30.01.2007, 13:42
26-01-2007
Irlandia jest strasznie nieprzewidywalna. Nie chodzi nawet o fakt, ze w srodku kalendarzowej zimy o widoku padajacego sniegu mozna tylko pomarzyc.
Byla praca - nie ma pracy. Styczen (z tego co sie dowiedzialem) jest koszmarnym miesiacem na rynku pracy. Wszedzie zastoj. Masowe zwolnienia. Jako, ze u siebie w Newbridge bylem najmlodszy stazem, padlo tez na mnie...
Tydzien szukalem pracy. Bezskutecznie. Kolejne pol tygodnia zabralo mi przekonywanie siebie samego, ze to nie moja wina i ten okres trzeba najzwyczajniej w swiecie przeczekac. Dobre w tym wszystkim jest to, ze z natury jestem oszczedny i udaje mi sie przetrwac.
Dzisiejszy dzien jest chyba najspokojniejszym odkad tu przyjechalem. Siedze sobie w domu, ktory wynajmuje Monika ze swoimi znajomymi. Wegiel w kominku strzela na wszystkie strony jasnopomaranczowymi plomieniami. Jest cieplo, a poczucie spokoju podtrzymuje kolejnymi lykami piwa. Z glosnikow dobiegaja dzwieki klawiszowych pasazy z camelowego "Lunar Sea". A propos. Nocne niebo nad Irlandia jest inne niz u nas w Polsce. Mam wrazenie, ze gwiazd jest na tutejszym jakby mniej. Czasem odnosze wrazenie, ze jestem w stanie je wszystkie policzyc, a ksiezyc tkwi w takim samym ("rogalikowym") stanie od kilku wieczorow.
Na szczescie iskierki nadziei na znalezienie pracy pojawiaja sie juz coraz czestsze. W srode wyprawa do Ballyconnell, w czwartek do Dundalk. Moze tam bedzie lepiej. Nie mniej pomimo tego, ze wszyscy radza, aby ten okres przeczekac to jakos nie wyobrazam sobie siedzenia na tylku z zalozonymi rekami. Musze czuc ze cos robie. Poza tym wpadniemy do mojej siostry. Jej facet - Fabio jest Wlochem kompletnie zakreconym na punkcie Premiata Forneria Marconi. Pewnie znow bedzie chcial mnie nakrecic na ich tworczosc.
Wybaczcie, ze dzisiaj relacjonuje Wam wszystko w hemingwayowskim stylu: krotko i zwiezle. Jak nasyce oczy (i umysl) jakims bogatszym widokiem (i przemysleniami) to na pewno dam upust swojej (pseudo)pisarskiej fantazji. :wacko:
(Baltinglass 27-01-2007)
Irlandia jest strasznie nieprzewidywalna. Nie chodzi nawet o fakt, ze w srodku kalendarzowej zimy o widoku padajacego sniegu mozna tylko pomarzyc.
Byla praca - nie ma pracy. Styczen (z tego co sie dowiedzialem) jest koszmarnym miesiacem na rynku pracy. Wszedzie zastoj. Masowe zwolnienia. Jako, ze u siebie w Newbridge bylem najmlodszy stazem, padlo tez na mnie...
Tydzien szukalem pracy. Bezskutecznie. Kolejne pol tygodnia zabralo mi przekonywanie siebie samego, ze to nie moja wina i ten okres trzeba najzwyczajniej w swiecie przeczekac. Dobre w tym wszystkim jest to, ze z natury jestem oszczedny i udaje mi sie przetrwac.
Dzisiejszy dzien jest chyba najspokojniejszym odkad tu przyjechalem. Siedze sobie w domu, ktory wynajmuje Monika ze swoimi znajomymi. Wegiel w kominku strzela na wszystkie strony jasnopomaranczowymi plomieniami. Jest cieplo, a poczucie spokoju podtrzymuje kolejnymi lykami piwa. Z glosnikow dobiegaja dzwieki klawiszowych pasazy z camelowego "Lunar Sea". A propos. Nocne niebo nad Irlandia jest inne niz u nas w Polsce. Mam wrazenie, ze gwiazd jest na tutejszym jakby mniej. Czasem odnosze wrazenie, ze jestem w stanie je wszystkie policzyc, a ksiezyc tkwi w takim samym ("rogalikowym") stanie od kilku wieczorow.
Na szczescie iskierki nadziei na znalezienie pracy pojawiaja sie juz coraz czestsze. W srode wyprawa do Ballyconnell, w czwartek do Dundalk. Moze tam bedzie lepiej. Nie mniej pomimo tego, ze wszyscy radza, aby ten okres przeczekac to jakos nie wyobrazam sobie siedzenia na tylku z zalozonymi rekami. Musze czuc ze cos robie. Poza tym wpadniemy do mojej siostry. Jej facet - Fabio jest Wlochem kompletnie zakreconym na punkcie Premiata Forneria Marconi. Pewnie znow bedzie chcial mnie nakrecic na ich tworczosc.
Wybaczcie, ze dzisiaj relacjonuje Wam wszystko w hemingwayowskim stylu: krotko i zwiezle. Jak nasyce oczy (i umysl) jakims bogatszym widokiem (i przemysleniami) to na pewno dam upust swojej (pseudo)pisarskiej fantazji. :wacko:
(Baltinglass 27-01-2007)

