21.11.2006, 23:59
Tym razem nie mogę się z Tobš nie zgodzić, bo piszesz samš prawdę. Niemniej jednak jak widać każdy z nas odbiera tš muzykę na własny sposób.
Zawsze lubiłem klimaty gry na bębenku "konga" (tak to się nazywa?), kiedy to włanie jeden rytm można wygrywać przez długi czas. Może dlatego ja nie nazwałbym Song For Sonny Liston utworem monotonnym. Choć zgadza się, że nie dzieje się w nim dużo (zwłaszcza, jak kto nie zna angielskiego).
Wracajšc do Waszch wczeniejszych słów - ja nie musiałem się do tego kawałka przekonywać przez jaki czas. Wpadł mi w ucho od razu, ale to tylko dowodzi, że nie wszyscy z tej samej gliny jestemy ulepieni. I to jest piękne Moci Państwo!
Zawsze lubiłem klimaty gry na bębenku "konga" (tak to się nazywa?), kiedy to włanie jeden rytm można wygrywać przez długi czas. Może dlatego ja nie nazwałbym Song For Sonny Liston utworem monotonnym. Choć zgadza się, że nie dzieje się w nim dużo (zwłaszcza, jak kto nie zna angielskiego).
Wracajšc do Waszch wczeniejszych słów - ja nie musiałem się do tego kawałka przekonywać przez jaki czas. Wpadł mi w ucho od razu, ale to tylko dowodzi, że nie wszyscy z tej samej gliny jestemy ulepieni. I to jest piękne Moci Państwo!
„ten sławny koncert DS z Bazylei” … „zdarlem te tasme do czarno-bialosci....”

