Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kto Poza Markiem?
#12
Romek, przywołałeœ niesamowite wspomnienia... Uśmiech Nie wiem czy Numitor nam wybaczy takie dygresje w tym wštku, ale nie potrafię się powstrzymać aby nie powiedzieć choć kilku słów Oczko.

Dla mnie zaczęło się latem 1998r. Byłem wtedy na praktykach studenckich w Anglii, co sprowadzało się w moim przypadku do rozwożenia truskawek do centrów dystrybucji w całej południowej Anglii. JeŸdziłem po południowych hrabstwach małš ciężarówkš i zawsze tak ustawiałem sobie trasę, aby jak najwięcej przy okazji zobaczyć. Podczas jednego z takich codziennych wyjazdów usłyszałem zupełnie przypadkiem (właœciwie to nie przypadkiem bo przypadków nie ma Oczko) jak prowadzšcy program informuje słuchaczy o atrakcjach nadchodzšcego weekendu. Nie wyłapałem zbyt wiele, ale wystarczajšco, aby puls mi podskoczył a wyobraŸnia zaczęła działać 'overtime' Uśmiech. "...coming weekend...Notting Hillbillies...Knopfler....London..." - to była mniej więcej całoœć wypowiedzi jaka do mnie dotarła ale wiedziałem już, co będę robić w nadchodzšcy weekend. W najbliższš sobotę wybrałem się do Londynu autobusem (3 godziny jazdy) zupełnie w ciemno. Pierwszš rzeczš jakš zrobiłem było sprawdzenie w gazecie czy to faktycznie jest prawda. Była!!! Uśmiech. Obok magicznej nazwy "The Notting Hillbillies" widniała równie magiczna nazwa "Ronnie Scott's". I tyle. Nie wiedziałem gdzie to jest ani co to jest, ani gdzie tego szukać. Może to wydać się Wam œmieszne, ale znaleŸć się nagle w centrum ogromnej metropolii z jednš nazwš jako odnoœnik, majšc do dyspozycji kilka godzin zaledwie na znalezienie tego miejsca... to było dla mnie duże wyzwanie, ale jakże inspirujšce! Ja wiedziałem, że MUSZĘ się tam znaleŸć tego wieczora. Rozpoczęły się poszukiwania. Przechodnie na ulicy tylko wzruszali ramionami gdy pytałem o Ronnie Scott's. W końcu ktoœ mi powiedział, że to klub jazzowy na West Endzie. To znacznie zawęziło poszukiwania, ale i tak wydawało się mało możliwe, że trafię tam przypadkiem. Dalsze poszukiwania zaczšłem od pubów... I to był strzał w dziesištkę. Już w pierwszym do którego wszedłem powiedziano mi, że Ronnie Scott's to całkiem niedaleko, kilka przecznic dalej, na ulicy Firth Street odchodzšcej od słynnej Shaftesbury Avenue. Możecie wyobrazić sobie mojš radoœć jak odnalazłem ten budynek wtopiony w rzšd kamienic. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy po drugiej stronie tejże ulicy ujrzałem kawiarnię Angellucci's... Wiedziałem, że jestem we właœciwym miejscu Uśmiech.
