemu. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Wyprowadziłem się od rodziców, (można powiedzieć że) założyłem dom, wyjechałem do Irlandii. Cieszę się, że samemu potrafię sobie poradzić. Powoli spełniam dawne marzenia. Czuję, że idę do przodu.
Postawiłem sobie za punkt honoru skończenie mojej powieci i nawet jeli żaden wydawca nie będzie chciał na niš nawet spojrzeć to i tak będę dumny z tego, że jš ukończyłem. Że zrobiłem co co chciałem zrobić. Co własnego.
Aha, i jeszcze jedno. Wiem, że kiedy kiedy będę już ojcem to będę pomagał swoim dzieciakom poszukiwać. Nawet jeli będš popełniać błędy i stwierdzš że to jednak nie jest to i ich to nie pasjnonuję to wiem, że będę je wspierał w dalszych poszukiwaniach. Niech w końcu znajdš swojš drogę. Będę wówczas przy nich i one będš o tym wiedziały. Tylko to mi będzie wystarczyło.
PS. Trochę się naszukałem w interenecie rzeczonego występu Rory'ego Gallaghera, aby pokazać am co miałem na myli. Miłego oglšdania:
http://www.youtube.com/watch?v=iCNWdEznhls
(Ballyconnell, 15-03-07)

