27.01.2007, 15:56
Bardzo się cieszę, że przywołalicie w tym wštku (uprzedzajšc mnie
) 'Pożegnanie Donegana', temat potraktowany (moim skromnym zdaniem) zaicie po mistrzowsku. Oto stajemy się na kilka minut (i to już od pierwszych dwięków) uczestnikami niezwykłej Ceremonii Przejcia. A dzieje się to w 'stylu', który na swój własny użytek, już po pierwszym przesłuchaniu, nazwałam 'nowoorleańskim'. 
Dla wychowanych w skrajnie odmiennej kulturze może to być pewien (niemały nawet) szok. Trzeba jednak pamiętać, że dla wielu społeczeństw i kultur, w tym także dla społecznoci afroamerykańskiej, mierć była Wyzwoleniem przejciem do wiata pozbawionego jakichkolwiek podziałów i ucisków. To stšd obecnoć na pogrzebowych procesjach trup muzycznych, przywołujšcych radosne, a czasami wręcz skoczne tematy. Lonnie choć białoskóry Europejczyk, bezgranicznie upodobał sobie ten specyficzny klimat z pogranicza tradycyjnego jazzu, bluesa, pieni gospel. W końcu nie bez powodu nazywany jest ojcem brytyjskiego skiffle.
Co ciekawe, pomimo najtrudniejszego tematu, jaki porusza, utwór jest na swój sposób 'jasny', pogodny i nie wywołuje żadnego dysonansu w odbiorze całego albumu. W końcu Lonnie podšżył włanie do swego jakkolwiek widzianego czy wyobrażanego Shangri-La, raju
Pewnie dlatego bardzo lubię do niego powracać, choć podobnie jak dla Ciebie, Rob, sam tytuł jeszcze przed poznaniem 'zawartoci' Shangri-La budził u mnie spory niepokój.
To jednak dla mnie jeszcze jeden dowód na to, że Markowi mówišc najogólniej w kwestii muzycznych poszukiwań można spokojnie zaufać.
) 'Pożegnanie Donegana', temat potraktowany (moim skromnym zdaniem) zaicie po mistrzowsku. Oto stajemy się na kilka minut (i to już od pierwszych dwięków) uczestnikami niezwykłej Ceremonii Przejcia. A dzieje się to w 'stylu', który na swój własny użytek, już po pierwszym przesłuchaniu, nazwałam 'nowoorleańskim'. 
Dla wychowanych w skrajnie odmiennej kulturze może to być pewien (niemały nawet) szok. Trzeba jednak pamiętać, że dla wielu społeczeństw i kultur, w tym także dla społecznoci afroamerykańskiej, mierć była Wyzwoleniem przejciem do wiata pozbawionego jakichkolwiek podziałów i ucisków. To stšd obecnoć na pogrzebowych procesjach trup muzycznych, przywołujšcych radosne, a czasami wręcz skoczne tematy. Lonnie choć białoskóry Europejczyk, bezgranicznie upodobał sobie ten specyficzny klimat z pogranicza tradycyjnego jazzu, bluesa, pieni gospel. W końcu nie bez powodu nazywany jest ojcem brytyjskiego skiffle.
Co ciekawe, pomimo najtrudniejszego tematu, jaki porusza, utwór jest na swój sposób 'jasny', pogodny i nie wywołuje żadnego dysonansu w odbiorze całego albumu. W końcu Lonnie podšżył włanie do swego jakkolwiek widzianego czy wyobrażanego Shangri-La, raju
Pewnie dlatego bardzo lubię do niego powracać, choć podobnie jak dla Ciebie, Rob, sam tytuł jeszcze przed poznaniem 'zawartoci' Shangri-La budził u mnie spory niepokój.
To jednak dla mnie jeszcze jeden dowód na to, że Markowi mówišc najogólniej w kwestii muzycznych poszukiwań można spokojnie zaufać.
<span style=\'color:gray\'>And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?</span>
What have you got to take away?</span>