Dziarsko wmaszerowałem do klubu Ronniego proszšc z rozbrajajšcym usmiechem o bilecik na wieczorny koncert, na co czarnoskóry portier parsknšł serdecznym œmiechem mówišc mi, że bileciki rozeszły się 10 miesięcy temu w cišgu dwóch dni. Nie powiem, żeby dodał mi w ten sposób animuszu... Portier widzšc mojš zdezorientowanš (i jakże zawiedzionš) minę oznajmił, że mogę przyjœć przed koncertem i wtedy będš sprzedawać jeszcze bilety na tzw miejsca stojšce. Wiedziałem, że to ostatnia szansa. Miałem kilka godzin, więc poszedłem na spacer po Wild West End a na godzinę przed koncertem udałem sie z powrotem na Firth Street i ...zobaczyłem najdłuższš kolejkę w swoim życiu... W swojej ignorancji nie wzišłem niestety pod uwagę, że nie byłem jedynym w takiej sytuacji bez biletowej. Nic to, ustawiłem się w ten przerażajšco długi ogon i czekałem. Udało się. Będšc już w œrodku, nie mogłęm uwierzyć, że w tak małej, intymnej sali, za chwilę zagra lider jednej z największych grup œwiata. To było jak sen. Stałem w odległoœci kilku metrów od instrumentów ustawionych na scenie a ludzie, którzy stali ze mnš w kolejce rozlokowali się w każdym możliwym zakamarku tego przybytku. Klub jest bardzo elegancki. Zaraz przy scenie (malutkiej) stoi kilkanaœcie stolików a wokół nich znajduje się niska balustrada, którš okupowała większoœć właœcicieli biletów 'stojšcych'. Półmrok wyworzony przez nastrojowe lampy, na œcianach zdjęcia artystów i co wybitniejszych goœci klubu, z boku sceny bar z piwem lejšcym się strumieniami. Przyznam że żal było się ruszyc z mojego miejsca przy balustradzie aby nabyc piwo. Bałem się, że ktos zajmie mi startegicznš pozycję w widokiem na Maestro Oczko, póŸniej okazało się, że barmani chodzš po całej sali zbierajšc zamówienia na zimne kufle, z czego skorzystałem. Koncert rozpoczšł się od występu Dave'a O'Higginsa, podobnie jak rok póŸniej, kiedy byłem tam z Romkiem. Ja również traktowałem ten występ jako zło konieczne, aby za chwilkę usłyszeć właœnie TO... Wiele razy tego wieczora wydawało mi się, że to sen. Mark Knopfler siedział kilka metrów ode mnie, popijał piwko i grał ze swoimi kumplami -specjalnie dla mnie, wtedy nie miałem co do tego wštpliwoœci... Wœród wielu tytułów zupełnie mi nieznanych, TNH grali wtedy wiele starych standardów Presley'a, Roberta Johnsona, Chucka Berry'ego (jak słynna Nadine) pojawiały się zupełnie absolutnie magiczne brzmienia jak: Water Of Love, Why Worry czy Setting Me Up... Your Own Sweet Way, Railroad Worksong czy Are We In Trouble Now... W końcu też Wild Theme i kończšcy wieczór The Next Time I'm In Town... Byli znakomici goœcie... Chris White, ozdabiajšcy swym saksofonem co niektóre numery, podobnie Chris Barber na puzonie, czy Bobby Valentino na skrzypcach. Po wszystkim, nie chciało mi się wychodzić... Była 2 w nocy, Dave O'Higgins wyszedł ponownie na scenę by jazzować jeszcze godzinkę a ja nie majšc nic lepszego do roboty postanowiłem zostać tam tak długo jak się da, gdyż mój autobus powrotny był dopiero rano. W końc klub zaczšł pustoszeć więc i ja postanowiłem wyjœć i łyknšć œwieżego powietrza. Na zewnštrz było juz pustawo, 3 nad ranem, londyńska ciepła noc, przed wejœciem do klubu stoi czarny Jaguar a obok niego kierowca wyraŸnie czekajšc na kogoœ... Stanšłem jak wryty i zapytałem czy czeka na tego Kogoœ o kim myœlę Oczko. Pan kierowca usmiechšł się i powiedział: "Nie wiem o kim pan myœli, ale tak.. czekam na Niego, zaraz wyjdzie". Tego było już troche za wiele jak na dzień bogaty we wrażenia... stanšłem więc obok pana kierowcy i czekaliœmy... Po 5 minutach jak gdyby nigdy nic z klubu wyszedł Mark Knopfler, przywitał się a nami (!!!Oczko, pan kierowca otworzył mu tylne drzwi, ja byłem tak totalnie zaskoczony, że nie zdołałem zrobić absolutnie nic... Wybełkotałem tylko cos w rodzaju "Thank You, Mark"... patrzšc cały cas na mojš dłoń, która jeszcze przed chwilš czuła uœcisk Mistrza, a Maestro pokiwał mi już z samochodu po czym oddalił się w londyńskš noc...
