26.01.2007, 17:55
Pamiętam kiedy po raz pierwszy zobaczyłem spis utworów na Shangri-La no i Donegan's Gone. Od razu pomylałem szykuje się murowany smutas. A tymczasem otrzymalimy rzeczywicie kilka "jasnych" minut. Lonnie Donegan był irlandczykiem a gdyby wywodził się gdzie z delty Mississipi to takie pożegnanie odczytalibymy pewnie inaczej i z większym zrozumieniem. Niebywałe jak Mark potraktował to rozstanie. Radonie i z nadziejš. W naszej kulturze to wręcz nieprawdopodobne no ale jeli gdzie na wiecie na ostatnim pożeganiu chwalebne tańce i piewanie to nieodłšczny element ceremonii to wszystko tak naprawdę zależy od szerokoci geograficznej. Dla mnie co ciekawe ta opowieć cieszę się, że jest taka jaka jest. Lonnie Donegan był niezwykle radosnym pogodnym człowiekiem więc też taki hołd przygotował dla niego Mark Knopfler. Bez cienia mroku i przygnębienia.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

