09.02.2007, 21:46
Przez wiele lat kariery Marka Knopflera towarzyszyło mu wielu muzyków - od jego brata poczšwszy, na wieloletnim towarzyszu broni - Guyu Fletcherze - skończywszy.
Czy macie jakie odczucia w stosunku do nich? Nie mylę tu bynajmniej o stronie technicznej, ponieważ sam nie mam zielonego pojęcia np. o tym, czy na basie lepiej grał Illseley, czy gra Worf. Zastanawia mnie raczej - czy kogo z nich lubicie/lubilicie bardzie "jako człowieka"?
Odpowiem jako pierwszy - najbardziej sympatyczny wydawał mi się zawsze Alan Clark - i to jego najbardziej brakuje mi z czasów Dire Straits. Najmniej - choć nie wiem, czy nie popełniam tu faux pas - lubię Guya Fletchera, nie potrafię się jako przekonać do tego, grajšcego już przecież wiele lat z Knopflerem, muzyka.
Czy macie jakie odczucia w stosunku do nich? Nie mylę tu bynajmniej o stronie technicznej, ponieważ sam nie mam zielonego pojęcia np. o tym, czy na basie lepiej grał Illseley, czy gra Worf. Zastanawia mnie raczej - czy kogo z nich lubicie/lubilicie bardzie "jako człowieka"?
Odpowiem jako pierwszy - najbardziej sympatyczny wydawał mi się zawsze Alan Clark - i to jego najbardziej brakuje mi z czasów Dire Straits. Najmniej - choć nie wiem, czy nie popełniam tu faux pas - lubię Guya Fletchera, nie potrafię się jako przekonać do tego, grajšcego już przecież wiele lat z Knopflerem, muzyka.
"Come up and feel the sun
A new morning has begun..."
A new morning has begun..."