Cóż, oczywiœcie nikt nie chciał mi uwierzyć po powrocie na farmę (na której pracowałem) że byłem na kameralnym koncercie Marka Knopflera, mało tego, że tuz po nim œciskałem jego dłoń... A ja wiedziałem, że w przyszłym roku będę czujny i na pewno jeszcze przyjadę do klubu Ronniego Scott'a. I tak się stało! Romek (Anrom) opowiedział już jak to wyglšdało następnego lata... Było wspaniale a dodam jeszcze tylko, że biletów przy stolikach nie udało nam się zdobyc i podobnie jak ja rok wczeœniej - mielismy miejsca stojšce. Nie przeszkodziło to jednak w znakomitym odbiorze jednych z najlepszych koncertów, jakie dane nam było oglšdać. Ponownie na scenie było wielu goœci: Chris White, Chris Barber, Bobby Valentino. Wœród goœci na widowni pojawił się John Illsley a na bębnach oczywiœcie grał Ed Bicknell, który pozyczał od Anroma flamaster do autografów Oczko. Bedšc tak daleko i wiedzšc, że te koncerty odbywajš się przez cał tydzień, zdecydowalismy się pójœc na dwa pod rzšd. Jeden z nich został profesjonalnie nagrany przez Romka, drugi już przeżywaliœmy bez sprzętów audiowizualnych.
Z takich zabawnych incydentów pamiętam, że po koncercie poszedłem do ubikacji, i chcšc wyjœć z kabiny zostałem przyblokowany. Jak już mnie wypuszczono okazało się, że Mistrzowi zachciało się siusiu i wszelki ruch w toalecie został wstrzymany przez ochronę Szczęśliwy . No cóż... Mistrz też człowiek B)
Ale... atmosfera West Endu, małego kameralnego klubu, legendarna muzyka, to coœ co zostanie w nas do końca, jestem przekonany. Jeœli będziecie mieli kiedyœ okazję aby zobaczyc Maestro w tak niesamowicie intymnym otoczeniu (i nie myslę tu o ubikacji Oczko) to zdecydowanie nie opuœccie takiej okazji. Jest warta wszelkich wyrzeczeń. Dzięki Romek, że byłeœ tam wtedy ze mnš! Pozdrawiam
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Kto Poza Markiem? - przez numitor - 09.02.2007, 21:46
Kto Poza Markiem? - przez Robson - 09.02.2007, 21:58
Kto Poza Markiem? - przez macsa - 09.02.2007, 22:06
Kto Poza Markiem? - przez pablosan - 10.02.2007, 11:48
Kto Poza Markiem? - przez BET - 10.02.2007, 12:22
Kto Poza Markiem? - przez olaph72 - 10.02.2007, 19:57
Kto Poza Markiem? - przez Robson - 10.02.2007, 20:33
Kto Poza Markiem? - przez koobaa - 10.02.2007, 23:53
Kto Poza Markiem? - przez Robson - 11.02.2007, 01:46
Kto Poza Markiem? - przez anrom - 11.02.2007, 10:41
Kto Poza Markiem? - przez Robson - 11.02.2007, 15:10
Kto Poza Markiem? - przez koobaa - 11.02.2007, 19:21
Kto Poza Markiem? - przez Robson - 11.02.2007, 19:29
Kto Poza Markiem? - przez anrom - 11.02.2007, 21:18
Kto Poza Markiem? - przez grzegorz - 12.02.2007, 11:00
Kto Poza Markiem? - przez pablosan - 12.02.2007, 11:48
Kto Poza Markiem? - przez Andrzej - 12.02.2007, 13:47
Kto Poza Markiem? - przez koobaa - 13.02.2007, 04:43
Kto Poza Markiem? - przez macsa - 13.02.2007, 15:10
Kto Poza Markiem? - przez mikołaj - 14.02.2007, 23:21

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Lekcje z Markiem MARTINEZ 0 7,761 11.01.2012, 15:08
Ostatni post: MARTINEZ
  Kto ile dał dIRE sTRAITS i Markowi Knopflerowi tlgrphroad 56 83,563 04.08.2009, 23:00
Ostatni post: filipk91
  Spoufalanie się z Markiem Knopflerem numitor 8 17,707 07.03.2009, 19:48
Ostatni post: Bart
  Ciekawe Przedmioty Związane Z Dire Straits&Markiem Eowyn 17 32,001 02.06.2006, 16:17
Ostatni post: HOWARD
  kto słucha DS ? Igor23 0 24,611 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:
  Mój wywiad z Markiem Knopflerem Piotrec 0 74,533 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości